Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

21.04.2011
czwartek

Dzielny jak Tomek

21 kwietnia 2011, czwartek,

http://www.kdc.pl/pub/mm/img/220/187794.jpg

Powoli, powoli szedł nam „Tomek w krainie kangurów” Szklarskiego, w dodatku blog zaniedbaliśmy karygodnie, a wszystko przez bolesne ząbkowanie młodszego synka. Maciek w tym czasie zdążył sam przeczytać kilka kryminałów, m.in  wciągnął się w serię o „Czarnym Maćku” Dariusza Rekosza. Ale co wieczór z nadzieją pytał: – Będzie „Tomek”?  I narysował Tomka, którego boksuje kangur.

Szklarskiego czytam po raz pierwszy. I na początku miałam mieszane uczucia, bo czułam się, jakbym czytała encyklopedię. Na każdej stronie znajdziemy dziesiątki informacji geograficznych, przyrodniczych, astronomicznych. Drażniło mnie to,  że postaci nie tyle rozmawiają ze sobą, co nieustannie wymieniają się informacjami. Mamy rok 1902, Tomek, dziarski gimnazjalista wyjeżdża,  żeby po latach spotkać się ze swoim ojcem, który nie może wrócić do kraju. Spotykają się i po uściskach  wymieniają kolejne informacje na temat  polowania i Australii, do której jadą łapać dzikie zwierzęta.  Hm, czy tak by się zachowywał ojciec z dawno nie widzianym synem? Jakoś mnie to nie przekonało.

Oczywiście, dla wielu pokoleń ta seria o Tomku była podróżą po nieznanych krajach, rozbudzała ciekawość świata. I nie tylko to, to była literatura formująca osobowość. Pokazywała, jak kształtować swój charakter. Zrozumiałam to w momencie, kiedy Tomek z  bosmanem Nowickim zgubili się w burzy piaskowej. Pierwszy raz nie mogłam przerwać czytania i z napięciem czekałam na ciąg dalszy. Tomek i bosman Nowicki ( nasz ulubiony bohater i warszawski patriota) nie powiedzieli nikomu o swoich planach i ruszyli za strusiami, które chcieli złapać do ogrodu zoologicznego. Strusie wyprowadziły ich daleko od obozu. Nagle zrobiło się ciemno i otoczyły ich chmury piachu, który wciskał się nawet pod zaciśnięte powieki. Schronili się wśród skał, ale sytuacja wyglądała naprawdę groźnie –  nie mieli  zapasów i wody, nie wiedzieli, ile taka burza może trwać i jak wrócić do obozu. I wtedy Tomek zaczął grę:  mieli udawać, że są ekipą odkrywcy i badacza Australii Pawła Strzeleckiego. W ten sposób oderwali myśli od tego, co działo się wokół nich. Tomek, choć sam się bał – starał się pocieszyć i zająć czymś bosmana.

Maciek był pod wielkim wrażeniem jego zachowania. Takiej dzielności – pomyślałam – brakuje naszym dzieciom. Chuchamy, niepokoimy się,  a one wszystkiego się boją, płaczą przy błahej okazji. A gdzie hart ducha? Gdzie odwaga i dzielność? Ale zaraz przypomniała mi się scena sprzed dwu lat na lotnisku. Źle przeczytałam bilet i spóźniliśmy się na samolot. Byłam zrozpaczona. A Maciek zareagował zaskakująco dojrzale i spokojnie, wymyślił , co powinniśmy zrobić. Patrzyłam na niego z podziwem. No i właściwie dobrze, że nie uczy się polować na dzikie zwierzęta:)

Razem z Maćkiem składamy Wszystkim najlepsze życzenia Wielkanocne, dużo słońca i radości tej wiosny!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. już ząbkowanie?! to się dzisiejsza młodzież spieszy… ;]

  2. Ja wspominam Tomka właśnie jako lekturę kształtującą charakter. Myślę, że sporo mi z niej zostało, ale też czytałam wszystkie części po kilkanaście razy. Skoro czytacie pierwszy raz, to poczekajcie, jak dojdziecie do „Tomka wśród łowców głów”, ja przy tej części zaczęłam obgryzać paznokcie;) W ogóle wydaje mi się, że pierwsza część jest najsłabsza, każda następna jest ciekawsza i mniej encyklopedyczna. Wesołych Świąt!

  3. @foma – no właśnie, za wcześnie te rozkosze:) Najlepszego!

    @padma – to się cieszę, że im dalej tym będzie lepiej. Przeskoczymy więc teraz do łowców głów:) Wesołych!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja mam wrażenie, że ta „encyklopedyczność” Tomków uderza tylko dorosłych (pamiętam z dzieciństwa, że dokładnie ten sam zarzut padł pod adresem serii z ust mojej mamy). Dzieci przyswajają ten natłok informacji z wypiekami na twarzach i chcą więcej:) Moje wspomnienie o Tomku zawiera taki fajny „smaczek”, dreszcz przygody, niebezpieczeństwa – było tam wszystko to, czego brakowało mojej spokojnej i sielskiej dziecięcej egzystencji. Chociaż muszę uczciwie przyznać, że mimo całej sympatii do Tomka, jako dziesięciolatka oddałam swoje serce nie jemu, ale Stasiowi Tarkowskiemu z „W pustyni i w puszczy”:)

  6. Pani Justyno,
    proszę absolutnie nie przeskakiwać „Tomków” na czarnym lądzie, wojennej ścieżce, na tropach Yeti i w Rosji carskiej – są znacznie lepsze od tomu pierwszego, a przypisy można spokojnie pomijać (tak robił niżej podpisany w wieku szczenięcym). „Łowcy głów”, ze ślubem Tomka i Sally (udzielanym, jakżeby inaczej, przez samego Nowickiego, prawem kapitana statku) to smakowita uczta na zakończenie lektury w wieku wczesnodziecięcym. Tom o przygodach u źródeł Amazonki można spokojnie zostawić na wiek lat 12-13, tom o Gran Chaco i „pośmiertny” tom egipski można sobie darować, zwłaszcza ten ostatni jest okropny.

  7. @gacek – rzeczywiście, Maćka klasyfikacje kangurów w ogóle nie nudziły! Ja też byłam po stronie Stasia:)

    @seiendes – ha, to w takim razie nie będziemy pomijać 🙂 zwłaszcza, że Maciek złapał bakcyla Tomkowego ( wrócimy po przerwie na Verne’a)

  8. Zgadzam się, że w wieku dziecięcym encyklopedyczność wcale nie raziła, a zapewne do dziś parę rzeczy zostało w głowie, z czego zupełnie nie zdajemy sobie sprawy – i o to chodzi.
    A i tak najbardziej pociągające w całej serii było poczucie samodzielności Tomka, możliwość przeżywania prawdziwych niebezpieczeństw, konieczność radzenia sobie w nich. Tomek nosił prawdziwy rewolwer przecież. Mi jako dziecku bardzo to wszystko imponowało.
    Zastanawiam się jak bardzo teraz chronimy nasze dzieci przed wszelkimi zagrożeniami, jak bardzo trzymamy je pod kloszem. Kto dziś wysyła drugoklasistę samego piechotą do szkoły z kluczem od mieszkania zawieszonym na szyi?
    Dochodzę do wniosku że wyeliminowaliśmy te niebezpieczeństwa jakich doświadczał Tomek, nikt nie wysyła dzieci do szkoły przez las z wilkami. Boimy się siebie samych – rówieśników z papierosami i gandzią, sąsiada który wygląda porządnie, ale tyle się słyszy o pedofilach… Zagrożenia są teraz czysto społeczne. Ale chyba nie ma sposobu, żeby się nie bać.

    A swoją drogą bardzo ciekawy blog. Zainspirował mnie i utwierdził jak bardzo trzeba czytać dzieciom. Codziennie!

  9. Tomki fascynowały mnie w dzieciństwie, podbierałam starszemu bratu i czytałam z wypiekami. I nie raziło mnie absolutnie nic.
    Niedawno jako osoba mocno już dorosła zajrzałam ponownie i odłożyłam książkę zniesmaczona. Nie mogłam znieść postaci tej młodej Australijki (Sally?), przyjaciółki Tomka, potem narzeczonej i żony. Słodka infantylna istota, traktowana protekcjonalnie przez wszystkich (zwłaszcza Smugę), ciągle trzeba jej coś tłumaczyć albo się o nią troszczyć i ratować. A oprócz niej sami twardziele i prawdziwi mężczyźni. Patriarchat w stanie czystym. Teraz nie mogę tego przełknąć. I dziecku też raczej nie będę podsuwać.
    Przy okazji pozdrawiam serdecznie Gospodynię i Gości. Po raz pierwszy się dopisuję, choć podczytuję od początku z zainteresowaniem jako czytająca matka 6-latki.

  10. Oj „Tomki” to moja ulubiona lektura w dzieciństwie. Nic, a nic mi się w niej nie dłużyło, wręcz przeciwnie. Nie czytałam po kolei bo zaczęłam od „Tomka na Czarnym Lądzie”. Od razu mnie pochłonęła Mombasa , słońce Kenii, egzotyka i stawianie czoła niebezpieczeństwom. Rozmarzyłam się…. Teraz od jakiegoś czasu próbuję podsunąć tę serię mojej córce, ale bez sukcesów. Nic, jestem cierpliwa, hihi.
    Pozdrawiam 🙂

  11. A ja uwielbiałam szczególnie przygody Tomka na Syberii (Tajemnicza wyprawa Tomka) i w Indiach (Tomek na tropach Yeti). I uwielbiam do tej pory, a Sally też lubię (choćby za to, że zdejmowała koszulę przed Indiankami, żeby pokazać, że i białe kobiety mają wszystko tak, jak trzeba 🙂
    Ale moją ulubienicą była rewolucjonistka Natasza, towarzysząca bohaterom właśnie od Syberii. A spośród bohaterów zawsze podobał mi się Pandit Davasarman.
    Raczej nie polecałabym czytania nie po kolei – pożegnawszy Tomka jako ucznia, można się zdziwić, (i zaspojlować) spotkawszy go w kolejnym tomie jako żonatego i otoczonego bohaterami, których się nie znało wcześniej.

  12. To prawda. Tez uważam, że należy po kolei. W moim przypadku było inaczej, bo sięgnęłam po tę książkę na wakacjach. Wyciągnęłam z domowej biblioteczki, a mama nie miała wszystkich części. 🙂

  13. A kie Maciek bedzie mioł kapecke więcej roków, ba dalej bedzie mioł ochote na australijskie klimaty, to jo proponuje, coby pocytoł se wspomnienia pona Sygurda Wiśniowskiego – tyz pikne! 😀

  14. Ja też się zgadzam, że musi być po kolei! Tomek na Czarnym lądzie i na wojennej ścieżce też zresztą mają momenty, w których obgryzałam paznokcie;) Szkoda, że moja córka jeszcze na Tomka jednak za mała, a w każdym razie nie chce go na razie słuchać… ALe nie tracę nadziei, że zachce, zanim będzie czytać tylko sama sobie. A w ramach lektur trochę bardziej geograficzno-zoologicznych czytamy właśnie „Białą żyrafę” St Lauren, i zdecydowanie polecam, chociaż bohaterką jest dziewczynka;)

  15. Akapit “postaci nie tyle rozmawiają ze sobą, co nieustannie wymieniają się informacjami” jest dla mnie ciekawy o tyle, ze kiedy ja, a pozniej moje pachole czytalo tego rodzaju ksiazki – a bylo to lata, ba – dekady lat temu, nie moglem oprzec sie wrazeniu, ze jedynym pisarzem ktoremu udalo sie przemycic informacje bez popadania w encyklopedyzm byl Verne. Ale ani mnie, ani mojemu synalkowi bynajmniej to nie przeszkadzalo. Wrecz przeciwnie, ja osobiscie lubilem tego rodzaju wtrety, ktorych sporo pamietam do tej pory.
    Musze sie przyznac, ze Szklarskiego nie czytalem (albo nie pamietam).

    Tu sie urywa wpis ktory napisalem pewnie z miesiac temu i ktorego nie zamiescilem. Nie pamietam czy cos jeszcze mialem dodac, czy co?????
    No coz, przydarzyl mi sie kolejny senior moment.

    Ale w tzw miedzyczasie natrafilem na nastepujacy akapit (nie u Szklarskiego 😉 ) ktory jest bardzo a propos ktorejs z wczesniejszych dyskusji.

    “Lektura, zjawisko przedziwne: unicestwia czas, zawrotnie odmienia przestrzen, ale z tej racji nie wstrzymuje oddechu i nie odbiera zycia czytelnikowi. Unosi nas latajacy dywan. Czarodziejska czapke Fortunatusa wkladamy na glowe. Uwazamy sie za niewidzialnych, nieobecnych, chociaz jestesmy wszechobecni, tam nawet rozgoraczkowani, z ta ksiazka w reku, ksiazka ktora pozeramy, zjadamy oczyma, jakby praktykujac biala magie karmili nasz umysl.
    Bo lektura zalicza sie naprawde do praktyk magicznych swiadomosci, ujawniajacych jedna z najmniej znanych cech czlowieka, ceche ktora wyposaza go wielka wladza: jest to zdolnosc bycia w dwoch miejscach rownoczesnie oraz izolacji, abstrahowania sie – i tak opuszcza wlasne zycie nie tracac kontaktu z zyciem, krotko mowiac: dokonuje aktu komunii z wszystkoscia, jesli nawet w nic juz nie wierzy.”

    Nic dodac, nic ujac. 🙂

  16. Co się stanie, gdy do jednego kotła wrzucimy kilka postaci z Fredry, scenę grzybobrania z „Pana Tadeusza”, fragment „Żywotów świętych i męczenników” księdza Piotra Skargi, doprawimy językiem z młodopolskich kalendarzy i czasopism oraz sytuacjami zaczerpniętymi z Witkacego i Zapolskiej? Okazuje się, że gdy wszystkie te składniki zbierze Tadeusz Różewicz i posłużą mu one do przeprowadzenia psychoanalizy polskiego erotyzmu, wybuchnie niemały skandal. A dla odprężenia potrzebne są ksiażki trochę lżejsze

  17. Chyba napiszę sequela pt. „Tomek – agent łowców głów” 😉

  18. @Pietrek – świetny cytat, skąd to?

  19. Przypisy w „Tomkach” w ogóle mi nie przeszkadzały, kiedy wędrowałem z głównym bohaterem po egzotycznych krainach. Swoją drogą to chyba ewenement, bo w żadnej innej książce dla dzieci/młodzieży z przypisami się nie spotkałem.

    BTW: próbował ktoś kiedyś czytać „Tomki” przez pryzmat badań postkolonialnych? Biorę teraz (skromny) udział w projekcie dotyczącym obrazu Afryki w literaturze dostępnej polskiemu czytelnikowi i zastanawiam się jak to wygląda w książkach Szklarskiego.