Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

12.08.2010
czwartek

Biały kret i Terminator

12 sierpnia 2010, czwartek,

Bułgarski upał nie przeszkadza nam w czytaniu. Przeciwnie,  tutaj wreszcie mamy czas. Rano tuż po przebudzeniu częściej niż wieczorem, bo dzień kończy się późno. Za to pisanie czegokolwiek idzie z wielkim trudem przy 35 stopniach.  Myśl rwie się zanim się jeszcze wykluje. I tylko chce się wskoczyć do morza. Maciek w różowych okularkach pływackich właśnie przepłynął swoje pierwsze dwa metry pod wodą. Na plaży ni stąd ni zowąd przypomniała  mu się piosenka z „Rodu Ardenów” Nesbit : „Pamiętać zawsze wypada o dniu piątym listopada, ach zdrada była to zdrada….”. Z żalem skończyliśmy „Ród”. Cała rodzina wciągnęła się w przygody Edreda i Efrydy.

Okazało się, że podróże w przeszłość mają swoją cenę. Elfryda w czasach Spisku Prochowego nieopatrznie zdradziła, że zna nazwiska spiskowców i tak rodzina Ardenów trafiła do Tower. Od tej pory Elfryda postanowiła nie uczyć się historii tak pilnie. Dzieci, od kiedy zaczęły podróżować w przeszłość,  zastanawiały się, czy można coś w niej zmienić.  I rzeczywiście spróbowały ostrzec Annę Boleyn, drugą żonę Henryka VIII, że jej mąż będzie chciał ją ściąć. Ocalić królowej nie udało się, a sami musieli szybko uciekać, bo król wysłał za nimi pościg. I tak nasza rozmowa zeszła ma film „Terminator” ( nie, nie zamierzamy go na razie oglądać:)) i na postać wysłaną z przyszłości, by zmienić przeszłość, ochronić przywódcę powstania, kiedy był jeszcze dzieckiem.  – A może niedługo ludzie będą mogli przenosić się w czasie? – zainteresował się Maciek.  – I może ja wymyślę maszynę do takich podróży? Maciek chciałby się przenieść w bardzo daleką przeszłość, bo aż do czasów dinozaurów.

W „Rodzie Ardenów” nie tylko Edred i Elfryda podróżują między wiekami. Jest jeszcze jeden chłopiec Dick z XVII wieku, który odwiedził też ich czasy. To on wygłasza na koniec zaskakujące oskarżenie XX wieku. Mówi, że to właśnie wtedy najbardziej wykorzystuje się człowieka, który niewolniczo pracuje za grosze. I że woli swój XVII wiek. Edreda i Elfrydę bardzo zaskoczyło, że Dick nie docenił elektryczności, kolei żelaznej, cywilizacji. Podobnie zaskoczony może być czytelnik, bo okazuje się, że ta książka jest w gruncie rzeczy bardzo poważna ( choć i czarodziejska) . –  A ty chciałabyś urodzić się w XVII wieku? – zapytał mnie Maciek. – Raczej nie. Nawet w czasach Edith Nesbit  nie chciałabym, bo miałabym przed sobą dwie wojny.

Zakończenie nas wzruszyło. Dzieci wykorzystują czarodziejską moc, żeby odszukać swojego ojca. Od razu przypomniała mi się „Mała księżniczka” F. H. Burnett, w której ojciec Sary nie żyje, zaś na końcu niespodziewanie pojawia się jego przyjaciel. W brytyjskiej prozie początku wieku ojcowie są często nieobecni – biorą udział w ekspedycjach, dalekich wojnach na obrzeżach imperium, służą w Indiach. Oni są tym skarbem najbardziej poszukiwanym. Maciek nie mógł uwierzyć, że przygody Edreda i Elfrydy się skończyły. – Czy spotkają jeszcze białego kreta? – Tak, obiecał im przecież, że będą go widywać codziennie przy śniadaniu – na rodowych łyżkach i widelcach. To jednak Maćka, podobnie jak Edreda i Elfrydę, wcale nie zadowoliło.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Droga Pani,
    pomyliła Pani książkę z filmem – mówię tu o „Małej księżniczce”. W filmie jest happy end – powracający tatuś (zresztą realia są też zmienione), zaś w oryginale, czyli książce Sara trafia do przyjaciela zmarłego ojca. A za Edith Nesbit też przepadam!
    Pozdrawiam

  2. W „Malej ksiezniczce” ojciec nie zaginal, ale zmarl.
    Opiekunem Sary zostaje przyjaciel jej ojca, ktory namowil kapitana Crewe na inwestycje w kopalnie diamentow, stajac sie porednio przyczyna smierci.

  3. To duża frajda zajmować się dzieckiem, widzieć jak radośnie „zdobywa” nowe umiejętności jak chętnie się uczy i poznaje świat. Jak się wygłupia, papla, małpuje, uśmiecha czy obraza się. Wspólne pływanie, nurkowanie, najpierw w basenie a później już „dorosłe”, sanki, narty, książki, opowiadania, „czarodziejska latarnia” z rytuałem przygotowań, budowanie zamków z piasku czy rzeźby w śniegu. I tysiące innych rzeczy robionych razem z dzieckiem.

    Czasem zastanawiam się dlaczego szkoła zabija chęci poznawcze dzieci?
    Dobrze, ze szkole nie udało się odebrać dzieciom przyjemności przebywania ze sobą, chociaż dużo robi w tym kierunku. Ta bezsilność, jak było się tłamszonym przez belfra „czy jesteś jej/jego adwokatem?” gdy stawało się w obronie kumpla. A wredne, najczęściej, babsko wiedziało ze uczeń miał racje ale ona może.

    P.S.
    Czy zna/ma pani jakąś wygodna pozycje do czytania ? Jak tak, to prosiłbym o podzielenie się. Ta na zdjęciu jest bardzo mecząca.

  4. @buggy_swires i Shigella – racja, to z upału mi się pomyliło, już poprawiałam, dziękuję:)

    @Adam 2222 – mam nadzieję, że szkoła nie odbierze nam radości wspólnego czytania. Przeszliśmy pierwszą klasę i nic się nie zmieniło, oby tak dalej:) Może też sama szkoła się ciut zmieniła od czasu, gdy ja byłam dzieckiem i rzeczywiście straciłam dużą część fantazji, kiedy zaczęłam być uczennicą. A wspólne czytanie najprzyjemniejsze jest oczywiście w łóżku:))

  5. Poni Justyno, na Poni politykowy adres wysłołek imeila w imieniu własnym i syćkik Indian Dzikiego Zachodu 😀