Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

27.11.2011
niedziela

Alojzy kontra Kleks

27 listopada 2011, niedziela,

Kiedy myślę o panu Kleksie – widzę ilustracje Szancera. Nie mieliśmy takiego wydania w domu i zaczęliśmy „Akademię” z jaskrawymi, infantylnymi obrazkami. No i nie dało się tego znieść, psuły całą przyjemność. Przerwaliśmy, aż do czasu, gdy nadeszła przesyłką z trzema częściami Kleksa w jednym tomie z ilustracjami Szancera.

http://www.cenaksiazki.pl/img/Pan-Kleks,44244.jpg

„Akademię” warto czytać z dzieckiem, które już wie,  co to szkoła. – Chciałbym chodzić do takiej akademii – marzył Maciek. Żeby zamiast nielubianej przez niego ortografii była kleksografia. Maciek lubił lusterka senne, szkiełka, pastylki, pompkę powiększającą i wszystkie wynalazki Pana Kleksa, ale najbardziej przejął się, gdy do akcji wkroczył Alojzy Kukuryk. Lalka, którą pan Kleks ożywił, i która przyspiesza koniec tego świata. – Dlaczego pan Kleks pozwala mu wszystko niszczyć? – dziwił się Maciek. Pan Kleks malał  i znikał w oczach, a Alojzy robił, co chciał. Aż przebrała się miarka.
Maciek ulepił kolejne etapy ostatniej rozgrywki Alojzy kontra Kleks.
– Znalazłem sekrety Pan Kleksa- krzyczy Alojzy trzymając w ręku tabliczki z chińskimi napisami.

– Ale nic z tego nie rozumiem, więc je zniszczę!


– Zniszczyłeś moje sekrety, teraz ja zniszczę ciebie, Alojzy – mówi pan Kleks.


Teraz czytamy kolejny tom „Podróże pana Kleksa” i mam wrażenie, że jest coraz ciekawiej. Ilustracje znam na pamięć. Nie mogę się doczekać, kiedy ( już w „Triumfie pana Kleksa”) dotrzemy  do kwiatowych córek pana Lewkonika (wyglądają jak z żurnala), uwielbiałam  je rysować. A pamiętacie okręt strzelający w oko cyklonu? Maciek początkowo narzekał,  że za mało  Szancer narysował kolorowych ilustracji, a za dużo czarno – białych.  Z czasem zaczęły mu się podobać.  Zaczął lepić z plasteliny  fantastyczne stwory. A  kiedy dotarliśmy do podmorskiej Abecjii ulepił wszystkie napotkane morskie stworzenia. A dzisiaj,  już po zgaszeniu światła zaglądał potajemnie do książki, żeby sprawdzić, jak dokładnie wyglądali mieszkańcy Patentonii.

Wspaniale, że „Pan Kleks” się w ogóle nie starzeje. Nie ma pedagogicznego przesłania, nie wychowuje.  „Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je sam się bawię”. I my też, drogi panie Brzechwo, my również.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Oj tak, ilustracje to podstawa.
    Przyznam się bez bicia, że dla mnie Doktor Dolittle zawsze miał aparycję nieco tęższego Profesora Filutka, nawet jeśli Lengren nieco się sprzeciwił opisowi autora.
    A na jaskrawe potworki patrzę ze zgrozą.

  2. Alojzy Kukuryk? 😯 Pamiętam z dzieciństwa, że był Alojzy Bąbel…

  3. W „Akademii” występuje jako Alojzy Kukuryk, potem będzie Bąblem:)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szancer jest absolutnym mistrzem!

  6. To prawda, że ilustracje Szancera są nieodłączną częścią tej opowieści – jak choćby rysunki własne T. Janson w serii o Muminkach. Jeśli raz się widziało Szancerowego Kleksa, po prostu nie można sobie wyobrazić innego, tak jak głos profesora będzie dla mnie zawsze głosem niezrównanego Piotra Fronczewskiego z wersji filmowej (sam film, poza PF, niestety uważam za słaby).

    PS. Gdyby ktoś z forumowiczów był kiedyś w Aleksandrowie Kujawskim, niech koniecznie odwiedzi szkołę mieszczącą się w pałacu Trojanowskich. Śliczny pałacyk, zagubiony w ogromnym, starym parku (aż 12 drzew-pomników przyrody!), nad dzikim stawem — tam naprawdę jest tak brzechwowo-kleskowo, że człowiek podświadomie czeka, kiedy z parku wyłoni się pochód krasnali, albo wybiegnie klasa na lekcje kleksografii 🙂

  7. „sam film, poza PF, niestety uważam za słaby”
    Mój Boże! Aż mnie wryło… Ale spowodowane jest to może tym, że oglądałem go po prostu w dzieciństwie, było to dla moich równolatków i okolic wiekowych doświadczenie, na swoją skalę, pokoleniowe, tym się żyło, na następne części się czekało z podnieceniem (co do reklam, to chyba jeszcze Prusakolepu nie było) , o tym się śniło, piosenki śpiewało. Może powinienem obejrzeć APK, jeszcze raz, doroślejszym i bardziej obiektywnym okiem, ale z takim sentymentem w sercu, to raczej niemożliwe 🙂
    Co do ilustracji, pełna zgoda. Abstrahując już od genialnych rycin Szancera, to kiczowate ilustracje potrafią zepsuć najlepszą książkę dla dzieci. Nie jest łatwo w „dobrych księgarniach” przebić się przez kilogramy prymitywnej i kolorowej makulatury, aż ciarki przechodzą jak się pomyśli jak to może zubożyć delikatną wyobraźnię. Wracając do Szancera, natknąłem się na wydanie Baśni Andersena z fatalnymi ilustracjami, to był szok. Żartując, pomyślałem sobie, że drukowanie Jana Christiana z ilustracjami innymi niż Szancera powinno być w naszym kraju zabronione…

  8. Podobnie jak własne rysunki W. M. Thackeraya albo M. Musierowicz – bez nich „Pierścień i róża” czy „Jeżycjada” to by nie było to samo. (Chociaż w przypadku Jansson ma to swoją drugą stronę – widziałam gdzieś jej ilustracje do „Hobbita” Tolkiena i to po prostu nie było to, przynajmniej dla mnie.) Za to własne rysunki H. Loftinga, jak już wspominałam, nie przekonują mnie, być może dlatego, że się wychowałam na Lengrenie…

  9. Do „kanonicznych” ilustracji dodałbym jeszcze rysunki Ernesta Sheparda do Kubusia Puchatka. Żal ściska, gdy się ogląda infantylną Disneyowską wersję …

    J.M. Szancer jest moim idolem, ilustrował chyba wszystkie tomy Brzechwy jakie miałem. I nie tylko Brzechwy. „Lokomotywę” Tuwima do dziś widzę tak, jak ją pan Szancer namalował. Miałem poza tym kiedyś zbiór podań i legend wielkopolskich „Orle gniazdo” – też z przepięknymi rysunkami Szancera. Nawet czarne charaktery miały u niego wdzięk, a grubasy były na swój sposób wysmukłe 🙂
    Wielkim artystą był!

  10. „Gdyby ktoś z forumowiczów był kiedyś w Aleksandrowie Kujawskim, niech koniecznie odwiedzi szkołę mieszczącą się w pałacu Trojanowskich.”

    Jeśli ktoś znajdzie się na Krymie, niech koniecznie odwiedzi Ałupkę i Pałac Woronocowa – Bajdocja i zamek księcia/ Mateusza w jednym 🙂

    Rysunki Szancera mam też w Baśniach Andersena – chyba najwspanialszy ilustrator w Polsce.

  11. Po kilku przeprowadzkach jakie zaliczylem (jedna przez ocean) zostaly mi tylko Bajki i Satyry Krasickiego. Zaginely Basnie Andersena, z rysunkiem smierci (Slowik cesarza) ktorego moja siostra panicznie sie bala. Przegladajac ksiazke zawsze bardzo uwazala zeby nie otworzyc na tym obrazku.
    Oczywiscie ze Akademia bez Szancera nie bylaby Akademia. No, moze co najwyzej tylko akademia. Mnie w dziecinstwie najbardziej fascynowal watek z krolem wilkow i doktorem Paj Chi Wo.
    Kanoniczne – jak to nazywa facet z Bydgoszczy – ilustracje!
    Rzeczywiscie, ze sa ksiazki ktore przywoluja w pamieci tylko te jedne jedyne ilustracje. Pan Tadeusz to Andriolli, Sienkiewicz to Uniechowski, wspominany tu Verne – de Neuville i Riou, Szaniawski – Daniel Mroz…… Ojej, liste moglbym ciagnac w nieskonczonosc.
    Jezeli idzie o Pierscien i Roze (jedna z moich najbardziej lubianych ksiazek) to mam wydanie PIWu z 1949 r z rysunkami Marka Rudnickiego do ktorych sie tez przyzwyczailem.

    PS facet – bylem we wrzesniu w Bydgoszczy – bardzo mi sie tam podobalo, a browar na Mlynskiej Wyspie – super!

  12. Dziękuję w imieniu mojego miasta 🙂 Rzeczywiście się poprawia .

  13. Po przeczytaniu swojego wpisu (z 29 XI) uswiadomilem sobie, ze pierwszy akapit MOZE byc niejasny; czy liczac na erudycje blogowiczow nie powinienem dodawac tego wpisu? 😉
    Pierwsze trzy wymienione przeze mnie ksiazki byly ilustrowane oczywiscie przez Szancera.

  14. Tak się jednak zastanawiam, czy nie przesadzamy – w końcu zamykanie wyobraźni na jedno jedynie słuszne przedstawienie graficzne/literackie/filmowe itp. chyba tej wyobraźni nie służy. Tak się złożyło, że mój synek dorósł do słuchania bajek równolegle z tzw. Kolekcją Dziecka (wyd. Agora 2004-2005). Kilkanaście bajek daleko odchodzących, z mocnymi akcentami ponowoczesnymi, od dostojnego kanonu – ale w jakim stylu! Teksty Kasdepke / Mikołajewskiego, przezabawnie czytane przez W. Manna i M. Umer, cała plejada niebanalnych rysowników, których nawet nie znałem dotąd (E. Wasiuczyńska, P. Pawlak, A. Żelewska) – a wszystko razem to masa radości dla dziecka i czytającego pospołu („Czterech Muzykantów z Bremy” musiałem czytać synkowi codziennie przez dobre trzy miesiące). Takie świeże spojrzenie zawsze się przydaje – niekoniecznie do „czyszczenia złogów andersenowsko-szancerowskich”; po prostu sądzę, że każda epoka zasługuje na własną (r ó w n o l e g ł ą z tradycyjną) estetykę, własny język, własne kulturemy.

  15. „Jeśli ktoś znajdzie się na Krymie, niech koniecznie odwiedzi Ałupkę i Pałac Woronocowa – Bajdocja i zamek księcia/ Mateusza w jednym”
    Miałam okazję zwiedzić w tym roku, polecam!

    Przy okazji mam pytanie, czy ktoś pamięta jeszcze stare wydanie Baśni Andersena – na okładce twarz Gerdy z Baśni o Królowej Śniegu i renifer. Ilustracje w sepii o ile pamieć nie płata mi figlii.

  16. Re Seiendes
    To co ja mialem na mysli, to nie to, ze te a nie zadne inne ilustracje sa NAJLEPSZE.
    Raczej to, ze MNIE dana ksiazka kojarzy sie, i to mocno, wlasnie z TYMI ilustracjami.
    A w ogole jaka jest rola ilustracji w ksiazkach?
    Ornament, dyktowany wyobraznia artysty, czy dopelnienie tresci ksiazki? Jest wiele ksiazek ilustrowanych przez autorow. Zabieg estetyczny, czy bardziej istotne uzupelnienie tresci?
    Czy istnieja najlepsze ilustracje? Czy istnieje najlepsze dzielo sztuki? O bolaczkach obiektywnej oceny dziel sztuki (konkursy) mowilo sie sporo w blogu p. Doroty.
    Oczywiscie ze stale odkrywamy inne reprezentacje, czy inne realizacje roznych dziel sztuki. W tym swietle nie ma jednego definitywnego wykonania. Sa tylko te do ktorych z takich czy innych przyczyn jestesmy najbardziej przywiazani.

    Stwierdziwszy powyzsze natychmiast zaprzecze sam sobie – tak dla sportu 😉 .
    Na przyklad upieralbym sie, ze sposrod kilku czy kilkunastu oper opartych na don Juanie, zacny don Giovanni jest jednak najlepszy.

  17. Zacna opera, chociaż bohater podły.
    Tak z ciekawości, jakie są jeszcze poza:Albertinim, Carnicerem y Battle,Dargomyżskim,i Gazzanigą?
    Tak, wiem, nie ten blog …

  18. @ivo, seiendes, Pietrek- z filmu przetrwały przede wszystkim piosenki, reszta dzisiaj wydaje się tekturowa:)
    Śmierć ze „Słowika” narysowana przez Szancera strasznie Maćka zafascynowała.

    Macie racje, że nie ma „najlepszych” ilustracji. Gdyby wybitni ilustratorzy tworzyli nowy kanon – to byłoby świetnie ( tak jak Wilkoń , który zilustrował niedawno „Księgę Dżungli”). Ale problem polega na tym, że klasykę rzadko ilustrują nowi, wybitni artyści (oni pojawiają się raczej w nowych książkach), może to zależy od praw autorskich i spadkobierców? Dość, że w książkach Tuwima, Andersena czy Brzechwy mamy albo stare, piękne ilustracje, albo jakieś tanie disneye.

  19. „Tanie disneye”?
    Przy niektórych z nich Disney to arcydzieło!
    Z innej nieco beczki; pamiętam jeszcze z dzieciństwa wydanie Don Kichota ilustrowane bodajże sztychami z epoki (kilku twórców). Długo zastanawiałam się, dlaczego DK jest raz młodszy, raz starszy, dlaczego Sanczo raz ma brodę, raz nie…

  20. Cara Donna Anna,
    Rzeczywiscie tak mi sie napisalo kilka, kilkanascie. Coz, pewnie zasluzylem na “Scellerato!”

    Moge dorzucic jeszcze (wziete z
    http://en.wikipedia.org/wiki/Don_Juan)

    1730: Antonio Denzio’s opera La pravità castigata, with music mainly by Antonio Caldara
    1776: Vincenzo Righini’s opera Il convitato di pietra
    1761 C. W. Gluck Don Juan (balet)

    No i The Stoned Guests by P. D. Q. Bach 😉

  21. A mnie do dziś makaron w zupie kojarzy sie z Moczybrodami, którzy mocząc zarost w garnku dodawali do potraw klusek 😉

  22. W formie „trzy w jednej” wyszły też ostatnio Baltazary Gąbki S. Pagaczewskiego. Moda jakaś?

  23. W przypadku „Pana Kleksa” trudno mówić o modzie, bo zbiorowe wydanie „Akademii”, „Podróży” i „Triumfu” istniało już w latach 60. Nie wiem, czy wiecie, ale Szancer ilustrował również „Pana Tadeusza”, mam szczęście posiadać własny egzemplarz. Ten mistrz kostiumologii idealnie sprawdzał się też w „Balladach i romansach” oraz „Trylogii”. Uwielbiam jego trochę wyidealizowane, wysmukłe postacie. Uważam, że stworzyłby znakomite sylwetki elfów Tolkienowskich, takie trochę niedopowiedziane. Od kiedy przeczytałam „Krystynę córkę Lawransa”, marzyłam, żeby zobaczyć ilustracje Szancera do tej książki.