Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

27.11.2009
piątek

Sezam Leśmiana

27 listopada 2009, piątek,
– Moje ulubione opowiadania to „Klechdy Sezamowe” – powiedział niedawno znajomy. Zaraz zapaliła mi się w głowie lampka, zębate kółka pamięci ruszyły powoli i zaczęły wracać fragmenty wspomnień: król do połowy z kamienia, ludzie zamienieni w ryby, domy znaczone kredą przez służkę Ali Baby. Oczywiście, opowieść o Alladynie i Ali Babie znamy też z innych, uproszczonych bajek i kreskówek na podstawie „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, ale to wersja Leśmiana powinna być kanoniczna. Wszystkie inne tracą przy niej blask, jak klejnoty w Sezamie, kiedy patrzył na nie chciwy Kassim, a nie zachwycony Ali Baba.

„Upłynęło czasu ani mało, ani wiele, ale tyle, ile właśnie upłynęło” – tę baśniową miarę czasu powtarzaliśmy z upodobaniem. – Mamo, coś źle czytasz, to już było na poprzedniej stronie: „Ani żywego ducha, ani wietrzyka w przelocie. Nawet komar, nawet mucha nie zabrzękły w tej martwocie! ” – dziwił się Maciek, gdy czytaliśmy baśń o „Pięknej Parysadzie i Ptaku Bulbulezarze” . Tymczasem te wszystkie powtórzenia budują rytm i opowieść sama przypomina zaklęcie. Dwu braci próbuje zdobyć dla siostry trzy cuda świata, które czekają na Górze Cmentarnicy.  Po drodze nie mogą się obejrzeć za siebie, bo skamienieją. Kuszą ich głosy niewidzialnych potworów.  Na obrazku Maćka jednego z nich, Bachmana, ścigają pioruny i duchy.  Goni go „szmer w pomroczu”, coś na granicy nieistnienia, może to jakiś „znikomek” z ballady Leśmiana? Ten świat bardzo przypomina jego późniejsze wiersze. Dopiero teraz mogę to docenić. „Klechdy” ukazały się w 1913 roku, ale nie są ani trochę archaiczne. Leśmian bowiem stworzył swój język, całkowicie ponadczasowy. Baśnie są osobnym światem, który nas zagarnia i bierze w posiadanie. Mają tylko zupełnie niedzisiejszą długość –  nie są dostosowane do krótkiego czytania przed zaśnięciem. Maciek szukał więc kogokolwiek, kto mu przeczyta „Opowieść Króla Wysp Hebanowych” do końca, bo nie mógł wytrzymać z ciekawości. A ja, jako monopolistka, miałam żal, ze skończył beze mnie…

Leśmian rozkoszuje się opisami niesamowitości, dziwów i zmysłowych szczegółów.  W  „Sindbadzie Żeglarzu” – słuchaliśmy audiobooka w wykonaniu Krzysztofa Kolbergera –  jest taki zmysłowy opis nieistniejącej uczty, którą przyjął Sindbada pewien władca. Wylicza on wszystkie pyszności na stole, gdy Sindbad skręca się z głodu. Napięcie nie do wytrzymania. W „Klechdach” Leśmian buduje nastrój grozy. – Ten potwór w „Opowieści Króla Wysp Hebanowych” to przecież zombi – cieszy się Maciek. Trzeba przyznać, że trup się ściele gęsto. Służąca Ali Baby wylewa gorącą oliwę na rozbójników, a poćwiartowane zwłoki Kassima mają odstraszać kolejnych śmiałków, próbujących zdobyć skarby Sezamu. Moja znajoma uznała, że  okrucieństwa jest za dużo. Maciek znalazł na półce inną, oczyszczoną z drastyczności wersję tej baśni. – Kassim nie ginie w Sezamie, ale ratuje go Ali Baba! – przypomina sobie. Cóż, nie dość, ze nuda, to jeszcze od słodkich ilustracji w tej książce robi się niedobrze.

Książeczki dla dzieci mają dziś być miłe i wesołe. Cenzuruje się wszystkie ciemne czy nawet zbyt smutne elementy baśni. A przecież jednocześnie zabawy dzieci są okrutne, pełne walk bakuganów, bionicli i innych maszyn do zabijania. Rzeczywistość, która do nich dociera, też nie jest pastelowa, więc obrażanie się na baśnie, moim zdaniem, nie ma sensu.  Zwłaszcza, że groza w baśni jest nieodzowna, potrzebna dziecku w jego rozwoju. Podobnie jak obrazy smutku czy śmierci. A jak wy sądzicie? Czy rzeczywiście Andersen jest za smutny, a Leśmian za okrutny?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Justyno,
    Wspaniale, że napisałaś o „Sezamowych Klechdach”. Masz rację, że teraz książki dla dzieci, takie wydawane w „masówce” są miłe i wesołe. Andersen jest smutny (zwłaszcza bajki, do których ilustracji nie narysował Szancer), ale dlatego jest piękny. Leśmiana nie zapamiętałam jako okrutnego, raczej jako prawdziwą baśń.

  2. Justyno
    Piszę na gorąco, nie sprawdzam więc polegam tylko na swojej durszlakowatej pamięci. Bajek niestety nie pamiętam. Choć pamiętam tytuł „Sezamowe Klechdy” twardą okładkę i jakieś kolory. Ale pamiętam straszliwy smutek „Serca” Amicisa – ta książka mnie dołująco przygnębiała. I co dziwne pamiętam wątek ze „Wspomnień niebieskiego mundurka” poświęcony nijakiemu Zabacułowi. To był chłopiec nieśmiały, chyba ze wsi, ktory na wszystkie pytania odpowiadał „zabacułem” więc się koledzy z niego nabijali. Chłopiec mieszkał w stolarni i z powodu braku łóżka sypiał w trumnie na trocinach. Zresztą umarł w tej trumnie chyba na suchoty. Nie dam głowy czy to dobrze pamiętam, czy sam tego nie wymyśliłem. Ale historia mnie przejęła, bo spałem w łóżku pod białą pościelą i bałem się duchów, cmentarzy czyli śmierci. Do tej pory mam słabość do takich „Zabacułów” i staram się im pomagać więc opowieść którą czytałem wpłynęła na moją wrażliwość. Dlatego uważam , że ma sensu cenzurowanie bajek i powieści dla dzieci – zmienianie je w poprawne wychowawczo historyjki. Trzeba zaufać pisarzom, którzy czasem lepiej od nas wiedzą co dziecku gra w duszy.
    Pozdrawiam i z góry przepraszam jeśli z Gomulickim i Zabacułem coś poplątałem.

  3. Ooo… Leśmian okrutny? Andersen smutny? Dzieci biedne?
    Rżnijcie piłą, sypcie sól na rany, ale ni cholery tego okrucieństwa nie pamiętam! A czytałem przecież w swojej psiej szkole! O tym ćwiartowaniu też. I nawet sobie wtedy tak pomyślałem, że powinienem być po tym straumatyzowany, ale jak skończyłem, to w ogóle nie byłem. 😯
    I tak zacząłem kombinować. Czy przypadkiem ci starzy nam nie wciskają, co ma być traumą, a co nie być? Według swoich wyobrażeń, a nie naszych? Bo, powiedzmy, ich Śmierć tak okropnie straszy, a nas, szczeniaków, tylko do pewnego stopnia. A skąd my mamy wiedzieć, kto to taki, ta Śmierć. Czy my z nią do klasy chodzimy? Chyba tylko, jak przypadkiem na drugi rok została. No, dobra, czasem z podsłuchanych rozmów możemy wywnioskować, że ona ma konszachty z Nazawszem, ale umówmy się – ten Nazawsz też do naszych najlepszych kumpli nie należy. Albo to poćwiartowanie. Okej, ja jestem szczeniak starej daty, ale pamiętam tylko beczki, a nie krwawe szczegóły z podręcznika medycyny sądowej…
    Znaczy, chciałem powiedzieć, że i tak przyswajam tylko na tyle, na ile mogę przyswoić. I jakoś przez skórę wyczuwam intencje. Jak ktoś mnie konfrontuje z prawdą życia, zawijając to w metaforę, poezję, piękno, to daje mi gwiazdkowy prezent, kalosze szczęścia (nawet jak chwilowo smutne). A jak ktoś chce mi tylko wcisnąć najnowszą ofertę przy pomocy cukru, to w gruncie rzeczy wskakuje mi na plecy jak ten obrzydliwiec w Sindbadzie i chce mnie zajeździć.
    Myślicie, że szczeniaki są za głupie, żeby takie rozróżnienia dostrzegać? Wcale nie! Pod warunkiem, że są pojedyncze. Bo w grupie, która już uwierzyła w siłę cukru, to może różnie wyglądać. A przeważnie, niestety, wygląda tak, że jak się już owoc grupowo ucukruje, to przechlapane na amen. 🙁

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Również posiadam w swojej bibliotece wydanie „Klechdy Sezamowych” z 1973r. To miłe, że Pani również. To już pewnie zabytek wydawniczy. Pozdrowienia.

  6. „Klechd Sezamowych” przepraszam za błąd.

  7. Te bajki i baśnie wcale nie są straszne, ani okrutne.
    Są w sam raz. We wszystkich mamy bohatera, który ma być silny, mądry i sprytny. Musi stanąć zupełnie sam przeciw najstraszniejszym potworom i pokonać je. A przecież im one straszniejsze, tym on dzielniejszy. No, taki jego los. 🙂
    A dzieci, czytają, myślą i mówią sobie – acha, to o to chodzi.
    Dobro zwycięża, zło przegrywa, a czasem nawet jakaś księżniczka się trafi.
    A jeszcze jak są napisane takim językiem jak „Klechdy..”, to czego chcieć więcej?

    I tak ma być! Precz z fałszywym wilkiem, który nie chce zjeść Babci!

  8. Justyno i tak okaże się, że osiągnięcia współczesnej psychologii i pedagogiki są ilustracją błędu logicznego. Jaki strach i jaki smutek? Wniosek prawidłowy – pomylone ze współczuciem. Dziękuję za przypomnienie o istnieniu równoległych światów. Parysada długo była moją najlepszą przyjaciółką. Leśmianowską opowieść o Sindbadzie grają chyba jeszcze w Teatrze Polskim w Warszawie?
    Moje hasło dnia: Straszyć, ile się da! Dowód niezbity – dzieci doskonale rozumieją i akceptują konwencję baśni, stają się czujne na rozróżnianie dobra i zła, a nawet szybciej dorośleją. Przesłodzone opowieści o misiach -ptysiach, laleczkach-cukiereczkach spowodowały, między innymi, że dorodne dziewoje i stare konie, jeszcze nie tak dawno, przynosiły na egzamin maturalny pluszowe maskotki. W języku dorosłych zagościły na dobre deminutiva – masełko, chlebuś, wódeczka, ciasteczko, sukieneczka, bluzeczka, bozia… W zachowaniach też, dorośli przypominają coraz częściej okrucieństwo ciekawości, co się stanie z nadmuchaną żabą, zatopioną muchą z oberwanymi skrzydełkami. Zapanował infantylizm polityczny, społeczny i religijny. Straszyć! Może niekoniecznie grypą, ale…
    W ostatnim tygodniu realizowałam własny projekt spotkań z dziećmi w wieku przedszkolnym organizowanych przez muzeum. W oparciu o fabułę „Śpiącej królewny” prezentowaliśmy eksponaty muzealne – lalki artystyczne, kołowrotek, teatralne – kostiumy ( frak, szapoklak), rekwizyty( len, wrzeciono), wprowadzaliśmy pojęcia – narrator, prestidigitator, imponderabilia, muzeum, eksponat, ekspozycja. Zajęcia kończyliśmy prezentacją i wykonaniem lalek szmacianek. Dzieci nieustannie podchodziły do kolegi i prosiły:Niech pan powie tej pani, żeby nas nastraszyła i jako Wróżka Imponderabilia krzyczałam, ile sił: Cicho sza, cicho sza, bo zamienię zaraz w psa! A Narrator Prestidigitator w traktor! – Chowały się pod stoliki i wystawiały roześmiane pyszczydła. Będą zdjęcia. A pamiętacie : Czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym bywa źle! ? Wierszyki dla własnego syna, lekarza H. Hoffmanna, z jego rysunkami. Ukazały się na Boże Narodzenie w 1845 roku. W Polsce wydano je pt. ZŁOTA RÓŻDŻKA w 1933 roku, nakł. Wyd. L. Idzikowskiego w Warszawie, ilustracje B. Nowakowskiego,
    reprint w 1987 oraz wybór poemacików i fotografii pt. WESOŁA GROMADKA oraz ilustracje B. Butenko! MAW 1987 !
    Istnieje konieczność kontynuowania serii rymowanego
    smrodku dydaktycznego ( określenie z Wańkowicza).

  9. Swiat jest taki,jak bywał w baśniach Leśmiana-zabawny,przerażający, a tłumienie tych kontrastów prowadzi do upupienia….i teraz ta papka medialna i książki „modne”ogłupiają czytelnika-widza.

  10. witam !!!!

    nawet jezeli ten smutny czy tamten okrutny to bogaty w innosc i to sie tak samo

    liczy jak ilustracje Jana Lenicy tak inaczej trudne 🙂

  11. Heeej! Pon Leśmian to mi wiele rzecy rozjaśnił. Na przykład to, ze z tym hyrnym Sezamem wcale nie było tak łatwo. No bo jo drzewiej myślołek, ze wystarcy pedzieć: „Sezamie, otwórz się”. I dopiero kie te „Klechdy sezamowe” zacąłek cytać, to dowiedziołek sie, ze wcale nie wystarcy. Trza było pikny wiersyk umieć wyrecytować.
    Za to u Sindbada zeglorza, to dlo mnie najpikniejsom postaciom był wuj Tarabuk. Barzo zdolny poeta, ba niestety zupełnie niedoceniony. Widocnie przerastoł on swojom epoke i dlotego hyru nie zdobył 😀

  12. Zainspirowana Waszą najnowsza lekturą zakupiłam wczoraj „Klechdy Sezamowe”, bo wydanie z dzieciństwa gdzieś się zawieruszyło… Wielkie dzięki za przypomnienie 🙂

    Jako dziecko najbardziej lubiłam – choc może inaczej, najbardziej mnie fascynował – wątek Króla Wysp Hebanowych. A niemożebnie irytowali ci wszyscy, którzy oglądali się za siebie, chociaz wiedzieli, że nie wolno… dziecięcy zmysł praktyczny zżymał się na taką głupotę 😉

  13. Straszyć trzeba, i raczej warto, zresztą dzieci się same tego domagają. Mój trzyletni syn prosi zwykle o „bardzo niebezpieczne bajki”, bo inaczej jest nudnie. A zresztą jak olbrzym czy inny smok ma postraszyć dziecko, które na co dzień obcuje z gormitami i bionicami? Toż to postacie rodem z koszmarów. Przyznaję, że baśni braci Grimm chyba bym jeszcze Tymkowi nie przeczytała w wersji oryginalnej, ale staram się nie cenzurować bajek.
    Wydaje mi się, że częściej to ja mam problem, a nie mój syn. To dorosłym się wydaje, że świat dziecka jest cukierkowy i śliczny. A przynajmniej taki powinien być – a przecież świat dzieci to także stres, lęki i strachy, konieczność rywalizacji i odnalezienia się w nowych warunkach. Te „straszne” bajki dają siłę i nadzieję. A w takich wersjach jak Leśmianowska kształtują jeszcze język i wrażliwość – doskonała alternatywa dla Power Rangers i innych superbohaterów od siedmiu boleści.

  14. Pisze Pani bardzo ciekawie o ksiązkach dla dzieci, szczególnie tych wydawanych wiele, wiele lat temu. Pamietam z moich lat dziecięcych ksiązkę Ewy Szelburg Zarembiny ,”Przez różową szybkę” z prześlicznymi ilustracjami Jana Marcina Szancera. Ksiązki niestety nie mam, pozyczałam ja, potem moja mama czytała ją wnuczkom, one pozyczały dalej…..
    Może w Pani bibliotece znajdą się wierszyki i krótkie opowiadania pisane zza rózowej szybki? Chetnie przeczytam co o nich napisze młoda osoba.Pozdrawiam

  15. Należy jeszcze dodać Ewy Szelburg Zarembiny „Królestwo bajki” .
    „A kto pale wbijał w wodę?
    Kto się zmoczył aż po brodę?
    Krasnoludki! Krasnoludki!
    Lud robotny, choć malutki!”

  16. Bardzo dziękuję za komentarze! Z opóźnieniem, bo byłam w rozjazdach.

    @Ludmiła – właśnie wróciliśmy do Andersena, ale dziewczynki z zapałkami, to sama się trochę się obawiam, bo pamiętam, ze mi jej było potwornie żal

    @Kartko z podróży – tak, Serce Amicisa też przeżyłam, ciekawe jak to brzmi dzisiaj. Masz racje, że to wychodzi na dobre

    @Bobiku – święte słowa:) to są dorosłych traumy, a dzieci swoje wiedzą. Bardzo ładny blog, zaglądam:)

    @Maciej – też pozdrawiam w imieniu Maćka. @Hanna – przypominam sobie jak przez mgłę – Przez różową szybkę” Szelburg Zarębiny, odnajdziemy i przeczytamy:)

    @Alla – przychylam się, precz z fałszywym wilkiem:)

    @Graźka – rzeczywiście , baśnie są jakby skrojone dla dzieci, a dorośli stają się coraz bardziej infantylni. Bardzo ciekawy ten projekt spotkań dla dzieci, gratuluję!

    @rysberlin – zapomniałam dopisać jak ważne są u Leśmiana ilustracje Lenicy, ludzie – ryby, zaczarowany koń – kapitalne! Mieliśmy szczęście w tym PRL- u ,że najlepsi graficy rysowali dla dzieci. Teraz podobno rysują częściej za granicą…

    @owcarku – Tarabuk i jego wiersze – też był moim ulubionym bohaterem:)

    @demonka – to największy komplement, że zachęciliśmy do powrotu do Leśmiana. My dorośli mamy z niego nawet więcej przyjemności niż dzieci:)

    @karotka – też zauważyłam, że Maciek lubi się bać i o tym opowiadać, i potem ten strach pokonać. I dlatego dalej czytamy baśnie:)

  17. A ja, jako monopolistka, miałam żal, ze skończył beze mnie/i> – jakież to dziwne monopole mogą się kryć po świecie…

  18. Dziękuję serdecznie za przepiękne wspomnienia mojego dzieciństwa!
    Miałam bardzo starą ksiażkę Leśmiana,czytałam ją moim dzieciom,ale niestety nie ”przezyła”Zamówiłam już w księgarni i w tym tygodniu
    będę czytała”Klechdy /sezamowe”mojemu wnuczkowi.Doczekać się nie mogę!Jeżeli chodzi o straszenie w bajkach,to zupełnie nie rozumiem tego problemu.Od małego dziecka byłam ”straszona”Andersenem,Czerwonym Kapturkiem,Leśmianem,-do teraz lubię dobre trillery.Mam starszego brata,który w dzieciństwie mnie straszył i nic mi się nie stało,nie chodziłam do psychoanalityków itp!Nie można trzymać dzieci pod klaszem,ponieważ mogą mieć problemy z osobowością w przyszłości!
    Serdecznie pozdrawiam – Maria

    1

  19. Również bardzo cieplo wspominam Klechdy Sezamowe. Czytalam je w dzieciństwie i do dzisiaj pamiętam, a wcale nie uważalam, że straszą. Takie książki jak ta rozwijają wyobraznię.
    Dobrze, że jest wznowienie, chyba sobie kupię mimo, że już bardzo dawno powinnam wyrosnąć z bajek. 😀

  20. MAM PROŚBĘ NAPISZCIE JAKIŚ FRAGMENT Z KSIĄŻKI ,,KLECHDY SEZAMOWE” PLIS BO MI JEST JAKIŚ POTRZEBNY ,NP. JAKIŚ WIERSZ….
    BŁAGAM PLISSSS!!!!!