Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

24.03.2010
środa

I ja zostanę Indianinem

24 marca 2010, środa,

Już wiem, czego szukam w tych starych książkach – siebie samej z dzieciństwa. Zrozumiałam to, gdy zaczęliśmy „I ty zostaniesz Indianinem” Wiktora Woroszylskiego, jedną z moich ukochanych książek. I teraz powoli zaczynam rozumieć, dlaczego ją tak lubiłam. Rzecz dzieje się na ulicy Chłodnej ( tam mieszkałam!). To był też mój pierwszy kryminał ( potem odkryłam „Kluskę, Kefira i Tutejszego” Jerzego Broszkiewicza) i pierwsza książka miejska, warszawska.  Wczoraj, po rozmowie o ulicy Solnej i Świerczewskiego ( dziś Al. Solidarności) postanowiliśmy z Maćkiem zrobić sobie spacer śladami Mirka,  właściciela pewnego tomahawka ( na rysunku indiańska broń znika z tornistra). – Czy ulica Karowa naprawdę wije się jak wąż? – pytał Maciek słuchając o nocnej wyprawie Mirka, który śledził bandziorów z białego Volkswagena i trafił za nimi w ruiny. Ten rozdział jest rzeczywiście mistrzowski i bardzo przypomina inny warszawski kryminał: „Złego” Tyrmanda.

Obawiałam się trochę, czy ta historia o jedenastoletnim chłopcu, który próbuje rozwikłać zagadkę dziwnego wujka i jego kompanów: pan Pępusia i Kąpiółki ( jest jeszcze Kolano, Szyjka i Paluch….) spodoba się Maćkowi. No i czy zrozumie tę zupełnie inną rzeczywistość, Warszawę z 1960 roku. Najpierw uznał, że jest trochę za dużo zagadek, potem zaś tak się wciągnął, że już rano, przed szkołą upewniał się, czy będzie wieczorem czytanie. Okazało się, że tłumaczeń nie potrzeba wiele, trochę szczegółów topograficznych i nieużywanych dziś słów. A co najważniejsze, nic a nic nie zestarzał się humor Woroszylskiego ( i ilustracje Butenki). Kiedy pan Pępuś wpakował sobie wszystkie parówki na raz, „kłapnął szczęką jak buldog i było po wszystkim” – Maciek nie mógł przestać się śmiać.

Na razie zostawiliśmy Mirka nocą podglądającego panów Szyjkę, Kolano i Palucha w ruinach. Na szczęście jeszcze dużo przed nami. A ponieważ z pamięci wymazują mi się wszystkie fabuły – czekam, co będzie dalej, z takim samym napięciem jak Maciek. I widzę siebie, dziesięcioletnią dziewczynkę, która też bardzo chciała zostać Indianinem (ale nie Indianką).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Akurat tak sie złozyło, ze jo te ksiązke o i-ty-zostaniu-Indianinem przecytołek nie jako sceniak, ba juz jako story pies. A kie cytołek, to zbocowołek hyrnom piosnke, co to jom pon Gołas z ponem Kobuszewskim śpiewali. Ze potwierdzają to setne przykłady, że westerny wciąż jeszcze są w modzie. Od rozu jasne dlo mnie było, ze ta powieść pona Woroszylskiego to właśnie jeden z tyk setnyk przykładów 😀

  2. O, a ja tej książki nie znam, trzeba się zainteresować. Natomiast Woroszylskiemu bije pokłony za „Cyryl, gdzie jesteś?”, chociaz dla Maćka może to być ciut za powazne (jeszcze).

    Jesli deteytywistyczne dla dzieci i młodzieży, to może „Tajemnica zielonej pieczęci” Ozogowskiej?

  3. Wobec książki Woroszylskiego mam mieszane uczucia – walorem jest mistrzowska (jak zawsze) kreska Butenki i kilka błyskotliwych fragmentów (np. nawrócenie Szyjki), ale na końcu Indianie okazują się przecież milicjantami pod przykrywką, co już jako dziecko odbierałem z ponurą miną i bólem w duszy.

    Lepiej już sięgnąć po prawdziwie „indiańską” literaturę – koniecznie „Winnetou” Maya i „Ziemię Słonych Skał” Sat-Okha, warto też „Gwiazdę Mohawka” Yackta O’ya, czy (za parę lat) I i II tom „Złota Gór Czarnych” Szklarskiego. Można pominąć produkcję J. L. Okonia o wodzu Tecumsehu i jego polskim przyjacielu, bo jest strasznie przaśna, ale nie można – to naprawdę majstersztyk, do którego nawet Mayowi daleko – przejmujących opowiadań Nory Szczepańskiej, choć to też już lektura na lat, powiedzmy 10+. Jasne, w tekstach o Indianach zawsze znajdzie się przemoc, ból, śmierć – ale jest też szlachetność, jedność z przyrodą i wolność.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Do literatury indiańskiej – szeroko pojętej – dorzuciłabym też Curwooda, ale to za parę lat (chociaz ja trylogię „Łowców” przeczytałam chyba w wieku 12 lat i bardzo mi sie podobała). A jak Szklarski, to wśród „Tomków” – „Tomek na wojennej ścieżce”.

  6. Są jeszcze książki Wiesława Wernica („Słońce Arizony”, „Colorado” itd.). Naśladował Maya, ale May też przecież naśladował Coopera 😉 Niestety moje dzieci kompletnie nie interesują się Dzikim Zachodem … chyba już przebrzmiała ta legenda.

    A co do dziecięcych kryminałów, to przypominam sobie „Zorro załóż okulary” Marty Tomaszewskiej. Sopot epoki big-beatu – bohaterowie grają koncert na tekturowych gitarach, a muzyka idzie z playbacku … całkiem jak w XXI wieku 🙂

  7. witam!!! 🙂

    jedna z tych ksiazek ktore pamietam i juz 🙂

    i jak slysze Woroszylski lub Butenko to otwiera sie klapka „i ty zostaniesz indianinem”,a czytalem ja prawie 50 lat temu,do tego film w szczecinskim
    kinie” Delfin”,poranek dla dzieci i mlodych wiekszych,coniedzielna tradycja
    czasow przed powszechna „wladza” tv
    („ksywki” bohaterow przepyszne )

    pozdrawiam 🙂

  8. @demonka: 100% racji, „Tomek na wojennej” i fantastyczny Curwood to też pozycje obowiązkowe, choć ten drugi faktycznie na za parę lat.

    Z polskich „indianistów” dopisałbym jeszcze Adama Bahdaja z całkiem przyzwoitą westernową powieścią „Czarne Sombrero”. Jest jeszcze „Mały Bizon” Arkadego Fiedlera (z narracją indiańskiego chłopca), ale zawsze wydawał mi się strasznie smutny – bo najbliższy prawdziwej historii indiańskiego losu.

    BTW – przed laty Polityka miała świetny artykuł na temat polskich twórców literatury indiańskiej, pluję sobie w brodę, że nie zapamiętałem bliższych danych, można by do listy dopisać jeszcze to i owo.

  9. No to, ostomili, nie mozemy w takim rozie przemilceć pona Sygurda Wiśniowskiego, siumnego podróznika i awanturnika, ftóry Dziki Zachód na własne ocy widzioł. A co tamok uwidzioł, to piknie opisoł. Ale mi z „dzikozachodniej literatury” najbardziej to sie chyba spodobało Austin Papers. To taki zbiór korespondencji osadników w Teksasie z casów, kie to Hamerykanie dopiero zacęli sie tamok osiedlać. Na mój dusiu! Co drugi z tyk listów to gotowy scenarius do łesternu! I to w dodatku prowdziwe historie, a nie wymyślone przez jakiegosi holiłudzkiego scenarzyste! No, ale dosyć juz tego godania. Bo kie owcarki o Dzikim Zachodzie sie rozgodajom, to nie prędko skońcom… Ba to nie mojo wina, ze Poni Justyna wyryktowała łesternowy wpis 😀

  10. dodam jeszcze cos 🙂

    Macku,jak juz przeczytacie Woroszylskiego i detektywi „miejscy” zapelnia
    Twoja glowe to popros mame o „Emil i detektywi” pana Kästnera, tam
    „miejscy” detektywi buszuja ulicami Berlina szukajac zlodzieja 😀

  11. Widzę, że mamy mnóstwo świetnej indiańskiej literatury do przeczytania! A czy dziś ktoś taką piszę? Może mit indiański nie jest już dziś tak ważny?

    @owcarku – westernowy wpis 🙂 Korespondencje osadników – to musi być bardzo ciekawe! Widziałam świetną wystawę o gorączce złota, w ciągu kilku dni zaludniła się cała Kalifornia!

    @demonka – Cyryl ( z Butenką ) już czekają:)

    @seiendes – racja z tymi milicjantami:) Ale jaka Warszawa! A do klasyki sięgniemy:)

    @facet Bydgoszczy – może Dziki Zachód zamienił się w kosmos? I dzieci teraz o tym marzą?

    @rysberlin – no właśnie, jeszcze był film, chyba go nie widziałam. O tak: „Emil i detektywi” – świetne i miejskie:))

  12. Psu zostać Indianinem niełatwo, mimo chęci.
    Poza tym niepoważne to trochę przedsięwzięcie –
    gdy tylko o tym myślę, od razu śmiać się muszę:
    jak by wyglądał jamnik z indiańskim pióropuszem,
    lub pudel z tomahawkiem? Któż serio by traktował
    boksera, co w wojenny wzór ogon pomalował?
    Dalej, męczarni pale. Świat Indian z nich jest znany,
    lecz ja nie jestem do nich szczególnie przywiązany.
    A już ten pomysł dla mnie jest wręcz zatrważający,
    by pies po świecie biegał z imieniem Byk Siedzący. 😯

    Lecz zostać detektywem – i sławnym na dodatek?
    O, na to od szczenięctwa pies każdy ma zadatek,
    czy Kraków to, czy Paryż, czy może Saragossa,
    nikt inny do przestępców takiego nie ma nosa.
    Gdy psu na miejscu zbrodni przytrafi się robota,
    potrafi zaraz szczeknąć: „to przecież sprawka kota!
    I zaraz wam wyjawię, bom w ciemię nie jest bity,
    że się nazywa zbrodniarz ten straszny – Makawity!
    Bo gdy nie widać śladu oblicza ni postury,
    na pewno Makawity w tym maczał swe pazury.”
    Naczelnik szybko prasę na konferencję wzywa:
    „wykrywalności przestępstw nam znowu wzrosła krzywa!”
    a pies pozwala sobie na taką przyjemnostkę,
    że śpiewa „o, radości!” i wącha przy tym kostkę.

    Pomniejsze płotki również pies łapie bez problemu,
    wszak gdyby ich nie złapał po nocach spać by nie mógł,
    więc kryminalistyka, podobnie jak opera,
    wrodzony talent ceni i na psach się opiera. 😉

  13. Zasiada przy ognisku wódz wielce znany na prerii.
    Nie wymysł ci on prasy, ni pisarskiej inżynierii.
    Zasiada, zapach wciąga w nos, co z kotła w górę leci,
    Opowiem wam Indianie coś, com mówił już do dzieci:

    Było sobie taki mały stwór, na czterech łapach kicał
    A byle co mu z gęby szło, to każdy się zachwycał.
    I słusznie, bo nie żaden szczek, ni jęk, lecz te, no, słowa
    jęzorem wiązał tak, by się mógł każdy rozkoszować.

    Szczególnie zaś działał na squaw, wyznam wam ja uczciwie.
    i bieda z tego, bo ktoś go powiesił na cięciwie,
    naciągnął łuk i tenże stwór, już w dali szybko znika.
    Tak oto nagle skończył się western z rolą Bobika.

  14. I otóż, droga dziatwo, to koniec bynajmniej nie był,
    bo po tym locie Bobik nie został kawałkiem gleby,
    tylko zdołało zębami zahaczyć się to zwierzę
    o – trzeba przyznać – przyjemne miejsce w blogosferze,
    mniej więcej tam, gdzie rośnie kaktus i „Polityka”.
    I tu się zaczął kolejny western z udziałem Bobika… 😉

  15. Ktoś tu wspomniał Kastnera. To dobry pisarz. Niedawno ja- starzec nad grobem- przypomniałem sobie „Emila… Słyszałem, żę zostawił świetne dzienniki. Wydajmy, co_

  16. Wspomniane już kilkakrotnie książki Kaestnera zasługują na odrębny wątek z wielu powodów – osobiście, oprócz „Emila” polecam mile absurdalny „35. maja”, ale przede wszystkim – „Latającą klasę”, prawdziwą perłę literatury o chłopięcej przyjaźni, gdzie trzeba trzaskającą humorem, gdzie trzeba smutną, i, last but not least, fantastycznie ilustrowaną przez J.M Szancera.

    To jedna z tych książek, w której nie ma co się zestarzeć, pozbawiona więc sztuczności przekazu. To też ważna lektura z innego powodu – pozwala dziecku przekonać się, że Niemcy (lat 20/30) to niekoniecznie o kilka lat młodsza wersja tych z „Czterech pancernych”, wrzeszczących i strzelających do czego popadnie.

  17. Od Indian do Kästnera… „35 maja” był jedną z ukochanych książek mojego dzieciństwa. A jak wzięłam ją do ręki po latach, to…
    „…jakiś pan, który jechał przed nimi na chodniku, zszedł nagle na bruk, wyjął słuchawkę telefoniczną z kieszeni palta, wymienił jakiś numer i zawołał:
    – Słuchaj, Gertrudo, spóźnię się dzisiaj o godzinę na obiad! Muszę wstąpić jeszcze do laboratorium. Do widzenia, skarbie! – Schował kieszonkowy telefon, wszedł na ruchomą taśmę i czytając pojechał dalej”.
    Przypominam datę pierwszego wydania: 1932 😯

  18. witam !!!

    korniszon egipski,czy myslisz o „Notabene 45″?w ktorej E.Kästner opisuje”wyjscie” z Berlina?

    seieides,Dorota Szwarcman,oczywiscie” 35 Maja,albo…” przeciez tylko 35 Maja zdarzyc sie to moglo 😀

    ciekawostka

    pozdrawiam deszczowo 🙂

  19. Witam! Mój mąż z werwą zaczął czytać synowi innego ‚starocia’, czyli książkę ‚Chłopak na opak’ Ożogowskiej i nie zaraził go swoim entuzjazmem.
    A ze współczesnych dziecięcych opowieści kryminalnych dla młodszych dzieci, polecam serię Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai – Martina Widmarka i Heleny Willis. Szwedzki bestseller.

  20. Rymowane westerny z udziałem Bobika i Fomy to prawdziwa uczta:)
    Zresztą rację ma Bobik – tak naprawdę chodzi o to, by zostać detektywem, a nie Indianinem.

    @rysberlin, seiendes , korniszon, Dorota – Kastnera bardzo lubimy, zwłaszcza równik z zardzewiałej blachy:)

    @Zorro – zaglądam na bloga:) Ożogowska – tak, kilka świetnych książek i moja ulubiona lektura jedzeniowa „Chłopak i dziewczyna, czyli heca na 14 fajerek”:)

  21. Co do Siedzącego Byka, o ftórym Bobicek zbocył, to on sam w sobie jest rymowanym łesternem. Bo Siedzący Byk w języku Indian Dakota to – Tatanka Yotanka (poetyckie tradycje w rodzinie tego wodza musiały być dosyć silne, bo ojciec tego hyrnego Siedzącego Byka nazywoł sie tak samo).

    Ba tym rozem jo tutok wpodłek nie po to, coby Dziki Zachód poprzemierzać, ino – jako, ze nie wiem, kie wpodne następny roz – juz dzisiok zycyć Poni Justynie, Maćkowi i syćkim tutejsym blogowicom – PIKNYK I WESOŁYK ŚWIĄT!!! 😀

  22. slonecznych,wesolych,pogodnych swiat 🙂 😀

  23. @owcarku – Tatanka Yotanka – kapitalne:) zgłoszę się po konsultacje, jeśli bym coś o indiańskich sprawkach chciała w Polityce pisać.

    @rysberlin – Wesołych!

  24. Gdybym był barankiem w bielutkich kudełkach
    w życzeniach mych smaczne byłyby ździebełka,
    lecz że psa nie cieszą żadne oziminy,
    życzę smacznych jajek, a zwłaszcza wędliny! 😀