Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

24.12.2009
czwartek

Tolkien i Święty Mikołaj

24 grudnia 2009, czwartek,

O tej książce dowiedziałam się w czasie zajęć karate, przed salą gimnastyczną. Mama Hugo na wieść o naszym blogu zakrzyknęła: – A „Listy Świętego Mikołaja” J.R.R Tolkiena znacie? Nie znaliśmy. Teraz je czytamy. To juz chyba ostatni rok, kiedy Maciek chce wierzyć w Świętego Mikołaja. – Wiem, wy jesteście jego pomocnikami, zanosicie prezenty pod choinkę, prawda? W domu Tolkiena, w Oksfordzie, Święty Mikołaj nie tylko zapełniał skrpety prezentami, ale pisał do dzieci długie, ilustrowane listy. J. R. R Tolkien zaczął je tworzyć w 1922 roku, dzieci znajdowały zasnieżona kopertę na progu, albo w salonie. Adersował je najpierw do najstarszego syna Johna, potem do kolejnych dzieci w wieku „skarpetowym”, aż do 1943 roku, kiedy jego najmłodsza córka miała już kilkanaście lat. I to właśnie Priscilla dostała chyba najpiękniejsze opowieści, czasem nawet poematy na dwa głosy – Świętego Mikołaja i jego pomocnika Niedźwiedzia Polarnego.

Z roku na rok listy stają sie coraz bogatsze, pełne przygód niesfornego niedźwiadka (ulubiony bohater Maćka), który zamieszcza niegramatyczne dopiski. Na jednej z ilustracji niedźwiedź zapalił zorzę polarną i stąd ta wspaniała tęczowa poświata nad biegunem. Na kolejnej poślizgnął się na schodach i narobił rabanu oraz złamał nogę. Do listów przenika świat z powieści Tolkiena: są tu elfy, jaskinie ze ścianami zapisanymi językiem arktycznym i rysunkami ludzi jaskiniowych. Niedźwiedź przesyła pozdrowienia pisane własnym alfabetem. Ciekawe, czy dzieci go odszyfrowały? Kiedy zaczyna się wojna na biegunie też toczą walkę z goblinami. Do świata Mikołaja przenikają też odgłosy z rzeczywistości  – w latach trzydziestych pisze o głodzie, w 1940 roku niepokoi się o dzieci ze zrujnowanych miast. Ale jego krainy tamta wojna nie dotyka. – Mamo, a czy ty przeżyłaś wojnę? – pyta Maciek. 

Dla niego II Wojna Światowa jest tak odległa jak rozbiory Polski, już bardziej konkretnie brzmi dla niego data: cztery miliardy czterysta milionów lat temu, kiedy nie było jeszcze życia na ziemi. Patrzy na zdjęcie pradziadka na ścianie. – Ile pokoleń jest starszy ode mnie? – pyta.  Właśnie w Święta mamy oglądać drzewo genealogiczne naszej rodziny, które narysowała moja mama. Maciek lubi historie rodzinne, brzmią dla niego równie zajmująco jak najlepsza fikcja.  – I co się stało z dziadkiem dziadka Bolesławem jak wkroczyli Niemcy? Jak myślisz? – pyta  pod wpływem jednej z historii. Nie  podoba mu się odpowiedź, że nie wiadomo, co się stało. Wymyśla więc własną wersję zdarzeń. – I narysuję moje własne drzewo genalogiczne! – mówi zadowolony.

Do najlepszych życzeń świątecznych dla Was dołączam kapitalne rysunki Tolkiena jako Świętego Mikołaja.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Niestety bardzo mało osób wie , że Tolkien coś takiego pisał , tylko pasjonaci , wspaniale ,że udało sie o tym napisać .Andersen przy tym jak dla mnie „blaknie”
    a skoro Maćka zaintrygowało i zaciekawiło powinien iśc dalej tym tropem i na zachetę
    A droga wiedzie w przód i w przód,
    Choć się zaczęła tuż za progiem –
    I w dal przede mną mknie na wschód,
    A ja wciąż za nią – tak jak mogę…
    Znużone stopy depczą szlak –
    Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
    Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…
    A potem dokąd? – rzec nie mogę

    Wszystkiego Najwspanialszego na Świeta 🙂

  2. Ale jeśli Tolkien, to tylko w oryginale albo w przekładzie Marii Skibniewskiej, na inne litościwie spuścmy zasłonę milczenia.

    Podobnie jak Nietoperzyca gorąco zachęcam do nawiązania bliższych stosunków z Tolkienem (swoją drogą, co za genialne nazwisko dla autora fantasy!), chociaż mnie osobiście „Władca” przy pierwszym czytaniu… znudził, a w pełni doceniłam go dopiero przy trzeciej lekturze (mimo zastrzeżeń coś mnie jednak do niego ciągnęło).

    Również życzę wesołych świąt 🙂

  3. Nigdy tego nie czytałam. Pomysł z podrzucaniem dzieciom listów genialny. Trzeba będzie nadrobić. Ilustracje piękne. 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Demonko
    tłumaczenie Marii Skibniewskiej , jest jedynym do zaakceptowania przynajmniej przeze mnie .To tak jak z tłumaczeniem filmów , jak będzie na tv państwowej wszystko będzie cholernie poprawne , że aż nudne ,a na innych stacjach lekkie i zabawne ( choć to nie reguła)
    Jeśli już przy Tolkienie jesteśmy to jeszcze warto Rudy Dzil i Jego Pies oraz Kowal z Podlesia Większego .Na zachętę w klimacie Świąt
    Przetrwał jednak zwyczaj, że podczas świąt Bożego Narodzenia podawano przy królewskim stole wśród innych potraw Ogon Smoczy; co roku wyznaczano rycerza, który miał w tym celu upolować smoka. Wyruszał niby na łowy w dzień świętego Mikołaja i musiał dostarczyć smoczy ogon najpóźniej w wigilię uczty. Ale od wielu już lat kuchmistrz dworski, biegły w swojej sztuce, przyrządzał sztuczny Ogon Smoczy z ciasta, masy migdałowej i twardego lukru, z którego wyrabiał przemyślnie łuski pancerza. Wyznaczony rycerz wnosił to arcydzieło do sali w Wilię Bożego Narodzenia przy muzyce skrzypiec i trąb. Nazajutrz po obiedzie zjadano Smoczy Ogon na deser i wszyscy mówili — chcąc przypodobać się kuchmistrzowi — że smakuje lepiej niż prawdziwy

  6. O, ten wpis mi przypomniał rodzinną anegdotę (absolutnie prawdziwą, byłem jej świadkiem). Mój ludzki brat w wieku lat około 5 zapytał jedną z licznych krakowskich cioć:
    – Ciociu, czy ty jesteś barrrdzo stara?
    Spłoszona i zmieszana Ciocia zaczęła coś kręcić, że tak barrdzo to może nie, tylko trochę, no, troszeczkę, na co mój ludzki brat zmierzył ją spojrzeniem od stóp do głów, zapewne wyrabiając sobie własne zdanie, po czym upewnił się na wszelki wypadek:
    – Ale trochę starsza niż Wawel, prawda? 😆

  7. Aż się prosi o dopisanie reakcji cioci:
    – Ha! Tam gdzie teraz stoi Wawel to ja z koleżankami w dwa ognie grałam… 😉

  8. W tych czasach skrzesanie ognia nie było jeszcze taką prostą sprawą. Grało się w dwa pioruny… 😉

  9. Zeus i jego drużyna… 😆

  10. Zeus? Znaczy, huk się zaczyna? I te takie na niebie?!?!?
    Sorry, ludzie. Ja wiem, że to dla Was ważny dzień, że sobie życzycie i się spodziewacie, ale każdy ma swoje priorytety. A dla mnie priorytetem jest – przeżyć dzisiejszą noc.
    Zmiatam pod wyrko. 🙄