Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

18.12.2009
piątek

Czuły Andersen

18 grudnia 2009, piątek,

http://www.badet.pl/photo/product_small/c/b/0/1_cb0585caa767.jpg

Nie ma to jak w podczas śniegowej zadymki czytać Andersena. Już po południu palimy lampę, bo ciemnawo, Maciek na podłodze porządkuje papierki po cukierkach i karty Spidermana. – Ale słucham, słucham, nie przerywaj – szybko mówi, kiedy odkładam książkę, żeby wypić łyk herbaty. Książka się rozpada, bo to wydanie z lat 50 tych. Na „Świniopasie” widnieją notatki. To mój tata jako dziecko  przygotowywał przedstawienie i rozdzielał role. Dopiero czytając ten stary egzemplarz „Baśni” (tłumaczenie Stefanii Beylin, ilustracje: J.M. Szancer) uświadomiłam sobie, że późniejsze wydania są inne, delikatnie podretuszowane, mniej w nich śmierci. W „Królowej Śniegu” kwiaty w ogrodzie zapomnienia głównie o niej opowiadają. Jeden mówi o tym, że w Indiach razem ze zmarłym mężem pali się na stosie jego żonę, inny snuje opowieść o podziemnym świecie. Wrona, jedna z przewodniczek Gerdy, też na końcu umiera. Kiedy uratowany ze szponów Królowej Śniegu Kaj wraca razem z Gerdą do domu, okazuje się, że są już dorośli. – A gdzie jest babka? – pyta z niepokojem Maciek. Już wie, że umarła.

– Dlaczego Gerda była tak silna, że nie potrzebowała czarów ? – pytam.  – Bo tak bardzo Kaja kochała? – niepewnie odpowiada Maciek. Na niego też działa urok Królowej Śniegu, zimnej, wspaniałej i niedostępnej. Wizja Szancera jest na tyle sugestywna, że Maciek rysując Królową wzoruje się na jego ilustracji. Mnie najbardziej uderza teraz zdanie małej rozbójniczki, kiedy już po wszystkim zagaduje do Kaja: – „Chciałabym wiedzieć, czy zasługujesz na to, żeby z twojego powodu pędzić na koniec świata”. Poświęcenie Gerdy nie ma granic, ale jak to u Andersena, jest jednostronne. Jedna osoba kocha ponad wszystko, a druga? Zazwyczaj tego nie odwzajemnia. I to kobiety (przeznaczone do cierpienia) podejmują z miłości nadludzki wysiłek. Andersen dobrze je rozumie, więcej, on się z nimi się utożsamia.

Po latach wzruszam się przy Andersenie. Inaczej niż kiedyś, bo teraz czytając wyobrażam sobie jego samego, tę śmieszną personę z wielkim nosem. Marzył o balecie, ale był potwornie niezgrabny. Uciążliwy i pełen fobii – woził zawsze ze sobą sznur na wypadek pożaru w hotelu. Bał się że go okradną, więc chował drobiazgi w butach i nabawił się odcisków. I był ciągle nieszczęśliwie zakochany w kobietach i mężczyznach. Wyobrażam sobie, jak wzruszał się nad samym sobą, kiedy pisał „Brzydkie kaczątko” czy „Małą syrenkę”. Andersen w tej baśni opisał siebie, czyli dziwną postać o nieokreślonej płci, która musi milczeć i nie może ujawnić swojej miłości do pewnego młodzieńca. Mała syrenka podobnie jak cynowy żołnierzyk – beznogi odmieniec – kocha i tęskni beznadziejnie. Zamiast spełnienia – zostaje popiół, cynowe serduszko albo morska piana.

Kiedyś najbardziej poruszała mnie właśnie „Mała Syrenka”, opowieść o „tej trzeciej”. Teraz zgadzamy się, że  nasz ulubiony jest „Słowik” (A Wasz?). Maciek zaśmiewa się przy opisach dworu: niemądre damy naśladują słowika nabierając do ust wody i gulgocząc, a marszałek do niższych rangą mówi tylko: „p”! Największe wrażenie robi na Maćku śmierć, która siada okrakiem na cesarzu. – Narysuję ci, jak ona naprawdę wygląda. I narysował. Wokół cesarza siedzą jego dobre i złe uczynki. Kiedy na końcu chory i opuszczony cesarz wzywa na pomoc mechanicznego słowika i niespodziewanie pojawia się prawdziwy ptaszek, oboje jesteśmy wzruszeni. Tym, że dobro i piękno mają moc, która pokonuje śmierć.


Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Muszę odnowić stara znajomośc z Andersenem. Jako dziecko nie bardzo wiedziałam, jak te jego basnie traktować – przecież wszędzie indziej „zyli długo i szczęśliwie”, a u niego to jak w dawnych japońskich historiach miłosnych – mozna mówić o happy endzie, jesli umarło TYLKO jedno z kochanków, a drugie z rozpaczy wstapiło do klasztoru 😉 Pamiętam, że byłam strasznie rozczarowana, kiedy dziewczynka z zapałkami, żołnierzyk, syrenka i wiele innych postaci nie dośc, że umierało, to na domiar złego umierało nieszczęśliwe – chociaż jako sześciolatka nie umiałam ubrac swoich odczuć w słowa. Teraz przyszło mi do głowy, że może warto po dwudziestu z górą latach wrócić do tych basni, może – a raczej na pewno – zobaczę je z zupełnie innej strony.

  2. Mam wydanie Baśni Andersena z początku lat 70-tych. Takie grube, w pomarańczowej okładce, ma około 1000 stron. Najpierw należały do mojego starszego brata, potem do mnie. Pamietam, jak próbowałam jako dziecko przeczytać je całe. 🙂 Był Mały Klaus i duży Klaus, Kwiaty Małej Idy, Kalosze szczęścia, Czerwone trzewiczki. Pamiętam jedną taką straszną baśń – nie pamiętam jej tytułu – o zamordowanym ukochanym – jego głowę morderca zakopał w doniczce, wyrósł na niej kwiat i nocami szeptał o zbrodni. Jakoś tak to chyba było.
    Jejku, właśnie za nimi zatęskniłam.

  3. Są cudowne i w 100% „politycznie niepoprawne”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja się wzruszyłam przy Pani tekście. Piękny. Dziękuję. Wesołych Świąt.

  6. Andersen cierpiał na zespół Aspergera, dlatego nosił ze sobą sznurek, miewał fobie, był straszliwie niezgrabny i koniec końców samotny. Ale jego biografia mało interesuje ludzi a szkoda. Dobrze, że przynajmniej ktoś jeszcze czytuje jego baśnie. A poprawianie Andersena to już faktycznie wstyd. Z pozdrowieniami – Ślimak.

  7. Pingback: pligg.com

  8. Wybrać jedną baśń? Niemożliwe i niepotrzebne. Można w jedym uchu słyszeć „pozłota zniknie na ścianie, a świńska skóra zostanie”, a w drugim „o, mój miły Augustynie…” i wart pałac Paca. Dlaczego właściwie miałoby się podejmować jakąś wiążącą decyzję? 😉
    Ale ja w ogóle nie o tym. Jak mi się wydaje, jedną z bardzo ważnych cech literatury jest możliwość identyfikacji. No i w życiu jakoś tak jest, że wizja ukochanego przez (… pominę epitety) cudnego, sielskiego dzieciństwa niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. W życiu jest tak, że Stary chleje, w klasie jest się pośmiewiskiem, brat umarł i z chaty wyeksmitowali. A co, nie ma takich rzeczy? I z kim się wtedy można identyfikować? Z piękną księżniczką, czy z brzydkim kaczątkiem?
    Bardzo wiele Andersenowi zawdzięczam. Do dziś. Byłem brzydkim kaczątkiem, byłem odrzuconym słowikiem, byłem ołowianym żołnierzykiem i małą syrenką… A Królowej Śniegu używałem w metaforach terapeutycznych. Bo przecież znamy chyba wszyscy z życia taką sytuację, kiedy komuś kochanemu nagle wpada w oko kawałek lodu i zaczyna wszystko widzieć inaczej, wrogo, zimno, przebrzydle, choćby wcześniej był najczulszym okazem na Ziemi. Niby nic się nie zmieniło, ale Królowa Śniegu dała znać o sobie….
    Andersen, w każdym razie – gatunkowo baśń, a emocjonalnie czysty realizm. Ja go dlatego kocham, ale może być mnóstwo innych powodów. 😉

  9. Ad Slimak pisze. Niestety politycznie poprawne poprawianie tekstow stalo sie powszechna praktyka. Przygody Tomka Sawyera i Przygody Hucka w swiatowej oazie wolnosci slowa, USA, sa tak wykastrowane, ze gorzej nie idzie. Lukrowanie bajek – od Braci Grimm poczawszy, skonczywszy na Andersenie stalo zabiegiem tak powszechnym, ze w koncu niezauwazalnym.
    Coz, takie czasy, tacy ludzie. A to, jak lukrowanie rzeczywistosci jest efektywne mozna sie przekonac po ekscesach dawniej (chyba) nie istniejacych.

  10. Ja też mam to stare wydanie z lat 50 tych, dostałam je na 9 urodziny od rodziców.Moją ulubioną była „Mała syrenka” i jeszcze „Bzowa Babuleńka”,chociaż ta to chyba tylko dzięki ilustracji Szancera.Taki piękny chiński czajnik z którego wydobywała się para w kwiatach bzu.
    Oglądałam niedawno film biograficzny o Andersenie produkcji duńskiej.Bardzo wzruszający Nic dziwnego, że jego bajki są takie smutne i dużo w nich śmierci.Ale i tak lubię je bardziej od dzisiejszych”poprawnych’

  11. 4 godziny czekać na akceptację to przesada. To komentarz na temat bajek, a nie……??

  12. wesołych i do siego.broono z zabrza

  13. @kotko Filemonko – przepraszam za czekanie – to system się zablokował albo znarowił (może z zimna) i gdzieś ukrył komentarze:) A wcześniej zjadł dwa rysunki Maćka, złośliwa bestia:))

  14. tez mielismy to wydanie (twarda okladka?)

    polykalem lzy czytajac i chyba tylko przy czytaniu Winnetou bylo ich wiecej 😳

    Andersen to caly smutek tak pieknie opisany ze nie mozna bylo sie oderwac od czytania

    zycze Wam Pogodnych Swiat i Pomyslnego 2010 Roku

    🙂 😀 😆

  15. Gdzieś się ten Andersen zapodział. I co prawda nowego jeszcze nie ma, jeszcze nie w tym wieku pociecha (a może już? może pora sprawdzić?), ale jakoś ręka drży przed kupieniem „Baśni” z inną okładką.

  16. Niecom się na Maćkowe limeryki spóźnił, co ma te swoje dobre strony, że teraz, w ramach świątecznego obdarowywania się, mogę i Maćkowi, i Mamie Maćka i komu tam z Maćkiem po drodze zawiesić na choince limeryk.

    Raz Mama Maćka z Warszawy,
    W sposób nader ciekawy,
    Napisać chciała
    Co przeczytała,
    Lecz dzień zaczęła od kawy.

    Wszystkiego dobrego bajkowym czytaczom, słuchaczom, i pisaczom.

  17. Pewien Bobik, co biegał po blogach,
    szczeknął dzisiaj: to już? Olaboga!
    Pies się tutaj barłoży,
    a kto biec wszystkim złożyć
    ma świąteczne życzenia od doga?

    Na szczęście zorientowałem się jeszcze w porę, więc Gospodyni i Bywalcom – Świąt najmilszych, najsmaczniejszych i w miarę możliwości rozbrykanych. 🙂

  18. Nie ma to jak w podczas śniegowej zadymki czytać Andersena

    Tutok jo byk polemizowoł. Jo se myśle, ze… nimo to jak w cas sakramenckik upałów cytać se pona Andersena. Kie zar z nieba sie leje, w cieniu śtyrdzieści stopni, to najlepiej se takom Królowom Śniegu pocytać – od rozu robi sie chłodniej 😀

    A tak w ogóle to piknyk świąt zyce i Poni Justynie, i Maćkowi, i syćkim gościom tutejsej blogowej gazdówki 😀

  19. Drodzy, bardzo dziękuję za komentarze, życzenia i limeryki:) Ach, jak miło się rozmawia o Andersenie. Rzeczywiście, Bobiku, idntyfikujemy się z jego nieszczęśliwymi postaciami i dobrze znamy sytuację, kiedy komuś szkiełko wpada do oka:)
    Składam Wam najlepsze życzenia Wspaniałych Świąt, a jeśli jeszcze dziś szukacie prezentu mam propozycję „last minute”. Wyszła „Księga Dżungli” z ilustracjami Józefa Wilkonia ( Media Rodzina), bardzo piękna:)

  20. Pani Justynie i Maćkowi
    oraz czytelnikom bloga
    Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych niezapomnianych chwil w gronie najbliższych, życzliwości i ciepła.
    A dla Maćka oczywiście jeszcze:
    http://picasaweb.google.pl/lh/photo/5KerCM92sz2pABPWpzNWgA?feat=directlink

  21. Jedna ze stacji telewizyjnych nadała w święta w dwóch odcinkach „Królową Śniegu” . Zdecydowanie poprzednia, stara wersja bardziej trzymająca się tekstu Andersena była lepsza…
    Jako dziecko uwielbiałam „Baśnie” i nie wiem za co bardziej- za wspaniałe historie czy za przepiękne ilustracje Szancera.Otwierało się tomiszcze i zagłębiało w innym świecie 🙂

  22. Mieliśmy właśnie to wydanie Baśni Andersena z wspaniałymi ilustracjami Szancera. Niestety zaginęło przez pożyczalskich zapominalskich 🙁
    Niedawno kupiłam swoim córeczkom wydanie dość nowe w tłumaczeniu pani Sochańskiej bezpośrednio z duńskiego. Bez zniekształceń i poprawnych politycznie uładzeń. Mogę polecić wszystkim 🙂
    Moje dziewczynki najbardziej lubią Małą syrenkę, ale z pewnością z czasem odkryją uroki i innych bajek