Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

30.08.2009
niedziela

Czarodziej z Oz

30 sierpnia 2009, niedziela,

Mało jest takich przyjemności jak czytanie z dzieckiem swoich książek z dzieciństwa. To jak zaglądanie ponowne w przeszłość. Biorę z półki u rodziców powycierany egzemplarz, pamiętam ilustracje (na przykład piankowe wróżki Szancera, jego karety i smoki śniły mi się po nocach) i swoje własne emocje, kiedy to czytałam. Potem przyszły inne książki, wiele, wiele książek, których części już nie pamiętam. Zostało za to w pamięci wzruszenie przy „Małej księżniczce”, „Chłopcach z placu broni”, czy niezgoda na los bohaterów Andersena. Czytając dziecku jeszcze raz się to wszystko przeżywa, w dodatku z kimś, kto dobrowolnie (póki co) słucha. I możemy mieć miłe poczucie, że kształtujemy czyjąś wyobraźnię i wrażliwość. Ale nie tylko o to chodzi. Z dorosłej perspektywy widać, w jaki sposób dziecięca literatura mówi o rolach społecznych, o tęsknotach, o świecie dorosłych. Jak cudownie drwi z tego świata, oswaja z absurdem. Jak otwiera język, tak że staje się przedmiotem zabawy. Literatura dziecięca jest idealnym przedmiotem do interpretacji. Ile napisano rozpraw o „Alicji w krainie czarów”? Tym większa frajda dorosłego, kiedy dostrzega ukryte znaczenia, struktury, z których kiedyś nie zdawał sobie sprawy.

Tyle wstępu, a teraz bohaterowie: mama, czyta książki zawodowo, syn: Maciek, lat 6. Zaczyna czytać mi przez ramię. Miejsce akcji: łóżko, codziennie ok. godz. 21. Im bliżej końca książki tym czytane kawałki stają się krótsze, żeby starczyło na dłużej.

– Co teraz będziemy czytać? – „Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu” L. Franka Bauma. Zaczęło się w Zakopanem. Kuzynka znalazła w „taniej książce” skróconą wersję, bryk „Czarnoksiężnika” z beznadziejnymi obrazkami. Wtedy przypomniałam sobie, że mój egzemplarz powinien być u rodziców. Rok wydania 1980, świetne ilustracje Zbigniewa Rychlickiego. Pierwodruk „Czarodzieja z Oz”, tej podstawy świeckiego mitu Ameryki – był wydany dawno, bo w 1899 roku. Dorotkę z jej psa Toto porywa huragan do Krainy Manczkinów. Tam dowiaduje się, że tylko Wielki Czarnoksiężnik Oz może pomóc jej wrócić do Kansas. – A jak daleko od Kansas była Kraina Manczkinów? – pyta Maciek.

Dorota wyrusza więc drogą brukowaną żółtą kostką, a towarzyszą jej Strach na wróble (- Dlaczego on mówi, skoro ma tylko namalowane usta?) , który pragnie otrzymać od Oza rozum, Blaszany Drwal, który marzy o sercu i Lew, który chciałby stać się dzięki pomocy Oza odważny. Idą i idą, i mnóstwo przygód mają. – Mamo, ale ten Strach wcale nie jest głupi, potrafi wymyślić sprytne rzeczy. Racja. I drwal ciągle płacze, a przecież niby nie ma serca. Okazuje się, że jeśli ma się świadomość braku, to znak, że się tę cechę posiada. Mądrzy myślą, że są głupi. Wrażliwi narzekają na kamienne serce, a odważni czują się tchórzami. Mądre. A co z Ozem?

– Oz jest szarlatanem – Maciek cieszy się nowo poznanym słowem. – On tylko udaje czarodzieja! Dla Salmana Rushdiego, który napisał całą książkę o słynnym filmie z 1939 „Czarodziej z Oz”, to jest opowieść o słabości dorosłych, którzy nie potrafią ani ochronić dziecka, ani mu pomóc. Dorota sama musi wysłać się powrotem do Kansas i znajduje w sobie siłę, by tego dokonać. Dziecko jest potężniejsze od dorosłych. – Pamiętam, że rozczarował mnie jako dziecko koniec filmu: wszystko to był tylko sen – pisał Rushdie. To samo poczucie miał Maciek. – Dla mnie to nie był tylko sen. – mówił. – Dlaczego Dorotka nie została w Krainie Oz? Mogłaby sprowadzić tam ciotkę i wujka.

Kontrast między feerią barw w technikolorze i szarością Kansas jest dojmujący. Koniec filmu kryje jakąś tajemnicę. Wydaje się wręcz ironiczny. Może zdanie „Nigdzie nie jest lepiej niż w domu” ma związek z nadchodzącą w Europie wojną? Na tym fantastycznym filmie Victora Fleminga wychowało się już kilka pokoleń. Zaś piosenka „Somewhere Over The Rainbow” Judy Garland stała się przebojem.

Film obrósł legendą: pisano o cierpieniach Judy Garland, która w trakcie kręcenia zdjęć zaczęła dorastać i trzeba było jej krępować piersi, żeby wyglądała jak dziewczynka. Aktorka od dzieciństwa była szpikowana rozmaitymi lekami, a po swojej tragicznej śmierci (przedawkowanie) stała się ikoną ruchu gejowskiego, a jego hymnem właśnie piosenka „Somewhere Over The Rainbow”. Tak się właśnie narodziła tęczowa flaga. O tym jednak z Maćkiem nie rozmawialiśmy…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Doskonały pomysł na bloga! Będę często zaglądała z moją 7-letnią córką 😉
    A czy można zgłaszać swoje propozycje lektur?

  2. „z kimś, kto dobrowolnie (póki co) słucha”, święte słowa… Ciekawe, kiedy (przy jakiej książce) się zbuntuje.

  3. Blog zapowiada sie bardzo ciekawie! Bede czesto zagladala. Przerabiamy Misia Uszatka :-).