Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

14.03.2010
niedziela

Dobry diabeł

14 marca 2010, niedziela,

Zapamiętałam z tej książki tylko ilustracje, mroczne, „stasysowe”, ale to nie Stasys był autorem tylko niejaki Siulka, o którym nic nie wiadomo. Może to czyjś pseudonim? Okrągłe oczka, twarze ukryte w cieniu, czerwone usta z wyszczerzonymi zębami, droga, która zwija się w rulon, naszyjnik zamieniający się w węże –  wszystkie surrealistyczne konstrukcje z tych obrazków mam przed oczami. Chyba się ich trochę bałam, ale bardziej mnie fascynowały. Pamiętam też – okoliczności: czytałam „Małą złą czarownicę”  Vaclava Ctvrtka w pustym, nowym mieszkaniu na Bemowie, do którego zaraz mieliśmy się przeprowadzić. Za to sama historia gdzieś uleciała. Maciek, tak jak ja, studiował uważnie ilustracje Siulki. Nic tu zresztą nie straszy, nawet diabeł, bo choć wygląda jak trzeba: rogi, ogon i kopyta, to zło go wcale, ale to wcale, nie cieszy.

„Czarownicę” pewnie mało kto pamięta, ale Ctvrtka wszyscy znamy – jest autorem Rumcajsa, Żwirka i Muchomorka i chyba wszystkich czeskich bajek poza Krecikiem. Nic dziwnego, że „Mała zła czarownica” była dość niszowa – diabeł, piekło i palenie czarownicy, to nie są popularne tematy dziecięce. W rozmowie zeszło nam również na stosy. – To nie tylko w bajkach były czarownice? – dziwi się Maciek. – Tylko w bajkach, ale można było oskarżyć kobietę o czary. I to w twoim ulubionym średniowieczu.

Diabeł Mieszun przybywa z piekła, żeby zabrać czarownicę Agatę. Ta jednak wymyśla fortel, by zostać dłużej na ziemi. Znajdzie mu drugą, zamieni ją w czarownicę i dopóki czar będzie działać –  obie będą sobie żyły w spokoju. Potem zaś Mieszun wróci do piekła z dwiema. I tak śliczna królewna Marietka staje się złą czarownicą, a królewicz Marianek ze służką Tereską próbują ją uratować, a pomóc im bardzo pragnie nie kto inny tylko Mieszun. Ulubiona scena Maćka (narysował ją) to przemiana diabliska. W lochu, gdzie uwięziono Tereskę Mieszun zaczyna przestępować z kopyta na piętę i wzdychać. – Co ty tak sapiesz jak kowalski miech? – niepokoi się czarownica Agata. Tak, tak, diabeł właśnie zaczął współczuć. – Dobry diabeł, niemożliwe! – cieszy się Maciek. Rzeczywiście, ludzie w tej bajce  bywają znacznie od Mieszuna gorsi.

Dziś mieliśmy dzień śpiewający. Maciek już nie katuje wszystkich piosenką o smoczku, tylko wymyśla własne. Zaczęło się od hymnu geograficznego: „Zimbabwe, Mozambik, Zambia, Czad, Komory, Namibia…” , a teraz z pokoju dobiega mnie refren nowej piosenki „O tym, jak na górze grano, a z dołu wtórowano”. Brzmi znajomo, bo to tytuł ostatniego rozdziału „Małej złej czarownicy”. Bo wszystko skończyło się dobrze – tyle że z diabelską pomocą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. A jest jesce jedno „diabelsko” ksiązka pona Čtvrtka – Jak diabeł szukał dziury do piekła. I tamok tyz jest straśnie fajny diask. Tak fajny, ze kiebyk jo go spotkoł, to od rozu pedziołbyk mu, coby doł se spokój z tym piekłem, ino ze mnom w budzie zamieskoł. Co najwyzej w okolicy siarkom by zacęło pachnieć. Ale to nawet dobrze. Mojo wieś od rozu miałaby więkse dochody z turystyki, bo syćka by myśleli, ze momy wode zdrojowom w potoku 😀

  2. Ależ rysunek piękny! Diabeł – niesamowity! Gratulacje dla Maćka. 🙂

    Z dzieciństwa też pamiętam jedną książkę o diabłach. Niestety tytułu nie pomnę. Oparta na polskich bajkach. Czytałam zawarte tam opowiadania „z pewną nieśmiałością” i dreszczem. 🙄

  3. To może były „Kumotry Diobła”? I tam był taki przerażający dla mnie wizerunek śmierci, jako typowej Kostuchy

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Napiszę coś, co nie jest może odkrywcze, ale ktoś to musi powiedzieć głośno. Zdecydowanie bardziej wolę jak Gospodyni jest z nami, niż jak Jej nie ma i zajrzy jedynie raz na jakiś czas z nowym wpisem.
    Bo dziecięce zainteresowanie na pstrym koniu bryka i raz mogą pod rząd trzy książki w tygodniu przemknąć, napędzając czytelniczej uwadze porządnego pietra, a raz przez miesiąc ciekawsze będą rysunki i samochody spod okna. I dobrze. Ale uwaga dorosłych działa w nieco innych cyklach, przynajmniej moja. Stąd możliwość przyjemnej pogawędki nie uzależniałbym od tak nieprzewidywalnych czynników jak lektury herosa Maciejasa…

  6. @foma – przywołana do porządku gospodyni się stawia:))) Od razu:)

    @owcarku – nie wiedziałam, że Ctvrtk więcej o diabłach pisał. Ta czarownica nieco antyklerykana ma wymowę, bo najgorszy i najgłupszy jest tu pewien pustelnik:) Ale u Czechów to nic dziwnego:)

    @Małgosia i Margaret – dobrze się pamięta, to czego się baliśmy w dzieciństwie, prawda? Mnie przeraził film o wilkołaku „Księżyc śmierci”, spać nie mogłam:))

  7. o 🙂 i tak trzymać 🙂

  8. Dlaczego nie można prowadzić równoległego życia, albo czytać kilku rzeczy naraz? Bo tak chciałbym się w to włączyć, uczestniczyć w tym czytaniu na dywanie albo w łóżku przed snem. A przecież były czasy (dawno, dziś mam już po siedemdziesiątce), kiedy czytałem swojej córeczce powieści od deski do deski. Pamietam nawet, jak kiedyś kończyliśmy „Porwanie w Tiutiurlistanie” w sypialnym, koło Poronina, na koniec wakacji. Ciekawą formę ma ten blog, kto by pomyslał, ze bedzie bawił ,wciagał i wzruszał takiego faceta, jak ja? Róbcie tak dalej!

  9. Sporo tęgich głów nabiedzić
    się musiało, żeby
    na pytanie odpowiedzieć:
    lepiej być, czy nie być?

    A ja – gdzieś tak od niedzieli –
    inny mam dylemat:
    jeśli kogoś diabli wzięli,
    jest on, czy go nie ma?

    Ta rozterka błaha wcale
    nie jest, wbrew pozorom,
    gdy się wokół słyszy stale:
    uch, diabli mnie biorą!

    Zawsze kiedy człek tak krzyknie
    oko moje łzawi,
    bo się liczę z tym, że zniknie
    zaraz me vis-à-vis.

    Ktoś przez ciemnych mocy falę
    porwany w zaświaty
    nie powinien siedzieć dalej
    nad szklanką herbaty,

    lub nad filiżanką kawy,
    dmuchać, siorbać, mlaskać…
    Przecież on, na dobrą sprawę,
    nie tu, lecz u diaska!

    Ale siedzi, w wątpliwości
    pchając mnie odmęty:
    jak to z byciem takich gości
    jest – przez diabły wziętych?

  10. @Bobiku – fantastyczne podsumowanie diabelskich sprawek! Że też tak Ci się wspaniale rymują kwestie filozoficzno – językowe:))) Swoją drogą też mnie męczyło w dzieciństwie, o co chodzi z tym „diabli wzięli”:)

  11. ech, radość z obecności nader krótkotrwała… w takich chwilach zwątpienia aż kusi człowieka, by eskalować środki 🙄

  12. Eskalować środki brzmi bardzo groźnie, komisarzu! :)))

  13. czyli zgodnie z założeniem :)))

  14. Witam. Mam podobne wspomnienia dotyczące „Małej złej czarownicy”. W pamięci pozostały mi ilustracje, niesamowicie „budujące” nastrój. Czytałam tę książkę, mając 9 lub 10 lat. Nosiłam ją ze sobą, nawet do szkoły. Byłam pewna, że zilustrował ją Stasys, brakowało mi tylko jakiegoś „dowodu”. I znalazłam! Na stronie artysty (eidrigevicius.com) znajdują się fotografie jego ilustracji. Wśród nich wypatrzyłam dwie do książki „Mała zła czarownica”.
    Pozdrawiam serdecznie.

  15. Wspaniała książka mojego dzieciństwa.Niesamowicie wyostrzająca wyobrażnię.Ilustacje oddające mroczny klimat książki. Nawet po tylu latach pamiętam nastrój ,który mi towarzyszył podczas czytania tej książki.Koniecznie muszę ja mieć w swojej biblioteczce.

  16. Dziś odkryłam tę książke na półce w bibliotece. Aż mi dech zaparło! Moja książka z dzieciństwa! i ten diabeł na okładce! Woow! Muszę to przeczytać sobie i synowi starszemu!