Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

25.09.2009
piątek

Zgryźliwa panna Mary

25 września 2009, piątek,

Świetnie, że wydawnictwo Jaguar wznowiło „Mary Poppins” Pameli L. Travers (znaną również jako Agnieszka), w kapitalnym tłumaczeniu Ireny Tuwim (od „Kubusia Puchatka”). My zaczęliśmy prawie od końca, od trzeciej części „Mary otwiera drzwi” (wcześniej jest „Mary Poppins” i „Mary Poppins wraca”). I okazuje się, że można i tak, a to dlatego, ze wszystkie tomy oparte są na podobnych schematach. Najpierw Mary pojawia się na latawcu, spada z nieba, albo przywiewa ja wiatr i natychmiast dom państwa Banks przy ulicy Czereśniowej zaczyna chodzić jak zegarek.

Ach, bo przy Mary guziczki ubranek Michasia i Janeczki same wyskakują z pętelek, wystarczy jedno srogie spojrzenie i wszyscy leżą w łóżkach albo grzecznie pałaszują leguminę. I w każdym tomie dzieci z nianią (nie pasuje do niej miękkie słowo niania, już raczej guwernantka) przeżywają podobne przygody np. Mary ma wychodne i wtedy dzieci zwiedzają królestwo zwierząt, dno morza albo wędrują po nocym niebie. Kiedy nastepuje rozdział pt. „Feralny piątek” – któreś dziecko robi się nieznośne i wdaje się w ryzykowne afery (Janeczka nie może wydostać się z talerza z saskiej porcelany), w inne dni poznają dziwnych kuzynów i wujów Mary, którzy mają nadnaturalne zdolności. Zawsze pojawia się też historia o królu i postacie z mitologii greckiej. I za każdym razem Mary zdaje się nie pamiętać, co się zdarzyło i ostro karci dzieci, gdy sobie coś przypominają. Te powtórzenia sprawiają, że sama książka staje się uporządkowanym światem – tak jak Mary.

Nawet kiedy leci głową w dół, jej nieskazitelna garsonka przylega elegancko do ciała, podobnie przyzwoicie zachowuje się dywanikowa torba i parasolka z papuzią główką. Ma oczy niebieskie jak lalka i zadrty nosek, którym często pociąga (Maciek to lubi naśladować). Jest bardzo zadowolona z siebie, oschła i ostra. – Siedź prosto, zachowuj się przyzwoicie – upomina dzieci. Wiele tego typu guwernantek przewinęło się przez brytyjskie domy, Travers wykorzystała prawdopodobnie dość popularny typ zgryźliwej starej panny. Mary nie przypomina też zupełnie pięknej wróżki z blond włosami, na rysunku Maćka wygląda wręcz jak ciotka – klotka. Bo też to nie czary sprawiają, że Mary jest niezwykła. Ona wydaje się uosobieniem duszy świata. Spokrewniona z najstarszymi istotami na ziemi przyjaźni się ze słońcem, a wszystkie baśniowe stworzenia oddają jej hołd. W pierwszej części wąż okularnik mówi do Janeczki: „Ptak i zwierzę, kamień i gwiazda – wszyscy jesteśmy jedno, jedno i to samo”. Michaś się buntuje: „Ale Janeczka nie jest tygrysem!”. U Travers jesteśmy tym samym, co kamienie, zwierzęta, żeby to pokazać, odwraca role: ludzie siedzą w klatkach, a zwierzęta je karmią, albo ryby łowią ludzi na ciasteczka orzechowe. Niech nam się nie wydaje, że jesteśmy wyjątkowi. Travers pięknie buduje też pomost między przeszłością, teraźniejszością i baśnią, wystarczy pomyśleć o czymś, a to staje się prawdą.

– Pamiętam, jak czytałam w dzieciństwie „Mary” i zamiast „plejady” wyszło mi „plajady” i przez długie lata myślałam, że tak się właśnie nazywają te gwiazdy – mówi moja mama. Okazało się bowiem, że Maciek należy już do trzeciego pokolenia czytającego „Mary”. Zaczęliśmy na wakacjach, idziemy powoli, bez pośpiechu, po kawałeczku. W jednaj z części pojawiła się postać, która mogłaby by być patronem tego bloga: dorosły pan, który w parku czyta swoje książki z dzieciństwa. Z kolei ulubioną lekturą Mary w parku była oczywiście książka „Co prawdziwa dama wiedzieć powinna”. Mary towarzyszyła nam też w innych sytuacjach: w morzu kręciliśmy się w rytm piosenki admirała Buma, sąsiada z ulicy Czereśniowej: „Tirli tuli luli bum cyk cyk”. Poza tym Maciek próbuje od czasu do czasu piorunować nas wzrokiem (pociągając jednocześnie nosem): – Jestem jak chmura gradowa, boicie się?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Dołączam do grona zachwyconych tym blogiem! 🙂
    Jako babcia 9-latki na pewno będę stałą czytelniczką.
    Zupełnie zapomniałam o „Mary Poppins”, a przecież to jedna z ulubionych lektur dzieciństwa – pierwszy raz czytałam, gdy Mary to była Agnieszka.
    No, to już wiadomo, jaką następną książkę dostanie Natalka. 🙂

    Rysunki Maćka świetne! 🙂

  2. To zabawne, bo niedawno nabyłam w internetowym antykwariacie Agnieszkę, otwierającą drzwi, wydanie z 1962 roku.
    Kupiłam ją dla siebie. 🙂
    Kiedy ją czytałam po raz pierwszy, byłam chyba już zbyt duża, ale pewnie bardzo dziecinna, bo urzekła mnie Agnieszka i nie mam ochoty na żadną Mary, a chętnie przypomniałabym sobie inne części.
    Nawiasem mówiąc, kupiłam sobie parę starych książek, wiernych przyjaciół dzieciństwa.
    Przydałoby się trochę gazu rozweselającego. 🙂

    Dzięki, Pani Justyno, nie czuję się już tak starożytnie ze swoją nostalgią za starożytnymi książkami.

  3. Fantastyczny pomysl na blog!! Jako dziecko uwielbiałam czytać, a teraz uwielbiam czytać mojemu dziecku i ogromnie się cieszę już na perspektywę przypomnienia wielu na pewno zapomnianych już książek z dzieciństwa!
    Mary Poppins oczywiście należała do moich ukochanych książek, podobnie jak Astrid Lindgren (a szczególnie Bracia Lwie Serce, Ronja), Edith Nesbit i wiele wiele innych. Dziękuję i pozdrawiam!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wspaniały rysunek, jak i pozostałe. Może i głupie pytanie- ale co Mary wiesza na gwoździu? No i jaki piękny kapelusz i parasolka, i wszystko. Bardzo mi się podoba! 🙂

  6. Małgosiu, też chciałam zadać pytanie o to coś na gwoździu, ale uznałam, że to pewnie coś oczywistego, tylko moja dziurawa pamięć szwankuje i przypomnę sobie w trakcie lektury. 😉

    mt7 woli Agnieszkę od Mary, a ja długo nie mogłam przywyknąć do Pipi, bo dla mnie to przecież Fizia Pończoszanka! Ktoś pamięta taki starożytny tytuł?

  7. Maciek przeczytał właśnie sam na ekranie pochwały na temat rysunków i jest bardzo dumny i dziękuje:-)

    Małgosiu, Also – na rysunku Maćka Mary sięga ręką do obrazu na ścianie, żeby wyciągnąć stamtąd Janeczkę. W książce jest trochę inaczej, bo Mary wchodzi do talerza z saskiej porcelany. Maciek narysował swoją wersję:-)

    mt7 – Ja miałam z „Mary” podobnie, kupiłam ją niby dla Maćka, ale przede wszystkim dla siebie:-)
    Przywiązujemy się do naszych wersji imion, sama zmieniałam czytając imiona chłopców „Piotrusiu Panu”, żeby brzmiały tak, jak je zapamiętałam.

    Marto – dziękuję za przypomnienie o „Braciach Lwie Serce”, zapomniałam o tej książce, a Edith Nesbit już czeka, cieszę się na powrót do niej:-)

  8. Się nawyprawiało. 😆
    Czytam sobie na dobranoc o Agnieszce.

    Buntuję się często i tłumaczę sobie, że nie muszę kupować browaru, kiedy chcę napić się piwa, tzn. niekoniecznie muszę kupować książki, które chcę przeczytać. Z drugiej strony lubię powracać, zwłaszcza w trudniejszych chwilach, do ulubionych lektur, które pozwalają oderwać się od ciążących problemów.
    Inna sprawa, że zastępy nieprzeczytanych książek rosną, może dlatego, że to zbyt poważna i przygnębiająca lektura.
    Książki dzieciństwa to trochę takie Agnieszki, wprowadzają w świat niezwykły, tajemniczy, ale przyjazny i bezpieczny. Przyjemnie w takim się znależć i przyjemnie przyznać się do tego bez obaw. 🙂
    Się nagadałam.

  9. Mary Poppins, a nie Agnieszka. Ponieważ zaczęłam bywać w świecie Mary , zastosowanie w tłumaczeniach Agnieszki nie podobało mi się. Jako osoba już dorosła i zamężna zaczęłam kolekcjonować książki mojego dzieciństwa i młodości -dla potomnych. Mam wszystkie Samochodziki, Anie, Puchatki w tłumaczeniu Ireny Tuwim i wiele innych z Musierowicz włąznie. Wściekałam się kiedy moja córka zamiast Samochodzików i Tomków czytała W poszukiwaniu straconego czasu. Nie mam teraz z kim omawiać moich ulubonych książek. Zaprzyjaźniona bibliotekarka uświadomiła mnie co czyta młodzież, w tym jej dzieci od 11-16 lat. Otóż Kinga, horrory Koontza itd. Czyżby nasze „przeboje” były już tak bardzo przestarzałe? Bo nie ma tam przemocy, agresji i zwykłej głupoty? Może jestem naprawdę zramolała i kurczowo bronię swojej młodośc i piękna tejże?

  10. Jakże mogłam nie pomyslec o obrazie?! 😯 No tak, bardzo logicznie narysowany, z perspektywą, rzadką u dzieci. 🙂

  11. A parasolka- cudo! 🙂

  12. Tam jest napisane – w jednym z tomów – że najsilniejsza na świecie jest ludzka cierpliwość. Zapadło mi to w pamięć…
    🙂

  13. Marry Poppins to jedna z moich ulubionych książek!! A jak synek będzie chory, albo będzie miewał złe dni, to proszę mu zaproponować Polyannę z jej zaraźliwym optymizmem i wyszukiwaniem tych dobrych rzeczy w trudnych lub beznadziejnych sytuacjch!! Wprawdzie to książka o dziewczynce, ale czy tylko dla dziewczynek???

  14. mt7 – faktycznie dużo książek nieprzeczytanych, ale kupowanie znanych z dzieciństwa tytułów sprawia mi specjalną przyjemność, taki prezent dla siebie, w którym wiemy, co znajdziemy:-)

    maerose – na pewno kolekcja się nie zmarnuje, któreś pokolenie ją doceni. Swoją drogą „W poszukiwani straconego czasu” jako lektura dziecięca, nieźle:-) Pamiętam, jak tata czytał na głos „Józefa i jego braci” Manna, kiedy byłam mała. Niewiele rozumiałam, ale przejmowało mnie, że Józef siedział w studni 🙂

    Piotr – Witam bardzo! Rzeczywiście, ale niecierpliwi tego w ogóle nie zauważają:-)

    Małgosia – Jak widać bardziej działa na wyobraźnię wchodzenie w obraz, niż do talerza…

  15. fajnie tutaj !!! mozna bezkarnie zaglebic sie w nostalgiczne czasy dzieciecych

    lektur wczesnych lat 60

    ja chlopiec(wstyd!wstyd!)uwielbialem Marry 🙂

    pozdrawiam 🙂

  16. Uwielbiałam moją imienniczkę. Panna Mary, tak podobna do Maryli z Ani z Zielonego Wzgórza, była nawet moim ideałem kobiecości – surowa, sprawiedliwa, nieokazujaca uczuc, samodzielna stara panna. Dziś widzę, ze to czysta stereotypowa ‚anty-kobiecosc’ – u Lucy Maud Montgomert skontrastowana z Pania Linde – wscibską, gadatliwą, impulsywną („Mówię , to co myślę”), niezbyt mądrą.
    Mocno to myzogyniczne, ale sentyment silniejszy:)

  17. To o cierpliwości jest w „Mary Poppins otwiera drzwi”. Właśnie sobie podczytuję. Moja przyjaciółka z Kanady chciała kupić prezent Natalce, więc zasugerowałam właśnie ‚Mary’, no i mamy trzy tomy i jeszcze „Anię..”
    Jak to dobrze, że na tym blogu można się przyznać do takiej lektury! 🙂

  18. Jakoś nigdy Agnieszka nie wydawała mi się zgryźliwa.
    Raczej uważałam, że jest osobą o wrażliwej duszy, która ‚trzyma fason’, nie przyznaje się do tego, a i tak wszyscy wiedzą jak jest.
    Nie fraternizuje się z dziećmi, nie udaje jednego z nich, nie szczebiocze, jest autentyczna w swojej dorosłości, a jednocześnie ma żywą wyobraźnię i duszę dziecka, które oczekuje od świata wszystkiego i to wszystko zdarzyć się może.
    Jest bajkową, dobrą wróżką, w niczym nie przypominając słodkich, uroczych wróżek, może dlatego łatwiej ją polubić, jest taka krwista.
    Ja się z nią dobrze czuję jako już baaardzo dorosła osoba, a to coś znaczy. 🙂

  19. Ja też nadal wielbię Mary Poppins, bo to świetna literatura, nawet jeśli (będę się upierać) podszyta wrażymi treściami;)

    A słodkie wróżki – mam wrażenie, że pojawiły się później w eterze niż MP, ale musiałby się wypowiedzieć jakiś fachowiec. Z tego, co jestem w stanie sama przywołać, to wróżki i inne stworzenia z krainy Magii to zwykle reprezentanci Natury – pociągający i odpychający jednocześnie (za przeproszeniem ‚numinotyczni’), kapryśni, czasem życzliwi, czasem groźni, impulsywni (Dzwoneczek, Piaskowy Ludek).

    A tu piękne wróżkowe zdjęcie autorki:
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/40/PL_Travers.jpg

  20. Świetna ta Pamela Travers, spodziewałam się, że będzie raczej w typie suchej Mary, a tu zaskoczenie:) Dzięki Marysiu za zdjęcie!

    Nie wiem, czy Mary jest taka niekobieca, a to jej strojenie się i przeglądania w każdej witrynie;-) Ale jest w niej faktycznie siła i pewność siebie, których rozedrgana i miękka Pani Banks strasznie nie lubiła.

    mt7, rysberlin – tak, Mary działa na dorosłych i na dzieci, i na chłopców, bo przecież chyba najsilniej była związana właśnie z chłopcem, Michasiem 🙂

  21. Witam.Jestem zachwycona tym blogiem.Ulubione książki dziecinstwa to mój temat na który mogę mówic bez konca.
    Mary P czytałam jako Agnieszkę i do dzisiaj moim marzeniem jest mieć taką dywanikową torbę jak miała Agnieszka.Czy nie wspaniała?
    Pozdrowienia dla Maćka.

  22. Aaach! jak to miło, że jest taki blog (odkryty dzięki przyjaciółce)! o lekturach dziecięcych uwielbiam rozmawiać – mam z kim – i zgadzamy się, że Dobre, Naprawdę Dobre książki dla dzieci po pierwsze się nie starzeją, a po drugie są stosowne też dla dorosłych. Zdaje mi się, że w przecudnym wydaniu „Przygód młodych Bastablów” była informacja, że jest to lektura dla dzieci od lat 9 do 100.
    Co do „Mary Poppins”, to cieszę się, że nowe wydanie ma kanoniczne ilustracje, ale okładki jednak są apokryficzne. Tamte paskowane, z lat sześćdziesiątych, znacznie bardziej pasowały do zawartości. Z kolei sama Mary Poppins to chyba zodiakalna Panna, n’est-ce pas? pierwszy trop – monogram MP, drugi – „przyszła z nieba i na niebo powróciła”.