Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

5.01.2015
poniedziałek

Lista literackich rozczarowań

5 stycznia 2015, poniedziałek,

W podsumowaniach roku więcej się mówi o najlepszych książkach. Ale było też sporo nieudanych, czasem z powodu wybujałych ambicji albo z powodu niedoróbek i pośpiechu. Rozczarowują przede wszystkim słabe książki ciekawych autorów, po których się tego nie spodziewamy. Nawet jeśli to nie pierwsze rozczarowanie. Oto krótka lista, m.in konfekcyjny Witkowski, zakochany w sobie Paul Auster i poetycka Patti Smith (kolejność książek przypadkowa).

Paweł Huelle, „Śpiewaj ogrody”, Znak
Co się stanie, kiedy w jednym akapicie spotkają się ze sobą Rilke, Schopenhauer, Nietzsche, Wagner, a bohaterka zada jeszcze pytanie: „Czym jest prawda?”. Czytelnik będzie miał wrażenie, że ktoś próbuje usilnie stworzyć Wielkie Dzieło o Wielkiej Sztuce. Jednak ten nadmiar sprawia, że zamiast Wielkiej Sztuki otrzymujemy paradę atrakcji albo parodię. A nie o to przecież chodziło.

Eustachy Rylski, „Szara Lotka”, Wielka Litera
Największą wadą tego zbioru opowiadań wcale nie jest to, że wiele z nich już wcześniej opublikowano. Znana „Dziewczynka z hotelu Exelsior” to Rylski w najlepszym wydaniu. W nowszych opowiadaniach problemem jest styl, który staje się coraz bardziej rozbuchany, kwiecisty, patetyczny i coraz bardziej przypomina nieudaną kopię stylu Iwaszkiewicza – zwłaszcza gdy jeden z bohaterów doświadcza „iwaszkiewiczowskiej kruchości urzeczywistniających się marzeń”.

Patti Smith, „Obłokobujanie”, przeł. Maciej Świerkocki, Czarne
Patti jest wspaniała, gdy śpiewa i pisze teksty piosenek (albo „Poniedziałkowe dzieci”), ale nie wtedy, gdy stara się usilnie być poetką, taką bardzo serio i bez dystansu do siebie. W tym niewielkim zbiorku poetyckich próz i fragmentów wierszy znajdziemy więc kontemplację gotowania fasoli, rozważania o pogodzie i przyrodzie oraz trochę ponadczasowych mądrości. Bez jej nazwiska na okładce wyglądałoby to jak wprawki literackie młodej i mocno egzaltowanej osoby (na szczęście są tu jeszcze ciekawe zdjęcia rodzinne).

Michał Witkowski, „Zbrodniarz i dziewczyna”, Świat Książki
Ta pierwsza powieść „konfekcyjna” Witkowskiego jest przy okazji bardzo bałaganiarska: zaczęte wątki się nie kończą, napięcia nie ma w ogóle, postaci są narysowane byle jak. Większą część książki zajmują opisy stylizacji zderzone z opisami wnętrzności człowieka. I te masakryczne obrazy też są tylko konfekcją, ornamentem, gabinetem osobliwości. Cóż, Witkowski pozbierał stare ścinki, przenicował, dosztukował i pozszywał, ale nitki wiszą, guzik się urywa. Dobra marka nie powinna sobie pozwalać na takie niedoróbki.

Wisława Szymborska, „Czarna piosenka”, Znak
Wydawnictwo Znak tę książkę nieżyjącej noblistki reklamowało jako jej debiut zatrzymany przez cenzurę. Faktem jednak jest, że ona sama tej książki nie przygotowała ani nie zamierzała jej wydawać, bo miała świadomość, że to nie są dobre wiersze. Ten zbiór młodzieńczych i socrealistycznych utworów przynosi za to pociechę słabym poetom, bo okazuje się, że wiele można się nauczyć.

Mario Vargas Llosa, „Dyskretny bohater”, przeł. Marzena Chrobak, Znak
W świetnej biografii Maria Vargasa Llosy, która trafiła do księgarń równolegle z powieścią „Dyskretny bohater”, Tomasz Pindel zauważył, że nie można zawsze pisać arcydzieł. Owszem, bywają pisarze, którzy nie schodzą poniżej pewnego poziomu, bywają nawet i tacy, którzy piszą wyłącznie rzeczy dobre, bardzo dobre i wybitne. Peruwiańczykowi wpadki się zdarzały i tak należałoby określić również jego najnowszą książkę – ocenił Krzysztof Cieślik.

Paul Auster, „Dziennik zimowy”, przeł. Maria Makuch, Znak
Pewnym zaskoczeniem może być odkrycie, że największą miłością pisarza Paula Austera jest nikt inny jak on sam. Genialny nowojorczyk zwraca się do siebie w drugiej osobie i porównuje do Joyce’a oraz Moliera. Patrząc na swą prawą rękę, trzymającą wieczne pióro, myśli o Keatsie. Tak jakby »Dziennik zimowy« został wydany po śmierci autora, który tymczasem, choć już 67-letni, miewa się bardzo dobrze i wciąż z upodobaniem mitologizuje własną osobę – pisze w Polityce Karol Mroziński.

Jaume Cabré, „Głosy Pamano”, przeł. Anna Sawicka, Marginesy
Sukcesu „Wyznaję” najnowsza książka Cabrégo zapewne nie powtórzy. Może dlatego, że to powieść bardziej wymagająca, nie dająca prostackich odpowiedzi na wielkie pytania – jak pisze Krzysztof Cieślik. Mimo to na tle innych powieści traktujących o wojnie domowej w Hiszpanii wypada jednak przeciętnie.

Marek Krajewski, „Władca liczb”, Znak
Napisać o Marku Krajewskim, że osiągnął mistrzostwo w prozie kryminalnej, to wątpliwy komplement. Bo to wiadome od dawna. Ale czytając „Władcę liczb”, ma się wręcz wrażenie nadmiaru atrakcji. „Za dużo nut, jak powiedział pewien cesarz o dziele pewnego wybitnego kompozytora” – podsumował Zdzisław Pietrasik.

A co Państwa rozczarowało w minionym roku?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Pozwole sobie nie zgodzic sie z Gospodynią – akurat Głosy Pamano uważam za książke lepszą, ważniejszą od Wyznaję. Zgadzam się natomiast, że jest bardzo wymagająca w czytaniu, a do tego dość nieprzyjemna….. Źle się po niej śpi.

  2. Też broniłbym Panamo, jak ,,anglista”. Co do reszty nie mam uwag.

  3. „Dyskretny bohater” byłby dobrą relaksującą lekturą do poduszki, gdyby nie, niepotrzebny wątek, mistyczno – fantastyczny.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zgadzam się niestety z Panią Justyną co do ‚Czarnej piosenki’. Pani Wisława Szymborska doskonale wiedziała co robi nie decydując się na publikowanie tych wierszy. Jednakże dla fanów poetki ciekawa pozycja, ponieważ pozwala z sentymentem popatrzec na jeszcze nieoszlifowany diament.

  6. Taka drobna uwaga dla wnikliwych – „Glosy Pamano” nie sa najnowsza ksiazka J. Cabre. Zostala ona napisana 7 lat przed „Wyznaje”.

  7. Podzielam zdanie Autorki tekstu co do Szymborskiej. Zaraz po lekturze tego tomiku musiałam wrócić do nowszych tomików poetki, aby zatrzeć niemiłe wrażenie. Witkowski jeszcze przede mną więc zobaczymy. Do mega-chały zaliczam „Zabójcę” Nurowskiej. Jest to jedyna powieść tej autorki, którą w ogóle przeczytałam więc może trzyma swój poziom, ale ja raczej nie dam się namówić na inną książkę tej pani. Sentymentalne bzdury. Też pierwszą i jedyną chyba książkę Jo Nesbo, jaką w zeszłym roku (i w ogóle) przeczytałam, to „Policja” – ocieka krwią i tyle. W ogóle nie rozumiem zachwytów nad tą książką, czy też książkami tego autora. Pozostałe 26 książek, które przeczytałam w 2014, były raczej udane, ale pytanie chyba nie tego dotyczyło 🙂

  8. Wilka: ależ tak, tylko u nas wyszły w odwrotnej kolejności.

  9. Cabre bronię. Ale nie wiem, czy jestem obiektywny. „Wyznaję” mnie zaczarowało, a „Głosy…” czar utrwaliły. „Lubię to” i już 🙂 Ale z kolei umieszczenie na liście rozczarowań przez Panią – skłoniło mnie do zastanowienia się raz jeszcze i… hmm… czar trwa 🙂

  10. BTW a propos Barańczaka – się zrobiła klamra swego rodzaju – od jego magisterki z Białoszewskiego (co przez Pani Ojca, Pani tekst z przedwczoraj ) doprowadziło do Barańczaka z powrotem…

  11. Artykuł jak zwykle najwyższych lotów, gratulacje 🙂

  12. Trochę książek mnie rozczarowało, ale na pewno nie – Śpiewam Ogrody Pawła Huelle.
    Zupełnie inaczej odebrałam tę bardzo kilmatyczną i bardzo „huellowską” prozę. Nie widzę tam żadnej pretensjonalności, ani mimowolnej parodii.
    Co do „Czarnej piosenki” – zgoda. Niedobrze, gdy się wywraca szuflady po zmarłych mistrzach, skoro oni coś tam schowali specjalnie.

  13. Kilka ciekawych pozycji, z czego „Zbrodniarz i dziewczyna” w mojej opinii jednak daje radę.

  14. Mnie też „Władcy liczb” mocno rozczarowała, uwielbiam Krajewskiego i jego styl, ale odnoszę takie samo wrażenie – za dużo tego wszystkiego i po prostu przedobrzył.