Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

17.11.2009
wtorek

Pokolenie bez superbohaterów

17 listopada 2009, wtorek,

Coś się jednak zestarzało – „Tytus, Romek i A’tomek” Papcia Chmiela. Próbowałam czytać z Maćkiem ulubiony komiks mojego dzieciństwa i jego nawet bawił, ale ja się nudziłam. To była, co prawda, „Złota Księga przygód II”, czyli wybór z różnych książek. Zabrakło tam choćby mojej ulubionej historyjki o Dzikim Zachodzie i kultowej sceny w kinie. Pamiętacie? Siedzą w pierwszym rzędzie i opowiadają sobie, co widzą. „Romek: Na mojej połowie kowboj rzuca lassem. Tytus: Na mojej cwałuje bizon. A’Tomek: A ja widzę samo lasso”.  To było naprawdę fajne, ale już zdobywanie harcerskich sprawności, odmładzanie przy pomocy „Świata Młodych”, atencja wobec przepisów, władzy i milicjantów – to wszystko trąci dziś nachalnym dydaktyzmem i minioną epoką. Ciekawa jestem, jak wasze powroty do „Tytusa, Romka i A’tomka”, nadal was bawi?

W Polsce czytaliśmy „Tytusy”, a świat zachodni żył w kręgu superbohaterów: Spider-Mana, Batmana, Supermana, Catwoman. A kogo myśmy mieli? Kapitana Żbika? Kapitana Klossa? Może Janosika? Nikt z nich nie był superbohaterem. Tytus to przecież tylko uczłowieczona małpa. Wszystkie zaś cudowne przygody chłopcy zawdzięczali wynalazkom profesora T’alenta, a nie żadnym siłom nadnaturalnym. Superbohaterowie to zawsze odmieńcy, wykluczeni ze społeczeństwa. Walczą ze złem, ale są też oskarżani o szerzenie zła. Stają samotnie przeciwko wszystkim. Tymczasem taki Tytus został poddany skutecznej socjalizacji, należał do grupy (zastępu) i do społeczeństwa, miał być taki, jak pozostali chłopcy, bo inność w tamtych czasach była wartością mocno podejrzaną.

My, wychowani na poczciwym Tytusie mamy dzieci, które obracają się w świecie mutantów: ludzi pająków, kobiet – os, nietoperzy – wampirów i dziesiątków innych potworów z fabryki Marvela.  I będą kolejnym ogniwem w łańcuchu pokoleń  wychowanych na amerykańskich komiksach, dla których wzorcem był superbohater, indywidualista. Wygląda zwyczajnie, ale ma ukrytą moc. Piękny hołd złożył komiksom w powieści „Tajemniczy płomień królowej Loany” Umberto Eco.  Jako chłopiec zaczytywał się bowiem w komiksach  pozostawionych we Włoszech przez amerykańskich żołnierzy. Maciek dobrze się orientuje, którzy superbohaterowie są dobrzy, a którzy źli i jakie mają moce. Kiedyś studiując opis do figurki Kapitana Ameryki zapytał znienacka: – Mamo, co to znaczy kiedyś faszysta, teraz komunista?

http://www.dan-dare.org/FreeFun/Images/Archive/Spider-Man3Wallpaper1024.jpg

Komiksy i filmy o Spider – Manie ogląda sam, ale niedawno odkryliśmy film o superbohaterach do  wspólnego oglądania: „Iniemamocni” wytwórni Pixar na DVD. To kapitalna gra z konwencją. Odwołuje się do niezliczonych opowieści o superbohaterach i agentach.  W dodatku opowiada nie o samotnym mutancie, ale o rodzinie, ukrywającej się przed ludźmi, bo ci mieli już dość superbohaterów. Maciek bardzo przejęty pyta ciągle: – A jaka była twoja ulubiona scena, bo moja to wyczyny super bobasa.  A który bohater ci się najmniej podobał, bo mi Człowiek- Szpadel. Narysował całą rodzinę Iniemamocnych, ta najbardziej wygięta to mama – Elastyna. Rozprawiają się właśnie ze wstrętnym Szpadlem.

Kiedy u nas kwitnie wśród dzieci moda na komiksowych superbohaterów, w Ameryce stają się oni synonimem komercyjnej papki – opowiadali mi o tym znajomi. Wykształceni rodzice zabraniają czytania komiksów i filmów o mutantach, posyłają dzieci do szkół, gdzie takich rzeczy nie ma. Chcą, żeby miały inne wzorce do naśladowania.  Może wobec tego powinni zapoznać się z Tytusem?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Kiedy byłem jeszcze całkiem młodym szczeniakiem (bo szczeniakiem jestem nieustająco, tylko lat mi przybywa) zaczytywałem się, zaśmiewając przy tym, opowieściami Papcia Chmiela i był to chyba jedyny komiks, który wpadł w moje łapy i nie wypadł z nich natychmiast. Może częściowo dlatego, że przystawał do mojej ówczesnej rzeczywistości (też byłem harcerzem), ale pewnie bardziej z tego powodu, że o ile pamiętam od strony literackiej był dość przyzwoity, a nad całością miłościwie panowało wyrównujące wszelkie niedostatki przymrużenie oka. No i uczłowieczonemu psu postać uczłowieczonej małpy musiała być bliska. 😉
    I jak się zastanawiam, czy współczesne ludzkie szczeniaki na Tytusa i spółkę mogłyby się załapać, to podejrzewam, że przynajmniej niektóre tak. Bo one mają dość dużą umiejętność odsegregowania tego, co im niepotrzebne czy mało zrozumiałe (przepisowo-milicyjne realia), a wyłapania tego, co zabawne, czy będące pewnego rodzaju drogowskazem.
    A idea bezinteresownej współpracy w kolektywie przeżywa przecież którąś tam młodość. Linux, Wikipedia… T., R. i A. byliby tu jak najbardziej na miejscu. 😉

  2. Tytus,Romek,Atomek kilka pierwszych zaczytanych na strzepy 🙂

    z dalekiego dziecinstwa pamietam jeszcze „Lucky Luke” i to wlasciwie
    wszystko 🙁

    o amerykanskich mowilo sie szeptem i podobno byli tacy co czytali chyba ze to
    jest tylko legenda (to byl bowiem jeszcze Gomulka) 🙄

    pozdrowienia

  3. Jak Maciek reoche podrośnie (albo nawet bardziej niz trochę), to polecam kontynuowac przygodę komiksową w towarzystwie Thorgala. A oddalając sie od korzeni polskich (chociaż tez nie tak znowu bardzo, bo przeciez Goscinny) – z Asteriksem. On bawi zarówno dzieci, jak i dorosłych, dla których skrywa wiele „smaczków” 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. a mnie rodzicie wydzwigneli z vorhanden do zuhanden na Asteriksie. I dalej lezy nad moim lozkiem. I o Boze…. jakie to dobre i smaczne bylo. I jak dalej cudownie smakuje, kiedy od czasu do czasu siegne po jakis… dobry pieczony dzik… kilka obeliskow… ostatnio czytalem, ze Asteriks traci na jakosci, ale mnie to nie obchodzi. Te ktore mam nad lozkiem sa fantastyczne i te wszystkie doswiadczenia. (21lat)

  6. Dobry wieczór
    Mnie te komiksy jakoś ominęły. Mój rocznik gustował w kryminalnych dochodzeniach kapitana milicji obywatelskiej Jana Żbika. Przez pewien czas gustował.
    Pozdrawiam

  7. Moje pierwsze kroki w czytaniu stawiałam właśnie na komiksach ( było to wszystko, co wtedy się ukazywało – Kajko i Kokosz, Tytus ale też Kapitan Klos ) i wyrosłam na wielkiego mola książkowego. Podobną drogą kroczy teraz mój 6-letni syn. Czytamy wspólnie Tytusa i on się świetnie bawi, choć mnie faktycznie te realia minionej epoki trochę drażnią. Ale wolę to niż wydawane u nas wersje komiksowe Spidermanów itp., bo w odrażającej grafice przechodzą już same siebie. Ale faktem jest, że chłopcy w tym wieku bardzo lubią takich super bohaterów. I bardzo żałuję, że nikt nie dostrzega tej luki na rynku wydawniczym. My sobie radzimy – ostatnio syn zaczął sam malować swój komiks o powstaniu warszawskim 🙂

  8. Prosze nie zapomniec o publikacji „Relax”. Bylo tam kilka ciekawych seriali komiksowych. O zroznicowanej szacie graficznej. Ale Tytus to oczywiscie legenda. Podobnie jak Kapitan Zbik, ktory na szczescie staral sie byc apolityczny.

  9. Gdyby teraz powstał komiks, którego założeniem byłoby uczłowieczenie Tytusa, to czy byłby niedzisiejszy? Jeśli tak, to to chyba tylko w kontekście jakiejś chorej hiporpolitpoprawności.

    Dydaktyzm nie jest wyłącznie przywarą komiksów wydawanych w PRL-u. Jest on wszędzie. Jednak ten dydaktyzm z Tytusa jest życiowy, codzienny, drobny. W Batmanie czy Spidermanie również jest dydaktyzm, ale globalny i tkwiący w założeniach – przez to zupełnie abstrakcyjny i groteskowy, a jednocześnie groźny, bo podrzucający dobroć makiawelistycznego „celu uświęcającego środki”.

    W Tytusie jest pewna cecha, której brakuje wielu innym uznanym komiksom: znakomicie współgra z konwencją dziecięcego świata wyobraźni, która polega na przekształcaniu istniejących bytów, dodawanie im pewnych cech i budowanie na tym scenariusza. Zupełnie zbędna jest w w tej konwencji skomplikowana geneza odwołująca się odwiecznej walki dobra ze złem. Chmielewski nie narzuca odbiorcy swojej wersji świata.

    A popularność? No cóż, to prosta konsekwencja oferty skonstruowanej przez dorosłych.

  10. Dziękuję za komentarze!

    Macie rację:) Mogę sobie kręcić nosem, ale Maciek złapał bakcyla Tytusa i chyba poszukamy dalszych części. Potem mu podrzucę Asteriksa ( jak poleca demonka i arybaczyk:)

    @rysberlin – Lucky Luke’a teraz dzieci znają, a mnie to ominęło.

    @ Bobik – faktycznie, słuszna uwaga, idea bezinteresownej współpracy jest w sam raz dla „współczesnych ludzkich szczeniaków”.

    @mamik – komiksy o Spider – Manie i innych rzeczywiście nie są do czytania, ale właśnie „Iniemamocni” dobrze wypełniają tę lukę, bo to nie dość, że śmieszne to jeszcze niegłupie. A komiks o Powstaniu – świetny pomysł.

    @zgrywus – ciekawe uwagi. Te pierwsze komiksy o superbohaterach były ponoć skierowane do napływowej ludności w Ameryce i miały być rzeczywiście edukacyjne. Istnieją rozmaite interpretacje superbohaterów: psychoanalityczne, religijne, świat mutantów bywa pokazywany jako metafora żydostwa – wiecznego wykluczenia. Trudno by było chyba zbudować wokół Tytusa tyle znaczeń i odczytań:)

  11. Najlepsi i tak byli (i są) Kajko i Kokosz. Asteriks może im buty czyścić.

  12. Ja bym polecił „Skąd się bierze woda sodowa”, „podróż smokiem diplodokiem”. Ewentualnie „Jonek, Jonka i Kleks” albo „Kajko i Kokosz”.
    Z Tytusów psychodeliczna jest księga XV.

  13. Może niekoniecznie dla małych dzieci, ale jeśli już mowa o polskich superbohaterach, można chyba wspomnieć Funky’ego Kovala. Nie ma wprawdzie niezwykłych mocy i gadżetów, jest zresztą stylizowany chyba bardziej na krzyżówkę Bonda z Marlowem, ale na status superbohatera moim zdaniem zasłużył, uratował świat prawie tyle samo razy, co Bruce Willis. A przy tym taki swój chłop z niego ;). Kilka lat temu,przy okazji wznowienia, pojawiły się sygnały o możliwej kontynuacji, ale jakoś do dziś nic z tego nie wyszło.

    Muszę jeszcze powiedzieć, że wszystkie wspomniane wyżej kultowe polskie komiksy czytam wciąż z większą przyjemnością niż np. dzieła Neila Gaimana, czy Franka Millera. Nie wiem czy to nostalgia, czy po prostu wolę piosenki, które już znam, bo najbliższy mi komiks polski, potem europejski (w sensie kontynentalny), a anglojęzyczny czy manga, jako całość do mnie nie przemawiają (nawet jeśli pojedyncze komiksy uważam za ciekawe).

  14. Ejże 🙂 Fenomen Tytusa et consortes ciężko zrozumieć, patrząc z perspektywy dorosłego (że kolektyw, konformizm, propaganda). Nawet argument o tym, że nic innego nie było do wyboru, mnie nie przekonuje, bo w sumie było – były Relaxy, był „Kajko i Kokosz” (nie lubiłem, akceptowałem tylko smoka Milusia), były „Kapitany Żbiki” (koszmarne) i „Klossy” (takoż, chociaż „Grueppenfuehrer Wolf” całkiem, całkiem…), wreszcie – były przemycane komiksy Marvela (wydawały mi się bezdennie głupie) i niemieckie Kaczory Donaldy (analogicznie). Co do Tytusa – moi rówieśnicy bez problemu przesiewali i odrzucali treści propagandowe, traktowało się je niczym zanieczyszczone powietrze – trzeba było nim oddychać, ale to wszystko. Prawdę powiedziawszy, nawet jeśli dziś przymknę oczy, to bez trudu mogę przywołać, dajmy na to, Wyspy Nonsensu, wannolot, niesamowity poczet władców na ścianach zamku w księdze XI, Tytusa na ringu w księdze VI i masę innych historii. Tytus był po prostu superbohaterem na miarę PRL-u 🙂 Superbohaterem, któremu materializm socjalistyczny zdecydowanie nie mógł stworzyć pola do popisu, ale nie odebrał mu fantazji. Jeśli wspominać jednak najbardziej odjechane polskie komiksy tamtej epoki, to zdecydowanie nie powinniśmy zapominać o Tadeuszu Baranowskim i jego przecudnej urody książkach: „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko”, „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko” i „Antresolka profesorka Nerwosolka” – to był nasz komiksowy Monty Python.

  15. „Tytusy” (oprócz kilku, w tym wspomnianego tomu o dzikim zachodzie – choć i tam dydaktyzm rodem z demoludu się pojawia) , bywały jednak kiepskie – bez wątpienia najlepsza pozycja dla młodego chłopca (i nie tylko) to „Kajko i Kokosz” – właśnie to wcielenie bohaterów Christy, nie mocno przaśni „Kajtek i Koko” przedrukowani z wersji odcinkowej w „Wieczorze Wybrzeża”. Autor ma świetną kreskę, a jego świat średniowieczno-bajkowy jest po prostu świetny. Tomy „KiK” o smoku Milusiu, borostworach itp. na pewno się nie starzeją i na pewno silniej i konstruktywniej pobudzają wyobraźnię dziecka niż zagraniczna konfekcja komiksowa 🙂

  16. atencja wobec przepisów, władzy i milicjantów

    Ale atencji dlo emeserowców juz tamok nie było. Inkso rzec, ze brak owej antencji objawił sie w cynści, co to działa sie w Bieszczadak. A w Bieszczadak – jak w kozdyk górak – wse ślebodno myśl wierchowała. I widocnie ta ślebodno górsko myśl była na telo pikno i kusąco, ze skusiła Papcia Chmiela do ośmiesenia organu władzy – co prowda ino MSR-u, cyli tak zwanego ORMO dlo dzieci, ale jednak jakisi organ władzy to był. A zarozem – ta ślebodno górsko myśl była na telo potęzno, ze zoden PRL-owski cenzor nie ośmielił sie jej prociwić i dlotego to ośmiesenie emeserowców zostało piknie dopuscone do druku 😀

  17. Ja brdziej wychowałem się na komiksach „Kajko i Kokosz”, choć w „Tytusy” czytywałem jak najbardziej. Ostatnio, dzięki wznowieniom, zacząłem „Tytusy” czytać swoim dzieciom. Efekt przeszedła moje oczekiwania, nie tylko że dzieci chętnie słuchają, co im tata czyta ale zaczynają się bawić w różne zabawy wymyślone przez komiksowych bohaterów. Oczywiście, jest wiele sprzeczek kto będzie A’tomkiem, czyli szefem (ja najczęściej jestem Tytusem). Wszystko to w sytuacji, gdy tuż pod ręką jest masa superbohaterów z CN, Jetix Play i innych stacji.
    Zgodnie tierdziliśmy jednak, że najlepsze z serii początkowe księgi, bo potem już autor zaczyna wydziwiać. Podobnie zresztą dzieje się w kreskówkach z serii „Bolek i Lolek”, gdzie ostatnia seria była już nachalnie dydaktyczna i z podwórkowych łonuziaków bohaterowie zmienili się w grzecznych harcerzy. Nie wiem, może w przypadku moich dzieci jest to kwestia wieku i jak będą starsze, może bardziej polubią dalsze księgi ‚Tytusa’?

  18. Zupełnie wyleciał mi z głowy Kleks i komiksy Baranowskiego („ależ wodzu, co wódz” – „to ja przepraszam” :)) – latka lecą, pamięć juz nie ta… a w dzieciństwie, i zreszta później też, zaczytywałam się nimi wręcz nałogowo. Przedmówcy mają świętą rację, to pozycje obowiązkowe 🙂

    Kajka i Kokosza lubiłam, ale jednak wygrywa u mnie Asteriks – to co prawda „obce” klimaty, a nie nasze, słowiańskie, ale mam wrażenie, że Asteriks inteligentniej bawi się z czytelnikiem, puszcza do niego oko, a nie tylko opowiada jakąś historię, jak to ma przeważnie miejsce w K&K.

    Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden fajny tytuł, ale to juz zdecydowanie dla nastolatka, a nawet dla rodziców nastolatka, chociaz rodzice kilkulatków mogą się dzieki niemu psychicznie przygotowac na to, co ich czeka 😉 „Jeremi” – w oryginale amerykańskim bodajże „Zits”. W Polsce ukazały się 4 książeczki.

  19. Ja jednak wolałem K&K niż Asteriksa, i w kwestii, który inteligentniej bawił, mogę polemizować. Ale to oczywiście rzecz gustu. Zgadzam się że komiksy Barnowskiego były niezłe i mam nadzieję że, podobnie jak ‚Tytusy’, doczekają się wznowień. One naprawdę rozwijały wyobraźnię, bez odwoływania się do boskich mocy, a nawet jeśli, to te moce nie były ważne same w sobie. Chętnie zarekomenduje je swoim dzieciom.

  20. Całkiem bogate okazuje się to nasze poletko komiksowe – Profesorek Nerwosolek, Kajko i Kokosz, Kleks. Muszę ich poszukać. A zdanie Piotra, że „Tytus był superbohaterem na miarę PRL- u” – bardzo trafne:-)