Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

16.01.2010
sobota

Sobota z Kiplingiem

16 stycznia 2010, sobota,

Zaczęło się w Wigilię. Maciek i jego cioteczna siostra Wandzia dostali „Księgę Dżungli” w nowym tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego ( „Narnia” , „Harry Potter”) i z genialnymi ilustracjami Józefa Wilkonia. Po szybkich oględzinach klocków Lego, samochodów i gier zaszyli się w kącie, skąd dochodziły groźne  syki, miauki i pohukiwania. – Ja jestem Riki-tiki-tawi, a Wandzia jest Bagirą. Pokonaliśmy  tygrysa Szir Chana, a teraz walczymy z kobrą Nagiem! – mówił zadowolony Maciek. Następnego dnia Wandzia, rekordzistka szybkiego czytania, już znała prawie całą książkę. My z Maćkiem szliśmy przez nią powolutku (w trakcie wypadł mój dłuższy wyjazd) i dopiero dziś skończyliśmy historię Maugliego, „ludzkiego szczenięcia”. Zajęło nam to całą sobotę z przerwami na drzemki (wychodzę z jet lagu). Do przytomności przywracał mnie głos Macka – No już, możesz czytać dalej?

Do tej pory w księgarni z daleka omijałam koszmarne, cukierkowe wydania „Księgi”. I nagle –  niespodzianka! Media Rodzina wydało cudownie dopracowaną pod każdym względem „Księgę”. Nowe tłumaczenie brzmi bardzo dobrze, zwłaszcza pieśni kończące każdy rozdział wiele zyskały. A Wilkoń? Wilkoń, to jest po prostu poezja. Każdy obrazek studiowaliśmy wielokrotnie: krok tygrysa, złota poświata nocy, błysk oczu wilków, profil Bagiry. Wilkoń stworzył ilustracje  trójwymiarowe – ten świat ma głębię, to Wilkoniowa wersja malarstwa 3D. Nie mogłam długo wyjść z podziwu, jak to możliwe, że sierść wilków jest miękka, a zwierzęta i drzewa wychodzą z kadru.  – A księżyc wygląda jak oko – zachwyca się Maciek. Najpierw uznał, że to Wilkoń napisał „Księgę dżungli”.  – Ja go poznałem, pamiętasz, podpisał mi książkę na targach. Potem zainteresował się, czy Kipling żyje, i czy jego też mógłby spotkać.

Dżungla u Kiplinga ma swoje prawa.  Wszyscy im podlegają.  Trzeba znać zawołania plemienne, by przetrwać. Maugli porwany przez małpy zginąłby w ruinach świątyni, gdyby nie znał zawołania jadowitych węży. Wspaniała jest scena walki przyjaciół Maugliego: Bagiry, niedźwiedzia Balu i pytona Ka z małpami. To one maja najniższy status w dżungli, nikt się z nimi nie liczy, ale potrafią być groźne. Boją się najbardziej pytona Ka, który hipnotyzuje tańcem. Potrafi wprowadzić w stan otumanienia wszystkich oprócz Maugliego, który ma, jako człowiek, władzę nad zwierzętami. A jednak ludzie są tutaj niemal tak głupi jak małpy. Mieszkają tuz przy dżungli, a nic o niej nie wiedzą. Wierzą w przesądy i bajki, dla nich Maugli jest potworem i wilkołakiem.

– Maugli ma tyle samo lat co ja, siedem! – dziwi się Maciek. Tyle, że nie jest już dzieckiem. Najpierw wygnało go plemię wilków, a potem plemię ludzi. Bardzo przejmująca i piękna jest jego pieśń końcowa, pieśń samotnego wojownika, który nie ma domu. „Dwóch Mauglich jest we mnie” – śpiewa tańcząc na skórze Szir Chana. „Ciążą mi w sercu rzeczy, których nie rozumiem!”. Tak, on już nie jest dzieckiem, ma świadomość kim jest: obcym, odszczepieńcem i wyrzutkiem. Wielki smutek jest w pieśni Maugliego. –  Ale posłuchaj, co będzie dalej: „po latach stał się mężczyzną i znalazł sobie żonę…” – pociesza mnie Maciek na dobranoc.


Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Wilk-ipling czy Kiplin-koń, oto jest pytanie. Ale efekt wspaniały, co tu kryć.

  2. Wilkoń to mistrz! Aż trudno mi uwierzyć, że i mnie jego malarstwo towarzyszy od dzieciństwa, a przecież mam już swoje latka 😉 On musiał być wtedy bardzo młody. Ja podziwiam, że wciąż jest tak twórczy. Cudowne są jego rzeźby, tak samo jak malarstwo widać w nich miłość do zwierzątek i w ogóle sympatię do świata. Poznałam go osobiście w latach 80. – wtedy jego rysunki znakomicie sprzedawały się w Niemczech i w tam wydanych książeczkach dopiero widać było jego możliwości – Polska wtedy tak luksusowo nie wydawała i w ogóle chyba o nim na pewien czas zapomniała. Teraz nareszcie i tutaj dzieciaki mogą w pełni ocenić, na co go stać. Bardzo się cieszę!

  3. Errata – oczywiście powinno być „tak samo jak w malarstwie” 🙂

  4. Podrzucam link do antykwariatu, gdzie mnostwo propozycji dla sentymentalnych:
    http://www.raraavis.krakow.pl/Dzieciece4.htm

  5. @Marysia Świetlik

    Dziękuję, super witryna! 🙂