Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

5.03.2011
sobota

Czytacz niepospolity

5 marca 2011, sobota,

Wyobrażacie sobie życie bez czytania? Ponoć połowa Polaków nie sięga po książki w ogóle. Mają inne rozrywki: przepastny internet, gry, komórki. Jeśli dorośli nie czytają, to dziecko pewnie też będzie trudniej zachęcić do książek. – Nawet w poczekalniach do lekarza nie widać nikogo z książką – zauważyła znajoma. A przecież czytania nie da się zastąpić. – Tylko czytanie, poza wszystkimi innymi zaletami, uspokaja –  twierdzi moja mama. Teraz czytanie dobrze mi się komponuje z karmieniem niemowlaka (pisanie jest trudniejsze, bo ledwo się człowiek skupi na czymś, to już trzeba wracać na posterunek). Kiedy nie ma w okolicy żadnej książki, oko szuka czegoś do czytania i niemal wszędzie coś znajdzie.  Pożywką dla czytacza mogą być nie tylko stare gazety, ale etykiety, opakowania, reklamy, instrukcje – wszystko.  Oczywiście, nie wynaleziono nic lepszego niż książka. W internecie krąży parodia reklamy: oto ostatnia technologiczna nowość, która nie potrzebuje zasilania ani baterii…

 

Czy my, czytacze maniakalni, jesteśmy naprawdę gatunkiem wymierającym?  Tak rozmyślając położyłam na biurku Maćka nowe książki: wznowienie „Raz czterej mędrcy” Antoniego Marianowicza z ilustracjami Janusza Stannego i „Zwierzaki cudaki”  Bibi Dumon Tak, obie z wydawnictwa Dwie Siostry.

Następnego dnia rano przy śniadaniu Maciek czytał nam na głos o  bardzo dziwnych stworzeniach: ośmiornicy – kocu, jaszczurce Jezusa Chrystusa i o Latimerii, rybie z łapami. Okazało się, że czarna wdowa to naprawdę wdowa, bo pożera samca. A o żuku gnojarku przy jedzeniu nie czytaliśmy. Za to absurdalne wierszyki Marianowicza dobrze komponowały się ze śniadaniem. „Raz wrona cały dzień siedziała na skale – a gdy odfrunęła, nie było jej wcale.”   – To takie oczywiste, ze aż śmieszne! – ucieszył się Maciek. Podobał mu się dziwny pan, co na głowie nosił dzban i kruczek, który niby nie żył, ale się jednak bawił ze swoją panią. A wszystko oczywiście narysowane świetną kreską Stannego. Śniadanie zjedliśmy, książki przeczytaliśmy. Na koniec Maciek się zaniepokoił: – A gdzie jest ulotka z pudełka ptasiego mleczka? Przeczytałbym sobie… No tak, on też już należy do tego wymierającego gatunku cudaków o wdzięcznej nazwie: czytacz niepospolity.

http://2.bp.blogspot.com/_QDsJ5PmmTHQ/TUHju0ITG7I/AAAAAAAABfs/0LXYvQ6hrSc/s1600/4m_okladka.jpg

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 33

Dodaj komentarz »
  1. No i widzisz, nie wymierają, a rodzą się nowi.

  2. Dużo czytam, chyba za dużo, kosztem kontaktów z żywymi ludźmi i dlatego wyobrażam sobie życie bez czytania. To może być nawet lepsze życie niż z książkami.

    Książki są bardzo ubogą formą odwzorowania rzeczywistości. Jeden z kolegów opowiadał mi ostatnio, jak wspaniale gotowała jego babcia. Niestety kobieta już nie żyje, przepisów nie spisała, przepadły. Szkoda – pomyślałem – że nie zapisała tych przepisów, ale też przyszło mi do głowy jak ubogie są treści w książkach kucharskich w porównaniu z wiedzą i umiejętnościami babci. Cóż z jej wyczucia smaku dałoby się zapisać? Dlaczego nie nauczyła gotować dzieci i wnuki?

    Nikt nie czyta w poczekalni u lekarza? Ale może rozmawiają… Milczą? – To dopiero problem. Dlaczego milczą? Boją się? Każdy sam zmaga się ze swoim strachem? Mogliby od tego lęku uciec w świat książki, ale chyba lepiej porozmawiać, wesprzeć się wzajemnie… Najlepiej z towarzyszem siedzącym obok w tej samej poczekalni, ale można też przez gadu-gadu, z laptopa połaczonego z internetem, z kimś bliskim, kto nie może być fizycznie obok. Można być razem przez internet. Bardziej niż przez książkę.

    W internecie może być wszystko, to co jest w książkach. I wierszyki i rysunki i mnóstwo innych treści. Nic nie musimy tracić odkładając papierową książkę i otwierając internet. Możemy wręcz zyskać. Nie lamentujmy nad upadkiem czytelnictwa. To się już stało i nie wróci. Róbmy dobry internet. Lepszy niż książki. To jest możliwe.

  3. Rzeczywiście, trudno wyobrazić sobie życie bez czytania, ale akurat poczekalnia u lekarza to ostatnie miejsce, gdzie można podelektować się kontaktem ze słowem pisanym (atmosfera oczekiwania na wyrok, rozmowy współczekaczy licytujących się, kto „chorszy”).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z drugiej strony, książka (i późniejsze media) zabiła (albo poważnie osłabiła) formę przedksiążkową – sztukę opowiadania. Homer, dziadowie proszalni, wędrowni minstrele – to byli przecież wielcy opowiadacze, których słuchali z zapartym tchem nie tylko niepiśmienni. Ucierpiała na tym też, niećwiczona, ludzka pamięć – gdzie są ci druidzi pamiętający gigatony podań, klechd, mitów… Przyznam bez bicia, że własnemu dziecku nie opowiedziałem chyba żadnej bajki, zawsze było to głośne czytanie (nawet jeśli zawsze starałem się, żeby to były przy okazji lekcje prawidłowej dykcji, słownictwa itp).

    A co do internetu, to nie bałbym się reanalfebetyzacji z jego przyczyny – to przecież bezbrzeżny ocean tekstu. Pewnie ktoś powie, że bliżej mu do śmietnika niż biblioteki, ale ja nie mam nic przeciwko śmietnikom jeśli chodzi o możliwości poznawcze 🙂

  6. @ PT Przedmowcy

    O heretycy! Ksiazki jeszcze dlugo nie zastapi ani komputer, ani zaden inny czytnik. Na razie brak technologii dorownujacej jakosci druku, a na przeszkodzie stoja tez koszty. Wydac kilkaset zlotych na czytnik, a potem placic jeszcze cene elektronicznej wersji ksiazki, ktora jest rowna albo nawet przewyzsza cene ksiazki drukowanej? Dziekuje, nie dla mnie. Na komputerze tez czyta sie nieszczegolnie, nawet te wersje ksiazek, ktore sa dostepne za darmo.

    Z tymi opowiadaczami tez bym nie przesadzal. Istnieje kultury, gdzie opowiadacze maja sie calkiem dobrze i zarabiaja na pewno wiecej niz dziad proszalny. A zreszta, gdzie sa te “gigatony podan, klechd i mitow … zapamietanych przez druidow”? Ano nie pozostalo z nich nic. Pierwsze wzmianki o druidach zanjdujemy w pismach (sic!) Grekow i Rzymian, a cala legenda powstala z bajan pisarzy irlandzkich poznego sredniowiecza. Wiec – zdecydowanie wole pisane.

    Odnosnie czytania w poczekalni lekarskiej, to jestem za. Nie cierpie mowic o chorobach i nic, a nic mnie to nie interesuje, wiec wole wlozyc nos w ksiazke, niz dowiadywac sie o objawach osob, z ktorymi n ic mnie nie laczy, ani ktorych juz pewnie nie spotkam. Na plotki wole pojsc do magla (jakby jeszcze byl).
    @ PT Autorka
    Swietny blog. Bardzo fajnie sie czyta o przygodach malego czytelnika. Tez tak zaczynalem.

    Pozdrawiam.

  7. Dużo czytam. Zarówno w formie papierowej jak i w internecie. Dzieci ciągle widzą mnie z książką i gazetą. Młodsze idzie za mną w ślady i siedzi w książkach po uszy, mimo iż jeszcze dobrze czytać nie umie. A starsza? Dla niej czytanie to najgorszy horror. Nie pomagają wspólne czytanki (są fajne dopóki mama czyta), nie pomaga wspólne dobieranie literatury ani wyjścia do biblioteki. Doszło do tego, że w obowiązkach ma codziennie do przeczytania kilka stron książki – aby w ogóle umiała czytać. I szczerze mówiąc, nie mam na nią pomysłu. Za to pisanie, że dzieci nie czytają, bo rodzice tego nie robią jest trochę niesprawiedliwe. Niektórzy rodzice czytają, a ich dzieci i tak tego nie chcą kopiować po nich.

  8. Ja będę bronić książki, i to tej papierowej. Gazety też. Lubię czytać w poczekalniach i w autobusie, zawsze mam w torebce coś drukowanego. Czytanie w internecie szybko mnie męczy, robię się nerwowa i niecierpliwa. Papier ma swój klimat i urok. Może jeszcze dobre słuchowisko radiowe, powieść czytana przez dobrego lektora, jak w radiowej „Dwójce”. Albo audiobook, ale w dużej mierze przyjemność ta zależy od lektora.

  9. Moj Maciek (dzisiaj stary chłop) w najwczesniejszym niemowlęctwie przyzwyczajał się do czytania. To dla młodych rodziców – jak osesek krzyczy, zamiast go kołysać i wyczyniać cuda, wystarczy położyć obok siebie na tapczanie, wziąć gazetę, książkę, to, co aktualnie czytamy, i czytać na głos, popatrując na oseska. Dzieciak jest zachwycony, że poświęcamy mu uwagę, a przy okazji utrwala mu się mimo woli, że w tym domu się czyta.
    Internet internetem, ale Maciek (programista) bez książki się nie obejdzie.
    I też ma być papierowa, jak u Marty i u mnie.
    Z słuchowisk radiowych pamiętam „Dzień tryfidów” w radiowej trójce 🙂

  10. Urodziłem się i wychowywałem wśród książek, dlatego są one dla mnie ważniejsze od internetowych lektur. Ale nie potępiam nieczytających w sposób tradycyjny. Znoszę ich lepiej od czytających złe książki. Gdy po rozwodzie z czytającą żoną dzieliliśmy z nią domową bibliotekę, okazało się z kim miałem do czynienia – jej były niemal wyłącznie kryminały!!! Druga żona mało czyta, za to pięknie gra na skrzypcach, świetnie gotuje i piecze, a co najważniejsze jest ciepła dosłownie i w przenośni. A że mnie trochę brakuje intelektualnego partnerstwa? Mój Boże, w jakimś sensie i zakresie każdy człowiek jest samotny.
    Serdecznie pozdrawiam Autorkę bloga i Komentatorów.

  11. Internet też trzeba czytać, poza tym można słuchać (audiobooki), także oglądać (?internet, komiksy). Można też być „odpornym” na wszelkie przekazy i tak się tworzy warstwa (klasa?) wykluczonych (na własne życzenie?) o nieco innym systemie wartości. Kto powiedział, że wszyscy muszą być mądrzy, oczytani, piękni i bogaci?

  12. Nie ma watpliwosci, ze technologia wypiera ksiazki i czytanie – chyba w tej kolejnosci. Technologia to telewizja, komputery, audiobooki itp. Nalezaloby tez pewnie rozroznic miedzy czytaniem i zdobywaniem informacji.
    Czy czytanie dla przyjemnosci, w fotelu, z kieliszkiem winka juz zupelnie zaniklo? Czy czytanie tych samych ksiazek po raz wtory (lub wiecej) juz sie nie zdarza? Czy ozdobne wydania ksiazek moga jeszcze konkurowac z tymi w miekkiej oprawie?
    Ceny ksiazek poszly drastycznie do gory – moze to tez ma jakis zwiazek z nie-czytaniem?
    W sumie czytanie jest rozrywka – jedni jezdza na nartach, inni chodza do baru a jeszcze inni czytaja ksiazki. I tyle.

  13. Też mam przymus czytania i gdy książki nie ma, to biorę się za etykiety. 😉 Śmieszne uzależnienie. Bardzo ciekawą myśl rzucił wczoraj ‚u Lisa’ Hołownia: żeby „znalazł się” czas na czytanie, trzeba go sobie „wziąć” i przeznaczyć na to czytanie. A tak ludzie są zajęci, bo a) jedzą, b) piszą, c) rozmawiają przez telefon, d) pracują, e) gotują, f) ‚whatever’, ale na czytanie ‚nie mają czasu’.

  14. No a jo to – kruca – nie wiem, cy powinienek wypowiadać sie na temat cytania. W końcu wiadomo, co w jednym góralskim śpasie znacyło cytanie ksiązek 😀

  15. @owcarku,

    „Czytanie” w znaczeniu góralskim ma swoje miłe strony, choć naturalnie trzeba uważać na „rękopisy”, czasem bywają niestrawne.

  16. Do Seiendesecka
    Tyz prowda. Choć to właśnie te „rękopisy” były zwieńceniem omawianego śpasu 😀

    Do Pietrecka
    Tamok pisom: „O pozycji w rankingu decyduje łączna liczba egzemplarzy sprzedanych”. Ba owcarkom to akurat zodnyk egzemplorzy nie sprzedajom. Więc jo se sam ksiązki wykradom – z księgarni w Nowym Targu abo inksej Szczawnicy 😀

  17. Re owcarek
    Oczywiscie, ze o pozycji w rankingu decyduje liczba sprzedanych egzemplarzy. Ale ktos kto kupuje ksiazke, to chyba jednak aby ja przeczytac, a nie po to aby ja uzyc jako podkladke pod kiwajacy sie stol.

  18. Ja po prostu uwielbiam czytać, zarówno książki, jak i gazety, bez tego nie wyobrażam sobie życia. Od zawsze towarzyszył mi głód wiedzy, ale to nie znaczy,że wszyscy muszą być tacy sami. Coś mi się wydaje,że problem tkwi gdzie indziej, w zatrważającym tempie przybywa nam piszących.

  19. Jo ksiązki wykradom ino po to, coby przecytać. A materiału na podkładki to jo nojduje wystarcająco duzo w lesie za mojom budom 😀

  20. @Pietrek

    Nie przesadzałbym z wiarą w miarodajność takich rankingów. Bestsellery to czasem taka samonapędzająca się maszynka prezentowa. Muszę kupić prezent koledze, wpadam po pracy do księgarni dużej sieci, regał z bestselerami stoi tuż obok wejścia, bo promocja idzie pełną parą, kupuję, płacę i biegnę dalej, odfajkowane.

    Być może dowcip „Co mu kupić? Może książkę? E, książkę to on już ma” stracił już na aktualności, bo społeczeństwo jest coraz lepiej wykształcone. Ale znam sporo osób, u których nawet liczny księgozbiór ma charakter dekoracyjny – kiedyś poznawało się to po nierozciętych stronach, dziś po nieskazitelnych okładkach i braku tematu do rozmowy z właścicielem…

    Na koniec anegdota – podobno Mickiewicz, choć czytał wiele, książek prawie nie posiadał, głównie pożyczał z bibliotek. Ja bym rankingi czytelnictwa osadzał w katalogach bibliotecznych – bo tam pożyczają czytający, nie dekoratorzy wnętrz.

  21. Czesc,
    Cos wyszlo nie tak z komunikacja pomyslu. Akurat nie chodzilo mi o to ILE sie czyta, ale CO sie czyta 🙁 .
    Oczywiscie, ze liczba sprzedanych ksiazek zupelnie nie pokrywa sie z liczba przeczytanych w tym czasie ksiazek.
    Kryminaly zawsze cieszyly sie powodzeniem, http://www.swistak.pl/13232_Srebrny_Kluczyk.html/2 kto to pamieta?
    A reszta?
    Dla mnie ciekawa bylaby statystyka ile czyta sie “klasyki”.

  22. @ Pietrek pisze: 2011-03-11 o godz. 15:56

    Tu bym sie nie zgodzil. Czytanie, to nawyk i nie zawsze trzeba czytac „klasyke”. Jak nie ma co czytac, to przeczytam nawet artykul w Cosmo. Ale jednak ten nawyk powoduje, ze – chcac, nie chcac – zapoznaje sie czlowiek ze swiatowa literatura. Sam musze przyznac, ze wiele z klasycznych pozycji nie przeczytalem: Manna, Prousta, niektorych rzeczy Musila, i wielu innych. Kwestia gustu – mysle. „Klasyka”, jako pojecie, jest tak pojemna, ze mozna wrzucic tam tysiace pozycji. Wedlug mnie, idea czytania – sama w sobie – jest wazniejsza od tego, co sie czyta. Czlowiek, ktory ma czytanie „we krwi”, predzej, czy pozniej natknie sie na „klasyke” – chocby z odniesien w ksiazkach, ktore czyta.

  23. Jak sie masz Werbalisto,
    Znowu skroty myslowe daja sie we znaki.
    Czytanie jest fajnym nawykiem – prawda.
    Jestem po prostu ciekaw co sie czyta. Nie klasyfikje – lepsza / gorsza literature – jestem ciekaw kto co czyta. Co jest „klasyka”?
    Swieta racja – nie ma ani definicji ani kategoryzacji: dobre / zle powinno sie znac / ujdzie w tloku itd. Klasyka sa dla mnie ksiazki o ktorych mogli rozprawiac ze mna amu moi Rodzice i moja Babcia (wlaczajac poezje), moja polonistka, Pani Rozanska (Prus XXXV); ksiazki ktore dostarczyly mi niezapomnianych wzruszen i wrazen, ktore w koncu spowodowaly, ze caly czas czytam: ksiazki – nie ekranik.
    To co mnie interesuje to jest to: w nawale nowej, waznej literatury (np Coetzee itd) kto na przyklad teraz czyta „Ponad snieg” – dramat niesceniczny – wlasciwie do czytania, nie na scene? Kto siega i kiedy po „Czerwone i Czarne”? Balzaca? Zole? Struga? Berenta? Irzykowskiego? Po tak piekna ksiazke jak „W cieniu zapomnianej olszyny” i „Miasto mojej matki”??? Mann? Proust? Kirst? Remarque? Maupassant? A chacun à son goût !
    I tyle.

  24. Dziekuje za odpowiedz, Pietrek. Ale tak w ogole to wydaje mi sie, ze nie tak tesknisz do klasycznej (tj. XIX-wiecznej literatury), jak raczej do przeszlosci. Skoro juz tak cytujesz, to tez sobie pozwole zauwazyc syndrom: „Mais oú sont les neiges d’antan?”. Fajnie czasem znac klasyke, jak „Wielki Testament” Villona.

  25. Czytajac ostatnio – juz pewnie zupelnie nietypowo – Konstantego Paustowskiego natknalem sie w jego wspomnieniach na pisarza Siemion GECHT. KP pisze o swoich kolegach – Babel, Grin (Polak z pochodzenia) itd; wszystkich moge zidentyfikowac – z wyjatkiem owego Gechta.
    Tlumaczenie i (zapewne) transliteracja jest O. Terleckiego. KTO TO JEST GECHT?????
    Nigdzie go nie ma
    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Russian_language_novelists
    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Russian_language_playwrights
    http://en.wikipedia.org/wiki/Russian_poetry
    etc

  26. @ Pietrek pisze: 2011-03-13 o godz. 03:02

    Oczywiscie wszystko jest w Wikipedii. Szukasz w zlym jezyku. Angielski jest najlepszy, ale nie wszystko tam jest. Szukac trzeba u zrodel. Link nie wchodzi, bo po rosyjsku. Sprobuj wkleic: Семён Григорьевич Гехт – i juz masz caly artykul, tyle, ze po rosyjsku, nieprzetlumaczony na zaden inny jezyk. Ale przeciez czytamy w roznych jezykach.

    Pozdrawiam.

  27. Dzieki Werbalisto, istotnie jest. Czytanie bukw idzie mi zreszta calkiem raznie – przez lata jedyna dostepna literatura fachowa z fizyki byla tylko po rosyjsku.
    Nawiasem mowiac – rosyjski zawsze mi sie podobal jako jezyk z piekna melodia. Jakos udalo mi sie oddzielic polityczna motywacje nauki ruskiego w szkole od rzeczywistych zalet tejze nauki.
    PS1 Poza tym, jak ogolnie wiadomo, dobrze jest znac jezyk wrazych nacji 😉
    PS2 Moj google tlumaczy ze wszystkich jezykow niemal na wszystkie mowy swiata. Tak czy inaczej – dzieki.

  28. @ Pietrek pisze: 2011-03-13 o godz. 17:47

    Bardzo sie ciesze, ze moglem pomoc, a takze, ze pani Justyna Sobolewska tak laczy „czytaczy” na swiecie. Poza tym milo mi, ze poslugujesz sie rosyjskim, bo wsrod Polakow dzis rzadka umiejetnosc, no, a czytac po rosyjsku to juz prawie nikt nie umie. Szkoda, bo mi ten jezyk tez sie bardzo podoba, chociaz za jego powazna nauke zajalem sie dopiero dlugo po wszystkich szkolach, gdzie rzekomo miano go mnie nauczyc. Mimo wszystko nie uwazam Rosji za nacje „wraza”. Znam mnostwo Rosjan, Ukraincow, Bialorusinow, Kozakow i Ormian – ze wszystkimi mowi sie po rosyjsku, a w wiekszosci to ludzie szalenie mili, goscinni i uczynni. Wiec zadnych uraz nie chowam w sercu.

    Pozdrawiam.

  29. Koniecznie – nim wiosna zatrze wspomnienie zimy – przeczytajcie „Anaruk, chłopiec z Grenlandii” Cz. Centkiewicza! Mój ulubiony fragment – gdy Anaruk opycha się mydłem a gardzi czekoladą:)
    Pozdr. serd.
    Chyba, ze już czytaliście, a wyszukiwarka nie wyszukuje?

  30. A może w szkołach zamiast często alergizującej szklanki mleka (czasem nawet błe, fuj, smakowego z cukrem – czekoladowego, oj) propagować akcję, że dla każdego dziecka książka, albo chociaż wierszyk na kartce A4?

    A może konkursy ładnego czytania, recytacji, pisania?

    Nota bene, gdzie są te nagrody dla najlepszych czytaczy rozdawane przez panie ze szkolnych bibliotek? Jak chodziłam do podstawówki, to raz w tygodniu była godzina biblioteczna – buszowaliśmy pod okiem bibliotekarki po półkach z książkami, braliśmy do domu po 3-4, a w następnym tygodniu bibliotekarka na wyrywki pytała, o czy m się czytało, czy ciekawe było, pomagała wybrać następne książki.

    A może akcje reklamowe z „gwiazdami”, że warto czytać (no wiem, że nie wszystkie byłyby wiarygodne, no ale one to mogłyby mówić, że czytają metki na kupowanych ciuchach – zawsze to coś)?

    No i gdyby te książki były tańsze 🙁 Coraz bardziej cierpię, gdy muszę wybierać.

    Mamy megaproblem. Głupiejemy.

  31. Kompletnie nie rozumiem płaczu nad nikłym czytelnictwem w Polsce.
    Po pierwsze, to nie jest bolączką Polaków, a całego świata. W innych rejonach jest jeszcze gorzej, Młodzież nie musi czytać obowiązkowych lektur, tylko fragmenty.
    Po drugie: nie kłóćmy się z natura. A ta tak skonstruowała 80% ludzi, ze nie skupia sie na dłuższym tekście, a bardziej skomplikowanego tekstu nie rozumieja. Zapraszam do podstawowek. Tam widac jak na dłoni. Tekst czytany przez pania chwyci w lot 5 na 30 dzieci, wiec o co żale?
    Po trzecie: jest taka teoria, ze w procesie ewolucji czlowieka, ktory trwal miliony lat, okres czytelnictwa trwa zaledwie lat 500 (jesli liczyc od Gutenberga). Mozgi jeszcze nie wyewoluowaly do swobodnego odbioru tresci pisanej. Potrwa to znacznie dluzej zanim „zmysl czytania”, bedzie na tyle sprawny jak dziś zmysl sluchu, czy wzroku, ze kazdy bedzie w stanie „chwytac tresc napisana” tak szybko jak chwyta i rozumie to co widzi.
    I mysle, ze internet moze tu byc bardzo pomocnym akcelatorem.

  32. Idac niejako za ciosem. Jezeli juz sie czyta, to co?

    Oczywiscie, ze kompilacje typu 100 najlepszych ksiazek sa calkowicie subiektywne, odzwierciedlajace upodobania autora, a nie rzeczywiste wartosci ksiazek. Tak czy inaczej, jak to zwykle bywa, interesujace jest czym sie zajmuja inni.

    http://www.bbc.co.uk/arts/bigread/top100.shtml
    http://blackespresso.wordpress.com/2010/01/20/100-books-to-read-before-you-die/
    http://leiloona.canalblog.com/archives/2009/09/23/15170035.html lit. francuska
    http://www.microcaos.net/artes/los-100-mejores-libros-de-la-literatura-universal/ chyba najuniwersalniejsza – jak zreszta wskazuje na to nazwa strony.
    http://www.100bestbooks.info/100.html Strona rosyjska
    http://www.salonkulturalny.pl/najlepsze-polskie-ksiazki-wszech-czasow/

    Moj pierwszy tuzin? Kolejnosc przypadkowa.
    1. Mistrz i Malgorzata
    2. Golem G. Meyrink
    3. Po deszczu przy ksiezycu Ueda Akinari
    4. Dwadziescia piec opowiesci wampira Somadeva (tlumacznie Willman – Grabowska)
    5. Wilk stepowy
    6. Pan Tadeusz
    7. Fikcje Borges
    8. Rekopis znaleziony w Saragossie
    9. Sto lat samotnosci
    10. Syzyfowe prace
    11. Bajki Andersen
    12. Czerwone i czarne
    13. Lalka
    Po angielsku nazywa sie to “baker’s dozen” 😀
    Wiem, ze jak tylko nacisne klawisz zapisz przypomni mi sie nastepny, absolutnie niezbedny mi tuzin,
    Ale coz – trzeba to kiedys wyslac. A inni czytelnicy?

    PS do Werbalisty: czy zauwazyles, ze po slowie „wrazy” jest perskie oczko i usmieszek???

  33. Przepraszam wszystkich , którzy czekali na akceptację – zmienił się system i nie dostałam informacji, że komentarze czekają!

    I bardzo dziękuję za świetną dyskusję! Cieszę się, że wszyscy jesteśmy „nałogowcami”. I też myślę, że alarmy w związku z czytelnictwem są corocznym rytuałem.

    @seiendes – rzeczywiście z opowiadaniem jest gorzej, ale chyba jest tak, ze jedni wolą czytać inni potrafią opowiadać bajki – mi to nie wychodzi.

    @owcarku – czytanie książek podstawowa sprawa:)

    @Pietrek – zaraz wymyślę swoje najważniejsze:)

    @Werbalista – odkrywanie aktualności klasyki to jest frajda. Balzak opisuje nasz świat.

    @Marysia – nie znamy, poszukam, dzięki!

    @Alla – Maciek brał właśnie udział w konkursie krasomówczym i recytatorskim, na szczęście w szkole coś się dzieje.