Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

9.09.2009
środa

Piotruś Pan i szkoła

9 września 2009, środa,

– Mamo, kim chciałaś zostać jak byłaś mała? – pyta Maciek. No, więc nikim nie chciałam być, bo w ogóle nie brałam pod uwagę, że będę duża. Teraźniejszość była ciekawsza niż ten cały świat dorosłych. Skończyło się na tym, że kiedy poszłam jako siedmiolatka do pierwszej klasy, nauczyciele uznali, że się nie nadaję. – Może poczekacie państwo jeszcze rok – radzili rodzicom. Teraz nikt sie nie pyta, ani nie bada, czy sześciolatki się nadają do szkoły. Jest reforma i powinny iść do pierwszej klasy, bo inaczej, jak to przedstawiają nauczyciele: „będą sie cofać w rozwoju”. Ten przymus mi sie nie podobał, ale niespodziewanie okazało sie, że Maciek sam chce być pierwszakiem, koniecznie. Cóż, nie wie jeszcze, że naprawdę nie ma się do czego spieszyć. Za chwilę nie będzie miał dostępu do Nibylandii. Zabawa nie będzie celem i sensem dnia.

Szkoła zbiegła się z naszym czytaniem „Piotrusia Pana i WendyJ.M Barriego. Zapamiętałam Piotrusia zupełnie inaczej. Wydawał się wspaniały, król Nibylandii, no może troszkę zbyt zajęty sobą. Teraz okazuje się, że to postać dwuznaczna i mroczna. „Umrzeć – to będzie wielka przygoda” – myśli bez strachu. Ma poczucie totalnej wolności, nie musi liczyć się z niczym i z nikim. Powieść kończy się słowami: „Dzieci są wesołe, niewinne i bezduszne”. Chłopcy trzeba by dodać, bo przecież Wendy spełnia się w nieustannej trosce o innych. Barrie napisał książkę nie tylko o pragnieniu wiecznego dzieciństwa, ale o relacjach między płciami. O rolach im przypisywanych nie tylko w tamtych czasach, czyli przed I wojną światową. Podział ról społecznych w tej książce jest typowy dla dorosłego, patriarchalnego świata: Wendy tylko ceruje i ceruje, a w przerwach dla odmiany gotuje, a chłopcy, jak to chłopcy, przeżywają przygody. Dobrze to widać w scenie indiańskiej w filmie Disneya: Chłopcy sa wojownikami, a squaw musi przynieść drzewo na opał…

Wszystkie kobiety są zapatrzone w Piotrusia, a on tak naprawdę żadnej nie potrzebuje. Wendy wydaje mu się przydatna o tyle, o ile opowiada bajki o …nim samym. Piotruś przegląda się w nich jak w lustrze. Syreny spijają słowa z jego ust: „Piotrusiu, tak wspaniale opowiadasz o swoich przygodach!”- przymilają się, a jednocześnie próbują wrzucić Wendy – rywalkę do wody. W tle opowieści cały czas trwa walka kobiet o Piotrusia, jest jeszcze przecież „Tygrysia Lilia” , o którą strasznie zazdrosna jest Wendy. Tymczasem obiekt westchnień, ten uroczy, wieczny chłopiec, to tak naprawdę potworek. Film Disneya ( wyszedł na DVD z uroczym dubbingiem z początku lat 60.) zabawnie gra stereotypami i kliszami (wróżka Dzwoneczek boi sie, że jest za gruba), a Piotruś przypomina tam gnoma z wielkimi uszami. Tak, czy siak piękny czy brzydki, stał się mitem, obrósł literaturą, doczekał się własnego kompleksu, a nawet ogłoszono go patronem naszych czasów. Tylko jednocześnie przestał być dzieckiem, a zaczął funkcjonować jako dorosły, który nie chce dorosnąć. A taki ktoś i tak nie ma wstępu do Nibylandii.

Kiedy pierwszy raz czytałam o planach reformy Miniterstwa Edukacji miałam jednonoznaczne skojarzenie: to zamach na Nibylandię i skracanie dzieciństwa. Po co mają szybciej stawać do dorosłej rywalizacji? Teraz rzeczywistość się nieco skomplikowała, bo Maciek poszedł jednak do szkoły. Może dobrze sie stało? Na razie zastanawia się, kim będzie, jak dorośnie. – Już wiem, – mówi zadowolony – będę krytykiem od książek w „Polityce”…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Jeśli chodzi o przymus w kwestii posyłania dzieci do pierwszej klasy to nie dziwi mnie że jest jak jest. Od dawna wiele osób, mówiło i pisało że tak to się skończy. Myślę że tu pani Hall od początku planowała że wyboru nie będzie, jednak tak dla ściemy ogłosiła że do 2012 r. rodzice będą mieli wybór czy chcą posłać dziecko do szkoły czy do zerówki. No ale tak to jest że wszelkie zmiany wprowadza się u nas z zaskoczenia, jakby władza nie ufała obywatelom.
    Jeśli można to nie do końca zgadzam się z powszechnie obowiązującą interpretacją osobowości głównego bohatera „Piotrusia Pana”. Trzeba pamiętać że Piotruś nie jest dorosłym, który nie chce swej dorosłości przyjąć do wiadomości ale jest autentycznym dzieckiem. Jeśli wyjdziemy z tego punktu to zobaczymy że jest on jak najbardziej autentyczny, bynajmniej nie mroczny czy złowrogi. Mam dwójkę dzieci i widzę że takie cechy jak zmienność nastrojów, koncentracja na sobie a nawet pewnego rodzaju okrucieństwo to nieodłączne atrybuty dzieciństwa. Z tego nie można robić dziecku zarzutu. Moim zdaniem ‚Piotruś Pan’ był kapitalnym opisem dziecka, bez jego idealizacji, bez zaślepienia i robienia z dziecka aniołka. Autor, świadomie czy nie, przekazał że dziecko ma swoje dobre i złe strony, jednak dziecko należy traktować jak dziecko a nie dorosłego, na czym właśnie sparzyła się Wendy. Dorośli tacy jak Michael Jackson to wcale nie rzykłady Piotrusia Pana, wiecznego ale prawdziwego dziecka lecz dorośli którzy przeciw swej dorosłości się buntują.

  2. Nie wiem, czy będziemy z Córką czytać „Piotrusia Pana”… nie lubiłam tej książki jako dziecko, pewnie z powodu Wendy właśnie. Nie chciałam być taka jak ona 😉

  3. WILKI W ŚCIANACH Neila Gaimana to niezwykła lektura dla dzieci w każdym wieku, a szczególnie małych. Niezwykła ksiązka która – jak napisano w werdykcie nagrody DUŻY DONG – „oswaja dzieci ze strachem”
    Ksiazka autorstwa uznanego przez krytyków autora bestsellerowej Koraliny i Amerykańskich Bogów -Neila Gaimana oraz światowej sławy grafika Dave’a Mc Keana. Niezwykle piękne i modernistyczne podejście graficzne do tematu.
    a kolejna to niesłusznie zapomniana Astrid Lindgren MIO, MÓJ MIO. Piekna wzruszająca powieść o odwadze, miłości i poświęceniu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A my po przygotowaniach w postaci obu „Florek” Roksany Jędrzejewskiej (o rozterkach 5-letniej ryjówki najpierw poszukującej przyjaźni, potem zmagającej się z zaszczytem zostania starszą siostrą) przystąpiliśmy do pierwszej poważnej lektury. Poważnej, bo proporcje tekstu do ilustracji wynoszą 10:1 na korzyść tego pierwszego. Wybrałam „Malutką czarownicę” wznowioną przez ‚Dwie siostry’. Florka (moja – nie ryjówka) zachwycona, choć realia XIX wiecznej Europy Środkowej (mąż rujnuje rodzinę przegrywając wszystko w kręgle po karczmach) trudne do ogarnięcia. Próbowałam Edith Nesbith, ale jeszcze ciut za wcześnie. Czekam z niecierpliwością, bo brytyjska literatura z cyklu „Co robią dzieci wysłane na wakacje na nudną wieś”, to mój ulubiony gatunek:)

  6. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.

    Cezar: no właśnie z tym wyborem, to była ściema:)
    Rzeczywiście, ma pan rację, że Piotruś Pan jest po prostu dzieckiem, a nie ideałem dziecka. Może jest tak, że czytając dziecięce lektury siłą rzeczy widzimy w nich odwzorowanie dorosłego świata, bo sami jesteśmy dorośli.

    Kasia0: Dziękuję za podpowiedź, Wilki w ścianach i Mio, mój Mio (zapomniałam, a lubiłam) wpisuję na listę książek do wspólnego czytania.

    mery: Wspaniale, nie wiedziałam, że wznowiono „Malutką czarownicę”, miała kiedyś świetne ilustracje. A brytyjska literatura dla dzieci to jest fenomen, przebieram nóżkami, żeby zacząć Edith Nesbith:)

    kotkolot: chyba udało się nie „zwendyzować”:)

  7. Gratuluję pomysłu, Justyno. A, nawiasem mówiąc, próbowałaś odczytać „Piotrusia Pana” jako opowieść queerową, nie patriarchalną? Fajny Piotruś i jego przygody z JEGO chłopcami, w które wpychają się „głupie dziewczynki” i stara ciota Hook? 😉 Albo fragment o wróżkach, które – cytuję z pamięci – siedzą na gałęzi: niebieskie to chłopcy, różowe to dziewczynki, a fioletowe „to te głuptaski, które jeszcze nie mogą się zdecydować”; tam jest takich smaczków mnóstwo.

  8. Najchętniej nie posyłałabym dzieci do żadnej ze szkół. Z pełną świadomością, że Witkacemu nie wyszło to jednak na zdrowie. A jednak. Dawno dawno temu pewna czteroletnia Ola ostrzegała mnie, z charakterystycznym marsem na czole, żeby nie wymawiać przy niej najokropniejszego na świcie słowa, które zaczyna się na sz… Kiedy nauczyciel staje się trenerem a szkoła placówką usługową, to staje się jedynym najlepiej prosperującym cyrkiem na świecie. Czyż nie?
    A przecież, żeby oswajać ze strachem i miłością, nauczyć wsłuchiwania się i wpatrywania w wewnętrzny świat i dojrzewać, a także móc pamiętać o Królu Maciusiu i Lulejce, wystarczy czytać, rysować i opowiadać (np.: Moja rodzina i inne zwierzęta – G.Durrell, Przygody Mikołajka – R. Goscinny, J. J. Sempe, Bromba i inni- M. Wojtyszko, Przygody Sindbada Żeglarza -B.Leśmian).Zawsze, koniecznie i obowiązkowo powinno się recytować poezję – tak, tak, najlepiej angielską pure nonsense. Dzieci, którym czytam uwielbiają to robić w dialogu.
    Lubię eksperymentować z tekstami i wiersz D. Wawiłow”Kuba Buba” stosuję jako ćwiczenie na zapamiętywanie od pierwszego czytania.
    Miłej lektury!

  9. Graźka – zwykła szkoła państwowa nie przypomina dziś tej szkoły, którą pamiętam – z trenerami, rygorem i absurdami. Coś się zmieniło, mam wrażenie. Na szczęście:)
    Bardzo dziękuję za przypomnienie o Brombie, Mikołajku i o Durrellu, którego nie znam ( tylko jego brata Lawrence’a) i za pomysł z poezją, za rzadko ją wspólnie czytamy.

    Jacku – czekam zatem niecierpliwie na twój felieton o queerowym Piotrusiu. Czas go odzyskać:)

  10. Odzyszczę, jak tylko będę miał tekst w ręku, czyli pewnie na listopad będzie.

  11. Jacku, czekamy zatem na tę interpretację „Piotrusia…”, bo przyznam szczerze, że nigdy nie czytałem go w ten sposób.:-)