Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

15.10.2011
sobota

Mio i tęsknota

15 października 2011, sobota,

Strasznie zaniedbaliśmy blog, ale to nie znaczy oczywiście, że przestaliśmy czytać. Właśnie skończyliśmy jedną z piękniejszych książek: „Mio, mój Mio” Astrid Lindgren. – Ach, to takie smutne – przypomniała sobie moja koleżanka. Nie pamiętałam tej opowieści chłopca, który ze Sztokholmu trafił do Krainy Dalekiej i tam odnalazł ojca, króla. Już nie nazywał się Bosse i nie był popychadłem, ale stał się królewiczem Mio, a ojciec mówił do niego „Mio, mój Mio”. Dopiero gdy usłyszałam imię „Rycerz Kato”, wróciło do mnie wspomnienie czegoś przerażającego. I leciutkie uczucie strachu towarzyszyło mi każdego wieczora, gdy czytaliśmy  „Mio”.

Niedługo chłopiec cieszył się szczęściem w baśniowej krainie. Pewnego dnia uświadomił sobie, że musi pokonać Rycerza Kato, który porywał dzieci. Niepokonanego Rycerza Kato. Ojciec wcale nie chciał go zatrzymać (dlaczego ojciec wysyła syna na tak niebezpieczną wyprawę? – niepokoiłam się). Droga była straszliwie trudna. Co chwila wydawało się, że szpiedzy Rycerza zaraz dopadną Mio i jego przyjaciela, ale wtedy  coś im pomagało. Okazało się, że  drzewa, skały, jezioro czy ptaki im sprzyjają. Jednak cień niepewności, że im się nie uda – ciągle nie znikał. Maciek nic takiego nie czuł. Bardzo się przejął, owszem, kiedy ptak, by pomóc Mio, wleciał w pochodnię. Narysował walkę Mio i Rycerza Kato i cieszył się, kiedy zło zostało wreszcie pokonane.

Skąd ten niepokój, zastanawiałam się. Pełno tu symboli, które przenoszą tę opowieść w przestrzeń wewnętrzną, w sferę psychiki – tam toczy się walka. Mio musi przejść przez próby, by stać się dojrzały, może by stać się sobą.  Ale sam zwrot:  „Mio, mój Mio” brzmi też jak westchnienie tęsknoty za lepszym światem, za miłością ojca. Końcówka wygląda jak zaklęcie: Mio jest znowu w Krainie Dalekiej i jest mu „tak dobrze, tak dobrze”. – Może on to wszystko sobie wyobraził? Bo jak jest komuś dobrze, to nie musi o tym mówić. – Nie, to niemożliwe – zaprotestował Maciek. – Przecież gdyby sobie wymyślił, to byłoby to napisane. I tak po raz pierwszy zaczęliśmy rozmawiać sobie o tym, co można wyczytać pomiędzy wierszami i o tym, że każdy może rozumieć tę samą książkę trochę inaczej. Dla Maćka to była piękna baśń, w której dobro zwycięża zło. Nie przemówił do niego smutek tej książki i obraz samotności dziecka. I bardzo się z tego ucieszyłam.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. przypomiałam sobie dzień gdy dałam do czytania córce mojej siostrzenicy „Słoneczko” -„To taka smutna książka powiedziała,nie wiem czy Gabrysia powinna ją czytać?”.Gabrysia książkę przeczytała i bardzo jej się ona podobała. Cieszyła się,że Słoneczko i Hania się pokochały i wszystko skończyło się dobrze.Nie obawiajmy się gdy dzieci czytają według nas książki smutne .

  2. przypomniałam oczywiście

  3. Czytałam „Mio” kilka razy i przy którymś z nich przyszło mi do głowy, że tak naprawdę „prawdziwa” historia Bossego kończy się w momencie, gdy zasypia on w zimie na ławce… a cała reszta jest ostatnim snem i marzeniem zamarzającego w nocy dziecka… od tamtej pory czyta mi się ją o wiele trudniej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. to jest bardzo zastanawiające i nieprzewidywalne co wywołuje w dzieciach strach bądź obawe i kiedy się to wyczulenie na strach zaczyna. jakby radar był nastrojony na zupełnie inne częstotliwości.
    ps. jako żem z Kato trochę mnie ten Rycerz zasmucił 😉

  6. Fomecku, kie jesteś z Kato, to nie powinieneś sie smucić, ino powinieneś uwazać, za Kartagine nalezy zniscyć 😀

  7. U nas w domu funkcjonuje powiedzenie z tej książki: Góra taka wysoka, a my tacy mali i samotni…
    A ksiażka piękna, niesamowicie wzruszająca.