Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

6.11.2009
piątek

Chotomska forever

6 listopada 2009, piątek,

Wanda Chotomska jest absolutnym fenomenem. Ile to już pokoleń wychowało się na jej wierszach, książkach i piosenkach? To ona stworzyła pierwszych, polskich bohaterów popkultury, czyli Jacka i Agatkę – parę z dobranocki. Moje pokolenie szczególnie wiele jej zawdzięcza, bo świetnie rozumiała dziecko z blokowiska z lat 70. czy 80., i dawała coś, czego  bardzo potrzebowaliśmy: kolory, humor, rymy, które wpadły w ucho, włączała do zabawy, bo jej książki były przecież interaktywne zanim w ogóle wymyślono taki gatunek. A kiedy nastały ciężkie dla książki dziecięcej lata 90. Wandzie Chotomskiej, jako jednej z niewielu, nie zaszkodził zalew „disneyów”. Jeśli tłumaczyła bajki, to tylko te niegłupie, dbała o szatę graficzną, potrafiła nawet spożytkować gadżet reklamowy jako miejsce na wierszyki. Kilka lat temu firma Danone dołączyła do jogurtów książeczkę z wierszykami o zwierzętach jej autorstwa, która stała przebojem, dzieci i rodzice wyrywali ją sobie i recytowali przy jedzeniu. To była jedna z pierwszych ulubionych książeczek Maćka.

Zaczęliśmy z Maćkiem od „Różowego balonika”, wyciągnęłam moje wydanie z ilustracjami Marii Uszackiej. Niedawno wznowiono go, już w innej szacie. Trochę się jak zawsze, obawiałam, czy chwyci? I było śpiewająco! Okazało się, że  Maciek zna już „Różowy balonik”, piosenkę, którą śpiewali w przedszkolu, a która pochodzi z tej książeczki. Balonik odczarował nam też kolor różowy, którego Maciek nie cierpi, bo kojarzy się z  Barbie. – Różowy balonik powstał w epoce przed Barbie, kiedy brakowało nam też koloru różowego – mówię mu. I już, dzięki Chotomskiej patrzymy na świat przez różowe okulary.  Maciek, który lubi potwory i dramatyczne przygody, narysował historię utrzymana w kolorze czarnym, czyli opowieść kominiarza Wróblewskiego o diable na dachu. Diabeł udawał kominiarza i ogonem w kominie majtał, bo „piekielnie lubił jak się wszyscy dookoła pieklą”.

Chotomska ma cudowne poczucie humoru, trafia idealnie w wyobraźnię dziecka. Balonik, który wędruje po mieście ma przygody ze słowami.  Hipopotam, który chlupnął w błoto, nazywa się „hipobłotam”. Balonikowi nie podoba się  nazwa „błędny rycerz”, bo pewnie same błędy popełnia. „Fajtałapa jakiś. Nie mógł równo jechać tylko musiał się potykać? – zastanawia się Balonik, a Maciek zwija się za śmiechu. I zaraz sam dodaje: – A wielbłądy, zwane pancernikami pustyni, po prostu wiel – błądzą!.

Balony mogą bujać pod sufitem, ale też „bujać ” ciocię pan Antoniego, który je wszystkie zrobił. Ta książka opowiada o rozmaitych lekkoduchach: artystach i ludziach niepraktycznych, którzy nie zarabiają, tylko łapią słowa, malują kanarki, robią balony. To znowu aktualna rzecz, bo przecież dzieci wychowuje się dziś na specjalistów i fachowców, a tu mamy pochwałę wyobraźni i wolności od praktycznego myślenia. „Pytają mnie często, dlaczego piszę dla dzieci, a nie dla dorosłych? – mówiła mi w wywiadzie Wanda Chotomska.  – Właśnie z dziećmi można smakować język. Mają niesamowite pomysły, szkoda, że szkoła w nich to zabija. Czy jakaś nauczycielka powie im, żeby sami wymyślali słowa? W naszym teatrzyku dzieci wymyślały nazwy dla kogoś, kto w teatrze uderza w gong przed każdym aktem: gongacz, gongmen, gongolier i gongster…”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Na mój dusicku! Ta Jacka i Agatke tyz poni Chotomska wyryktowała? A juz myślołek, ze 20 minut po północy zodno wiadomość nie bedzie mnie w stanie rozbudzić 😀

  2. Ostatnio kupiłam swoim dziewczynkom „Bajki z 1001 dobranocy” z ilustracjami Iwony Całej. Serdecznie polecam wszystkim. To zbiór zabawnych historyjek autorstwa Wandy Chotomskiej pisanych trochę prozą i trochę wierszem. Moje córeczki są zachwycone 🙂

  3. Wanda Chotomska… Najfajniejsze momenty mojego dzieciństwa.
    Chociaż mam zaledwie 20 lat, to kiedy obserwuję obecne trendy i mody panujące wśród dzieci, dreszcze mi po plecach pełzają.
    Mądrzy Rodzice, którzy cały czas przekazują dzieciakom twórczość Pani Wandy. Świetnie, że potraficie odgarnąć dzisiejszy „różowy zapychacz” i pokazać to, co ma prawdziwą wartość. Nie Kucyki, nie komputer, i nie długonogie lalki… brawo!
    (Tak na marginesie:popieram całym sercem inicjatywę artystycznych/autorskich książek dla dzieci.)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A moja córeczka podarowała babci „Koniec świata w Breslau” (miała z Markiem Krajewskim zajęcia na uczelni) i chwyciło. Babcia czyta teraz z wypiekami na policzkach „Dżumę w Breslau” i przeżywa perypetie komisarza Mocka. Córeczka jest już lubiącą kryminały dorosłą panną ale zaczynała przed laty od Wandy Chotomskiej.
    Pozdrawiam

  6. Dziękuję za komentarze!

    @Owcarku, a pamiętasz szampon i mydełka „Jacek i Agatka”?:))) chyba nawet były jakieś batoniki o tej nazwie:)

    @Zuzka, Amareno – cieszę się, że dwudziestolatkowie też wychowali się na Chotomskiej:) I że dzieci nadal ją czytają.

    @Kartko z podróży – A nie przeszkadza babci, że ten Mocka to taki okrutnik:) pozdrawiam serdecznie

  7. Pani Justno! Pozwolę sobie na małe post scriptum do naszej wymiany myśli 😉
    Moja Przyjaciółka w niedawnej rozmowie wspomniała kiedyś swoją ulubioną książkę z dzieciństwa. Był to mianowicie „Pan Huczek” (aut. Hanu Makela).
    Muszę się przyznać, że właśnie tkwię z nosem w książce. Wychowanie trwa 😉

  8. Przepraszam za tautologizmy w tekście. Pośpiech ;>

  9. Jo, Poni Justyno, mydełka „Jacek i Agatka” boce. Siamponu racej nie. Ale moze po prostu nigdy go nie dowieźli pod Turbacz? Za to mojo gaździna do dzisiok mo dwie bombki choinkowe w postaci Jacka i Agatki właśnie. Juz za miesiąc w nasej chałupie piknie one na choince zawisnom 😀

  10. Witam,

    zapraszam do udziału w akcji 52ksiazki.pl. Zapraszamy do współpracy i kontaktu.

    ps. komentarz spokojnie można usunąć – po prostu chciałem się jakoś skontaktować 🙂

    pozdrawiam.