Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

28.05.2016
sobota

Co z tą wsią?

28 maja 2016, sobota,

Wieś wyłazi nam dziś z każdego kąta. Takiej wsi, jaka istniała jeszcze w latach 80., już nie ma, a w literaturze jest jej coraz więcej. I nie jest to powierzchowna moda na wiejską cepelię. Rozmawiałam o tym fenomenie w czasie festiwalu Apostrof z Wiolettą Grzegorzewską, autorką „Guguł”, Weroniką Murek, autorką „Uprawy roślin południowych metodą Miczurina”, z Maciejem Płazą, autorem „Skorunia”, i Piotrem Nesterowiczem, autorem „Każdy stał się człowiekiem”, reportażu o migracji ze wsi do miast w latach 50.

Już mieliśmy taki zwrot w latach 90. W 2000 roku Reich Ranicki zarzucał nam, że polska literatura (miał na myśli Tokarczuk, Tulli i Stasiuka) unika istotnych tematów, jest eskapistyczna i prowincjonalna. Nurt wiejski ma w Polsce świetną tradycję: Myśliwski, Nowak, Pilot, Strumyk i inni. Sam Myśliwski odszedł od wiejskich tematów, o kresie kultury chłopskiej pisał już wiele lat temu. Ale w ostatnich dwu latach prozę na różne sposoby związaną z wsią tworzyli oprócz Grzegorzewskiej i Płazy jeszcze Andrzej Muszyński czy Jakub Małecki.

Świat wiejski zniknął, nie ma do niego dostępu – to rodzi nostalgię. Grzegorzewska: – Uświadomiłam sobie, że nie ma języka, nie ma zwyczajów, teraz mieszkam nad Tamizą jej smród przywołuje mi tamtą wieś, Hektary. A jednak „Guguły” nie są prozą nostalgiczną, zbyt dużo w nich grozy dorastania, no i tego smrodu. – Nostalgia to nie tylko idealizowanie – mówił Płaza. – Cała nasza literatura wiejska, od Piętaka po Myśliwskiego, powstała z nostalgii, ci pisarze wyszli ze wsi, mieszkali w mieście i całe życie pisali o wsi.

Książki Grzegorzewskiej i Płazy wyrastają z dwu różnych wizji literackich, świat u Płazy jak u dawnego Myśliwskiego jest całością, u Grzegorzewskiej na pierwszym planie jest bohaterka i jej dojrzewanie. Zresztą obie książki są opowieścią o wchodzeniu w dorosłość (bildungsroman), niezwykle ciekawie się uzupełniają i spotykają, choćby w obrazie śmierci. – Śmierć była blisko życia, blisko kobiet, mężczyźni żyli wojną. Byłam wychowywana w kulturze śmierci, dlatego nie mogę mówić o nostalgii. Płaza: – W rzeczywistości wiejskiej wyczuwa się tę ciemną głębię, niepoznawalność człowieka i nas samych . Może dlatego pewne zjawiska daje się opisać tylko za pomocą realizmu magicznego.

A skąd dzisiaj takie zainteresowanie? Korzenie chłopskie w PRL były oficjalnie pożądane, ale w praktyce między wsią i miastem ziała przepaść, miasto kojarzyło się z nowoczesnością i dobrze było być koniec końców z miasta. Lata 90. były czasem aspiracji, udawania lepszych, niż się jest, a wstyd było się przyznawać do wiejskich albo małomiasteczkowych korzeni.

Dziś – przeciwnie. I jeśli gdzieś szukać ciągłości – to właśnie na wsi. Temat wstydu, wyparcia i kompleksów wobec wsi to zresztą wielka i rozległa dziedzina. Podobnie jak powszechny awans i migracja do miast w latach 50., zjawisko, które zasługuje na wielką powieść. – W nurcie wiejskim nie ma w ogóle powieści o wiejskiej babie, brakuje nurtu chłopsko-babskiego – zauważyła Grzegorzewska. Proza wiejska jest dziś dla polskiej literatury jak proza postkolonialna dla literatur zachodnich – odświeża i odnawia język (mówiła o tym tłumaczka Justyna Czechowska na spotkaniu). Wprowadza do polszczyzny słowa regionalne i zapomniane, już nieużywane: guguły, podkrzywdzie, skoruń – niektórych słów nie znają nawet ludzie w sąsiedniej wsi.

W Hiszpanii proza wiejska jest głównym nurtem literackim obok nurtu apokaliptycznego. I jest jeszcze trzeci nurt, łączący tematykę wiejską i apokaliptyczną. Może tylko wieś nas ocali?

A tu jest całe spotkanie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Trzecie pokolenie wraca do korzeni, bo się ich już nie wstydzi, to może być o autorach. A jak z czytelnictwem ?