Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

28.02.2010
niedziela

Wiosenna słabocha

28 lutego 2010, niedziela,

Dzieci jej nie znają. Zima jest super, bo śnieg, a wiosną czekają na wakacje. A my dorośli na przednówku czasem tracimy siły. „Wiosenna słabocha” – pisał Białoszewski. Przypomniało mi się to w piątek, kiedy rozpakowałam dwie przesyłki z książkami. I dlatego, zanim wrócimy moich starych książek z dzieciństwa, chciałam wyjątkowo napisać o tych nowościach.

W pierwszej przesyłce znalazłam „Włosy mamy” Gro Dahle z ilustracjami Sveina Nyhusa, o depresji.  EneDueRabe wydaje skandynawskie książki, które oswajają dzieci z trudnymi tematami. Zapamiętałam  ich książeczkę o tacie, którego nie ma albo o śmierci ulubionego zwierzątka. Przeczytaliśmy „Włosy” wczoraj wieczorem. Historia tylko na pozór jest prosta. Mama Emmy ma najpiękniejsze włosy na świecie. Pewnego dnia jednak mama nie wstaje z łóżka, Emma jest na nią zła, a potem myśli, że to z jej winny. Włosy są zasupłane, skłębione, przytłaczają mamę, nie ma już w nich słońca. Emma wyrusza na pomoc ze szczotką. Sama nie dałaby rady,  na szczęście znajduje – we włosach, które są jak ciemny las – kogoś jeszcze. – Kim jest ten pan z grabiami? – pyta Maciek. Nie wiemy, czy to lekarz, czy jakiś wewnętrzny opiekun? Bóg? – Czy to włosy się powiększyły czy Emma się zmniejszyła? – pyta dociekliwy Maciek. To jest taka opowieść o chorobie – tłumaczę, bo jak wyjaśnić słowo metafora? Ważne jest to, że Emma przestaje czuć się winna. I to, że chce pomóc, ale sama nie dałaby rady. Potrzebny jest jeszcze ktoś dorosły.

A druga książeczka może być remedium na wiosenne zniechęcenie, a to dlatego, że trzeba ją sobie samemu opowiedzieć. Dwie siostry wydały kolejna książkę bez słów „Miasteczko Mamoko” Aleksandry i Daniela Mizielińskich.  Kolorowe plansze przedstawiają rysunki ulic, placów, domów, w których tętni życie. Szukamy sobie bohaterów, za którymi podążamy potem na kolejnych obrazkach. My wybraliśmy Zygmunta Kosmicznego, zielonego ufoludka i jak się okazało – mieliśmy rację. Nie zdradzimy dlaczego. Dość, że chodzi o zagadkę kryminalną. Tę książkę opowiadał mi Maciek, wędrując palcem po ulicach. Wyszła z tego świetna historia. A tymczasem niedzielne słońce przegoniło przedwiosenne smutki. Idziemy na spacer.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawa ta ksiazka, ktora trzeba sobie samemu opowiedziec:)
    Nie wiem czy sie nie powtarzam, ale znowu ta sama mysl mnie naszla wchodzac na Pani blog: przesympatyczne zdjecie. Czy to Pani z Mackiem? Piekna mame ma:)
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Do takich książek, które trzeba samodzielnie opowiedzieć, należy też „Gdzie jest tort?” The Tjong-Khinga…
    Pozdrawiam:)

  3. Bardzo lubię oglądać z Tymkiem książki bez słów – szczególnie te dobre 🙂 A na „Miasteczko Mamoko” czekaliśmy z niecierpliwością, gdy obejrzałam zapowiedź na stronie Hipopotamstudio. Mój prawie czterolatek bardzo lubi książki od oglądania wydane przez Muchomora (Jaki to miesiąc) i EneDueRabe (Gdzie jest tort? i zjawiskową „Gdzie jest moja siostra”), a ja lubię, gdy o nich opowiada.
    A z książek o rzeczach trudnych gorąco polecam „Mój dziadek był drzewem czereśniowym” Angeli Nanetti (NK). Tymek jest jeszcze trochę za mały na tę opowieść o dziadku, śmierci i chorobie, ale książka jest mądra, wzruszająca i po prostu ciekawa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przy marcowej pogodzie wiosenna słabocha u mnie, niestety, króluje:)

    @tsubaki – dziękuję za komplement:) Zdjęcie sprzed pół roku, wiec Maciek zdążył zmężnieć nieco:)

    @naczynie- gliniane @Karotka – nie „czytaliśmy” wcześniej książek bez słów i bardzo mnie zdziwiło, że Maciek natychmiast zaczął ją sam opowiadać. Rozpoznał konwencję:)) Teraz poszukamy następnych.

  6. wiosenna słabocha, podobnie jak jesienna deprecha, powinna mieć jakąś specjalną, pokrzywioną buźkę ;]

    pomysł książki bez podpisu bardzo interesujący, aż też poszukam, dziś Miko obracając samemu kartki w książce o Zygzaku McQueenie stwierdził, że czyta. to niech coś wreszcie przeczyta na głos…

  7. Psy czasem też dopada jakaś słabocha, ale wtedy układają sobie optymistyczną szczekankę i zaraz jest im – no, może nie silniej, ale przynajmniej weselej. 😉

    Czasem słabnie nawet ogon
    (to natury jakiś błąd),
    merda mu się dość ubogo,
    ledwo machy dwa pod rząd.

    Salcesonu boski zapach
    go nie wprawia w nagły ruch,
    smętnie zwisa gdzieś przy łapach,
    nie odgania nawet much.

    Lecz niech w progi ktoś zawita –
    miła pani, miły pan,
    ogon zrywa się bez pytań
    i w radosny rusza tan.

    Lepiej zwalczać więc słabości,
    nie warkotem albo kłem,
    tylko często miewać gości,
    zwłaszcza jeśli jest się psem. 🙂

  8. @foma- sok pomarańczowy antydepresyjny:)
    A Maciek nagle, bez ostrzeżenia, zaczął mi czytać na głos Stary Testament:)

    @Bobik – fantastyczna szczekanka! Dziękujemy. I rada, żeby miewać gości – bardzo nam się podoba. Podobnie jak ogonek oświaty:)