Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

27.06.2010
niedziela

Uśmiech Królowej Nocy

27 czerwca 2010, niedziela,

Od kiedy szkoła się skończyła rytm dnia ustalają mecze. Maciek jako futbolowy neofita (to jego pierwszy mundial) przy śniadaniu i obiedzie mówi tylko o fazie pucharowej (dopiero wieczorem wchodzimy w inny świat, ale o tym na razie sza, bo jesteśmy na początku książki). Wczoraj na szczęście, pomiędzy Urugwajem – Koreą a Stanami – Ghaną udało mi się zaproponować coś całkiem, ale to całkiem innego: operę „Czarodziejski flet” Mozarta sfilmowaną przez Bergmana w 1974 roku. Bardzo lubiłam ten film w dzieciństwie, nawet na bal w przedszkolu zażądałam płaszcza Królowej Nocy w gwiazdy i księżyce.

Bergman sfilmował przedstawienie operowe. Widzimy nie tylko scenę, ale zaglądamy też za kulisy, gdzie w czasie przerwy aktorzy czytają komiksy, grają w szachy i palą papierosy. Obserwujemy też widownię i pewną dziewczynkę, która z przejęciem ogląda przygody Tamina i Paminy, Papagena i Papageny. Artyści śpiewają po szwedzku, czytałam więc Maćkowi napisy po angielsku, co było dość żmudne, bo tekst składa się z podniosłych haseł o miłości, cnocie i odwadze. A Maciek popędzał: – Tłumacz, mama, no przegapiłaś, nie nadążasz! Rzecz go bardzo wciągnęła,  mimo że frazesy o miłości niebiańskiej i losie człowieka musiały brzmieć dla niego całkiem egzotycznie.

Tamino od Królowej Nocy dowiaduje się, że zły Sarastro porwał jej córkę. Matka prosi go o pomoc, Tamino zgadza się, bo zakochał się w Paminie. Towarzyszy mu ptasznik Papageno. Dostają na drogę czarodziejski flet i dzwoneczki (ich dźwięk znamy z ulubionej pozytywki Maćka). Na miejscu okazuje się, że wszystko wygląda inaczej. Sarastro jest ojcem Paminy i wcale nie jest zły. Jest władcą światła i rozumu, a Królowa Nocy, jego dawna żona, zazdrości mu władzy. Ona reprezentuje świat czarnoksięski, dzikie emocje i żądzę zemsty. Każe Paminie zabić Sarastro – to chyba najsłynniejsza jej aria (poniżej), w trakcie której zamienia się w potwora, a właściwie w boginię zemsty – Erynię. Pamina wybiera jednak króla rozumu i razem Taminem przechodzą próby: milczenia, ognia i wody przypominające wtajemniczenie wolnomularskie.

Wszystko to jest dość zawikłane.  – Skoro jest jej ojcem dlaczego ją porwał? Skoro to jego dawna żona, to dlaczego się nienawidzą? – Maciek nie rozumiał wątków rodzinnych. W ostatecznym starciu światła i ciemności Królowa Nocy, zbuntowana kobiecość, zostaje pokonana, a zwycięża patrialchalny rozum. Bergman jest wierny XVIII – wiecznemu librettu, na szczęście otwiera furtkę tajemnicy, bo na końcu pokonana Królowa Nocy uśmiecha się! Jakby to była część gry, inscenizacja.  I to przecież dzięki jej czarodziejskim instrumentom wszystko kończy się dobrze. Zresztą miłość, o którą tu chodzi, też ma swoja stronę zmysłową, nocną. – Mamo, a co na tych dzwonkach jest narysowane – pytał Maciek na widok pary w pozie niedwuznacznej. 

I właściwie dlaczego Królowa  ma się podporządkować władzy Sarastra? Dzisiaj Królowa Nocy wydaje się silną, fascynującą buntowniczką. I to jej arie mają najwyższą temperaturę. Gdybyśmy teraz urządzili sobie domowy bal przebierańców Maciek byłby Papagenem z dzwoneczkami, a ja, tak jak w przedszkolu – Królową Nocy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Taki ponury tekst wyśpiewany takim pięknym, czarownym głosem.

  2. No, niestety, jutub mnie zepsuł. 🙄 Jak słyszę arię Królowej Nocy, zaraz mi się przypomina śpiewający Menino i jestem rozbawiony, a nie sponurzony. 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=sWh_2Iit3Ek
    Zresztą, ja w ogóle do oper mam stosunek nie tak stuprocentowo poważny (ale za to twórczy, nie wyłącznie konsumpcyjny!), w czym zapewne niemałą rolę odgrywa udział w życiu biesiadnym na blogu muzycznym „Polityki”. 😆

  3. Bobiku, kapitalne wykonanie:)) Maciek zachwycony, właśnie zapytał, czy potrafię zakrakać arię Królowej Nocy:))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Widzę, że Maciek potrafi docenić Prawdziwych Artystów. 😎 To wobec tego specjalnie dla niego jeszcze jedno rrrewelacyjne (i bliższe mi gatunkowo) wykonanie, choć już nie tej opery. 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=LdH4wDdQlEk

  6. Fantastyczne! Śpiewanie przypomina ciut chłeptanie?
    A muzykalność zwierząt to w ogóle osobny temat. Koty przy wysokich dźwiękach strzygą uszami:))

  7. Koty, koty! 👿 Muzykalność psów to jest dopiero…
    Ja sam jestem wybitną artystą wokalną, co może potwierdzić osoba tak kompetentna, jak Pani Kierowniczka Szwarcman, a ponadto gram na wszelkich instrumentach, jakie mi wpadną w łapy. Na fortepianie na przykład:

    Bobikowi w żłoby dano
    w jednym forte, w drugim piano.
    Cóż ma począć biedna psina?
    I na jedno cieknie ślina,
    i to drugie się podoba,
    lecz jak zagrać naraz oba,
    lub wysłuchać równocześnie?
    To się uda tylko we śnie,
    nie na jawie, co się łudzić.
    Proszę zatem mnie nie budzić,
    bo wieczorem dziś mam w planie
    senną grę na forte-pianie. 😉

  8. Szanowna Pani Redaktor,

    na kanwie Pani artykulu chcialbym poruszyc problem oddzialywania muzyki na wyobraźnię słuchacza. Problem nie polega na oddzialywaniu konkretnego utworu, tylko na stworzeniu pewnej wrażliwosci na otaczjący nas świat za pomocą muzyki wlasnie, za pomocą stałego z nią obcowania. To, ze muzyka tę wrażliwosć wyostrza i ksztaltuje to jest oczywiste. Interesujace jest to, ze czyni to niejako posrednio, dajac nam mozliwosc lepszego i pelniejszego tego świata postrzeganie i nie narzuca bezposrednich konotacji, tak jak szeroko rozumiane video.
    Z tego punktu widzenia opera daje najpelniejsze środki, poniewaz polączenie muzyki i doznan wizualnych wczytuje sie w pamięć najpelniej.

    Łączę wyrazy szacunku
    woron
    http://www.woron.org

  9. Mówienie o kotach to było rzeczywiście faux pas:) chętnie bym koncertu Bobikowego posłuchała. Śliczna ta senna gra na forte -pianie:)

    @Szczepanie – o tak, ta aria Królowej Nocy tak nam się wbiła w pamięć, że teraz nie możemy się od niej uwolnić:)

  10. Istnieją dość dokładne relacje z moich koncertów. Na przykład ta – nieomal jakby się przy tym było. 😉

    Koncert zaraz czas zacząć… Bobik zastrzygł uchem,
    skoczył i nader zgrabnie w locie złapał muchę
    (bo rasowy artysta, jak go doszły słuchy,
    na koncercie wystąpić nie może bez muchy),
    odrzucił lok znad czoła, kurs bezbłędnie wziął ku
    scenie, podwinął ogon i zasiadł na stołku,
    po czym, wpatrzony w nuty niby w udko kurze,
    z wdziękiem położył łapy dwie na klawiaturze
    i zagrał…
    Pierwsze takty bobiczej muzyki
    obudziły drzemiące w fotelach jamniki,
    co psilharmonii będąc stale bywalcami,
    siedziały w pierwszym rzędzie, przed innymi psami.
    Zaczęło się szczekanie smętne i płaczliwe,
    jakby na salę wpuścił ktoś borsuki żywe,
    bo borsuk ma tak dziwną władzę nad jamnikiem,
    że ten głos z siebie daje jak po strunach smykiem.
    Od razu, nie czekając i nie myśląc wiele,
    włączyły się z przeciągłym wyciem trzy spaniele,
    które dźwięki umiały modulować świetnie,
    przez to, że swemu panu podwędziły fletnię.
    Za chwilę dog zaszczekał, najgrubiej jak da się,
    głosem, co zdał wzorować się na kontrabasie,
    setery ogonami posępnie zamiotły,
    warcząc równo, miarowo, jak bębny lub kotły,
    a wyżły, wspominając sznycle i kotlety,
    tony z gardeł wydały słodkie niczym flety,
    lecz zaraz ową słodkość zmącił pomruk srogi,
    bo trąbiąc się do akcji włączyły buldogi.
    Na to, gdy już zaczęły się numery dęte,
    york z yorkową oboje gruchnęli lamentem,
    co niejakie współczucie wzbudził między psami,
    uspokoił nastroje i stopniowo zamilkł.

    Bobik, ciągle na scenie i z muchą pod szyją,
    czekał, kiedy się wszyscy wywarczą, wywyją,
    wyszczekają… gdy wreszcie instynktu porywem
    wyczuł, że teraz solo grać może prawdziwe,
    to tak dał po klawiszach i tak się rozbrykał,
    że aż przeszło po sali coś jak woń befsztyka
    i każdy pies, co nie był na uszy kaleką,
    szeptał w trwożnym zachwycie: Mistrzu, jeszcze deko!
    Wtedy Bobik – artysta, koneser i smakosz –
    się oblizał, wykonał swój ostatni akord
    i za nic sobie mając brawa oraz bisy,
    na pasztetówkę szybko pobiegł za kulisy. 😀

  11. Cz Bobik ma na nazwisko Machnacki? („Citoyennes! Pasztetem pachnie w tej sali!”).
    Machaj, Piesku, machaj!

  12. brawa dla Bobika!