15.01.2012
niedziela

Przymusowe lektury

15 stycznia 2012, niedziela,

- Mamo, ja nie lubię czytać na rozkaz. Jak coś muszę przeczytać, to nie mam z tego żadnej przyjemności – narzekanie Maćka powtarza się przy kolejnych lekturach szkolnych. A te lektury są naprawdę świetne:  „Pippi”, „Królowa Śniegu” czy „Opowiadania z Doliny Muminków”. Kiedy myślę o swoich książkach z dzieciństwa, to okazuje się, że raczej nie pamiętam lektur – zostało tylko to, co sobie sama czytałam  (albo czytaliśmy na głos). Omawianie książki w szkole jakoś ją psuło. Rozumiem więc Maćka  i  „Muminki”  (wyjątkowo) przeczytaliśmy na głos. I oboje się zachwyciliśmy tą szkolną lekturą.

Każde opowiadanko jest portretem: Paszczak, Filifionka, znikające dziecko czy tatuś Muminka.  Często używa się postaci z  „Muminków” w literaturze psychologicznej   – znikające dziecko to historia zbyt nieśmiałej,  stłumionej dziewczynki, Paszczak jest odmieńcem, który potrafi zrobić coś wspaniałego dla innych. Historia tatusia Muminka, który ucieka z domu i wyrusza z Hatifnatami w nieznane to opowieść o smudze cienia ( szkoda tylko,  że na przykład mama Muminka nie może tak sobie wyruszyć w poszukiwaniu przygód…). „Cedryk” opowiada o zbytnim przywiązaniu do przedmiotów, a historia Homka to rzecz o  fantazji, która staje się ważniejsza od rzeczywistości i o rodzeństwie.  Homek ma dosyć swojego młodszego braciszka i zmyśla historię, że stało mu się coś strasznego. Sam w to wierzy, a potem tego żałuje. Kiedy Homek był zniecierpliwiony swoim braciszkiem, Maciek kiwał ze zrozumieniem głową.

Najpiękniejsza wydała nam się historia Filifionki. Filifionka mieszkała w domku nad morzem i bała się katastrofy, miała przeczucia, patrzyła z niepokojem w niebo i na chmury, ale kiedy opowiadała o tym Gapsie, ta tylko patrzyła z politowaniem albo mówiła  o praniu chodników. Filifionka nie miała komu opowiedzieć o sobie, swoich lękach i tęsknotach. Tymczasem katastrofa  naprawdę  nastąpiła, trąba powietrzna porwała jej domek pełen bibelotów, a Filifionka wtedy zamiast się przerazić -  poczuła się szczęśliwa!  (na rysunku trąba unosi dom).  Nie musiała się bać, bo to czego się spodziewała, już nadeszło. Wszystko się sprawdziło. Śmiała się teraz z Gapsy i jej troski o chodniki. Była wolna.

„Muminki” dobrze  się czyta wspólnie, bo one  w dużej mierze  mówią o świecie dorosłych.  Co i raz spotkamy też piękne zdania, jakby z innej, dorosłej książki -  takie jak to: „Filifionka stała bez ruchu, zupełnie bez ruchu ściskając porcelanowego kotka i myśląc:  O, ty moja piękna, moja wspaniała katastrofo…”

21.12.2011
środa

Pokolenie WALL-E?

21 grudnia 2011, środa,

Dla moich rówieśników pokoleniowymi filmami były „Gwiezdne Wojny” i  filmy Spielberga:  „ET” czy „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.  Do dzisiaj trwa wśród znajomych spór o to, ile było części „Gwiezdnych Wojen”: trzy  (według  nas) czy sześć (według naszych dzieci). Kiedy pytam Maćka o jego ulubione filmy  zawsze mówi o tym,  który ostatnio oglądał. Teraz jego ulubionym filmem są „Przygody Tintina” ( znowu Spielberg!) , widział go już trzy razy z kolejnymi członkami rodziny ( niektórzy usnęli) i chętnie zobaczyłby go jeszcze raz. Oprócz Tintina polubił też postać pijaka kapitana, który się stoczył, bo nie mógł sprostać ideałowi, jakim był jego dziadek. Maciek jest perfekcjonistą i kiedy coś mu się nie udaje, wpada w straszną rozpacz. Może spodobała mu się więc przemiana kapitana, który uświadomił  sobie, że nie może się poddawać nawet, jak coś mu nie wychodzi. Trzeba „bić głową w mur”, a nie rozpaczać, że nie jest się ideałem.

Na liście Maćka oprócz nowości powraca zawsze jeden film, który bije na głowę wszystkie inne – „WALL-E”, historia robocika. Mam wrażenie, że to jest prawdziwy film pokoleniowy. Możemy go oglądać na okrągło. Witamy się wydając dźwięki takie, jak WALL- E  i jego ukochana robotka EVA oraz robocik MO. – Uwaga groźne roboty! – krzyczymy w zabawie.

„WALL- E” pokazuje koniec cywilizacji, ludzie musieli uciec z ziemi, zatrutej i zdewastowanej. Zostały na niej tylko roboty sprzątające śmieci, takie jak WALL-E. I to on jest dziedzicem ludzkości – uwielbia stare musicale, zapalniczki, kostki Rubika i marzy o miłości. Ludzie zaś zamienili się w  konsumentów, mieszkają w statku kosmicznym Axiom i  wyglądają jak poduszki (nie używają nóg). Dopiero WALL-E i EVA muszą im przypomnieć,  co to znaczy, że są ludźmi. Maciek chwali się wśród dorosłych wiedzą, że w tym filmie pojawia się zły komputer, tak jak w „Odysei  kosmicznej” (zna na razie pierwszą scenę filmu Kubricka). Jednak w  „WALL-E” to, co najbardziej ludzkie, czyli przede wszystkim uczucia –   przetrwało właśnie dzięki robotom, ludzkim wytworom. Pewnie znowu obejrzymy ten film w Święta i znowu się wzruszymy.

Składamy Wam najlepsze życzenia świąteczne, a teraz specjalnie dla Was kosmiczny taniec  WALL-ego i EVY.  Muzyka:  dowolny musical amerykański. Happy New Year!

 

 

27.11.2011
niedziela

Alojzy kontra Kleks

27 listopada 2011, niedziela,

Kiedy myślę o panu Kleksie – widzę ilustracje Szancera. Nie mieliśmy takiego wydania w domu i zaczęliśmy „Akademię” z jaskrawymi, infantylnymi obrazkami. No i nie dało się tego znieść, psuły całą przyjemność. Przerwaliśmy, aż do czasu, gdy nadeszła przesyłką z trzema częściami Kleksa w jednym tomie z ilustracjami Szancera.

http://www.cenaksiazki.pl/img/Pan-Kleks,44244.jpg

„Akademię” warto czytać z dzieckiem, które już wie,  co to szkoła. – Chciałbym chodzić do takiej akademii – marzył Maciek. Żeby zamiast nielubianej przez niego ortografii była kleksografia. Maciek lubił lusterka senne, szkiełka, pastylki, pompkę powiększającą i wszystkie wynalazki Pana Kleksa, ale najbardziej przejął się, gdy do akcji wkroczył Alojzy Kukuryk. Lalka, którą pan Kleks ożywił, i która przyspiesza koniec tego świata. – Dlaczego pan Kleks pozwala mu wszystko niszczyć? – dziwił się Maciek. Pan Kleks malał  i znikał w oczach, a Alojzy robił, co chciał. Aż przebrała się miarka.
Maciek ulepił kolejne etapy ostatniej rozgrywki Alojzy kontra Kleks.
- Znalazłem sekrety Pan Kleksa- krzyczy Alojzy trzymając w ręku tabliczki z chińskimi napisami.

- Ale nic z tego nie rozumiem, więc je zniszczę!


- Zniszczyłeś moje sekrety, teraz ja zniszczę ciebie, Alojzy – mówi pan Kleks.


Teraz czytamy kolejny tom „Podróże pana Kleksa” i mam wrażenie, że jest coraz ciekawiej. Ilustracje znam na pamięć. Nie mogę się doczekać, kiedy ( już w „Triumfie pana Kleksa”) dotrzemy  do kwiatowych córek pana Lewkonika (wyglądają jak z żurnala), uwielbiałam  je rysować. A pamiętacie okręt strzelający w oko cyklonu? Maciek początkowo narzekał,  że za mało  Szancer narysował kolorowych ilustracji, a za dużo czarno – białych.  Z czasem zaczęły mu się podobać.  Zaczął lepić z plasteliny  fantastyczne stwory. A  kiedy dotarliśmy do podmorskiej Abecjii ulepił wszystkie napotkane morskie stworzenia. A dzisiaj,  już po zgaszeniu światła zaglądał potajemnie do książki, żeby sprawdzić, jak dokładnie wyglądali mieszkańcy Patentonii.

Wspaniale, że „Pan Kleks” się w ogóle nie starzeje. Nie ma pedagogicznego przesłania, nie wychowuje.  „Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je sam się bawię”. I my też, drogi panie Brzechwo, my również.

7.11.2011
poniedziałek

szatan

Sprytny jak Szatan i odważny jak Tosia

7 listopada 2011, poniedziałek,

- Mamo, nie wiem, czy czytać sobie w łóżku Pippi, czy Tomka. Ale tak naprawdę to bym chciał poczytać, tylko nie obraź się -  atlas grzybów… Przed grzybami był atlas motyli, który Maciek studiował w czasie wakacji.
- O, chodźcie natychmiast! To motyl Didyma! Albo: – Musicie się zatrzymać, to modraszkowaty! – wykrzykiwał w drodze na plażę. Wszyscy zaczęliśmy zwracać uwagę na to, co lata dookoła nas i na ćmy na ścianach. Czytaj całość →

15.10.2011
sobota

Mio i tęsknota

15 października 2011, sobota,

Strasznie zaniedbaliśmy blog, ale to nie znaczy oczywiście, że przestaliśmy czytać. Właśnie skończyliśmy jedną z piękniejszych książek: „Mio, mój Mio” Astrid Lindgren. – Ach, to takie smutne – przypomniała sobie moja koleżanka. Nie pamiętałam tej opowieści chłopca, który ze Sztokholmu trafił do Krainy Dalekiej i tam odnalazł ojca, króla. Już nie nazywał się Bosse i nie był popychadłem, ale stał się królewiczem Mio, a ojciec mówił do niego „Mio, mój Mio”. Dopiero gdy usłyszałam imię „Rycerz Kato”, wróciło do mnie wspomnienie czegoś przerażającego. I leciutkie uczucie strachu towarzyszyło mi każdego wieczora, gdy czytaliśmy  „Mio”. Czytaj całość →

24.07.2011
niedziela

Pochwała niedoskonałości

24 lipca 2011, niedziela,

Okazuje się, że całkiem sporo mamy w Polsce wspaniałej literatury dziecięco – młodzieżowej. Takiej jak choćby „Synteza” Macieja Wojtyszki z 1978 roku, która rozgrywa się w 2059. Kiedy czytałam ją w 1985 ( prezent na gwiazdkę) nie przypuszczałam, że wrócę do niej już w nowym wieku – bliżej przyszłości, którą opisuje Wojtyszko. W 2059 rok świat jest skomputeryzowany i podłączony do sieci, kupuje się wszystko dzięki płytkom kredytowym , ogląda się holowizję, dzwoni videotelefonami i nosi się jednorazowe wdzianka. I co najważniejsze żyje się bardzo długo. Zamiast oddzielnych państw  istnieje wspólnie zarządzana federacja demokratyczna. Czytaj całość →

2.07.2011
sobota

Ballada o kocie

2 lipca 2011, sobota,

Mieliśmy właściwie czytać coś innego, ale przyciągnęła nas okładka z kotkiem wystającym z dżinsowej kieszonki. W ten sposób prosto z wnętrza Ziemi Verne’a trafiliśmy na warszawskie podwórko gdzieś na początku lat 80- tych.  – A czy Gacek istniał naprawdę i był kotem Marka Nowakowskiego? – od razu upewnił się Maciek. Być może. Gacek urodził się nad Wisłą i był najbardziej zabiedzonym kociakiem Siwej. Nigdy nie zdążył się najeść do syta, odpędzało go rodzeństwo i sama matka zniecierpliwiona jego nieporadnością. Był chudy i uszy sterczały mu jak u nietoperza, stąd wzięło się imię Gacek. Gdyby został na wolności  nie wiadomo, co by się z nim stało, dlatego jego przyszły właściciel włożył go do kieszeni i zabrał do mieszkania w bloku. I tak zaczęło się wspólne życie z kotem. Nie była to jednak idylla, bo przecież balkon, odgłosy ulicy, źli ludzie, kuszące ptaki… Czytaj całość →

31.05.2011
wtorek

Pod wulkanem

31 maja 2011, wtorek,

http://www.tenpieknyswiat.pl/fotki/albums/20061231_rozne/wyprawa-do-wnetrza-ziemi-verne.jpg

Kiedy na Islandii znowu zaczął dymić wulkan,  my zeszliśmy do wnętrza Ziemi razem z Juliuszem Vernem. Cóż to jest za wspaniała książka! „Wyprawa do wnętrza Ziemi”  była jedną z moich ulubionych lektur dzieciństwa, ale  zapamiętałam z niej głównie  kapitalne ilustracje Daniela Mroza, które rozpoczynają każdy rozdział. Mróz co prawda zdradza zawczasu tajemnice – już okładka pozwala się domyślić, co Profesor Lindenbrock i jego siostrzeniec Aksel  znaleźli wewnątrz skorupy ziemskiej. W roku 1863 wyruszyli w głąb wulkanu Sneffels śladami szesnastowiecznego badacza Arne Saknussemma. Mróz jednocześnie pobudza wyobraźnię. Maciek był strasznie ciekawy,  co się zdarzy w rozdziale,  który zaczynał się czarną stroną. A Verne wspaniale buduje napięcie – w czasie wyprawy podróżnicy nieustannie ocierają się o śmierć . Właśnie w owym czarnym rozdziale,  kiedy to Aksel zagubił się w podziemnym korytarzu i zbił latarkę, Maciek zawołał zdesperowany – Odwagi,  Akselu! Czytaj całość →

21.04.2011
czwartek

Dzielny jak Tomek

21 kwietnia 2011, czwartek,

http://www.kdc.pl/pub/mm/img/220/187794.jpg

Powoli, powoli szedł nam „Tomek w krainie kangurów” Szklarskiego, w dodatku blog zaniedbaliśmy karygodnie, a wszystko przez bolesne ząbkowanie młodszego synka. Maciek w tym czasie zdążył sam przeczytać kilka kryminałów, m.in  wciągnął się w serię o „Czarnym Maćku” Dariusza Rekosza. Ale co wieczór z nadzieją pytał: – Będzie „Tomek”?  I narysował Tomka, którego boksuje kangur. Czytaj całość →

20.03.2011
niedziela

Łasuchy literackie

20 marca 2011, niedziela,

Weekend spędziliśmy na czytaniu (pierwszy tom „Tomka”  Szklarskiego) i gotowaniu. I to nie ja byłam pomysłodawcą. Nie, to nowa pasja Maćka. Przy śniadaniu studiuje kulinarne dodatki do Gazety „Palce lizać”. Rano w sobotę pyta: – Będzie grzanka francuska czy jajko na toście? Dziś sam już zrobił jajo sadzone, które potem wylądowało na grzance z serem żółtym. A wczoraj upiekliśmy  nasze pierwsze czekoladowe muffinki. Maciek lubi czytać przepisy, wyciąga z półki książki Nigelli Lawson, a ostatnio znalazł też  „Łasucha literackiego” Małgorzaty Musierowicz, uroczą książkę zbierającą przepisy ze wszystkich tomów Jeżycjady. – To musi być bardzo stara książka, bo jest taka pożółkła, czy to z XIX wieku? Rzeczywiście, choć mój „Łasuch” wyszedł zaledwie 20 lat temu, to jest bardzo zużyty, bo często kiedyś do niego sięgałam. Choćby po to, żeby zrobić bardzo niepoprawnego politycznie  „Murzyna w koszuli”, czyli boski mus czekoladowy. Czytaj całość →