Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

15.04.2012
niedziela

Alicja do śpiewania

15 kwietnia 2012, niedziela,

Próbowałam – jak ogrodnicy , którzy przemalowywali róże na czerwono. Próbowałam nadążyć za nowymi pasjami Maćka i czytać z nim coś o smokach, o piłce nożnej, ale nie szło. On sam już czyta sobie grube powieści o elfach i demonach, które mnie w ogóle nie interesują. Zaczęliśmy się z naszymi lekturami mijać, pomyślałam nawet, że może to już koniec naszej wspólnej przygody. Aż pewnego dnia wzięliśmy z półki „Alicję w krainie czarów” w przekładzie Antoniego Marianowicza z ilustracjami Olgi Siemaszko i wróciła radość.

Najpierw zorientowałam się, że czytając naśladuję głos Magdaleny Zawadzkiej ze słynnego słuchowiska, które pamiętam z dzieciństwa. Potem znalazłam gdzieś kasetę. Słuchali obaj chłopcy, Michaś podskakiwał z okrzykami „gra, gra…”, Maciek, jak to Maciek skrupulatny zaraz odnalazł wszystkie skróty i zmiany. – Książka jest najfajniejsza – docenił. – Może to wcale nie był sen? Może to naprawdę się jej przydarzyło? – zapytał z nadzieją na końcu. A przede wszystkim odkrył przyjemność języka. „Alicja” jest wspaniałym wprowadzeniem w literaturę. Sprawia, że słyszymy i widzimy słowa. Pamiętacie piosenkę w kształcie kociego ogona?

Słowa okazują się wieloznaczne, cały czas toczy się gra między słowem a znaczeniem. Okonie, Oko? Nie. – Nie wiedziałem, że zabijam czas – zadziwił się Maciek, kiedy na podwieczorku u Szaraka okazało się, że czas nie znosi, żeby go zabijano. „Najważniejsza rzecz to pory roku… – Skoro już mowa o toporach – przerwała Księżna – to zetnij jej natychmiast głowę!”. Aż dochodzimy do pytania o sens i znaczenie, kiedy biały królik odczytuje list w sprawie oskarżonego Waleta Kier.
„Mówiono mi, żeś u niej trzykroć
Powiedział jemu, że
Choć im to wielką sprawia przykrość
Niestety pływam źle”
-„Przecież w tym nie ma ani odrobiny sensu” – mówi Alicja. A dalej razem razem z królem dokonują cudownej analizy tego tekstu „bez sensu”. W „Alicji” widzimy, jak działają mechanizmy języka i snu. Te wszystkie zaskakujące sąsiedztwa i spostrzeżenia Alicji. Kiedy próbuje sobie przypomnieć znany tekst – piosenka układa się w coś zupełnie nowego. A ten list zachęca, żeby zajrzeć pod podszewkę słów, co tam się kryje? Może to być parodia doszukiwania się znaczeń na siłę, ale jednocześnie okazuje się, że sens nie jest konieczny, czasem wszystko dzieje się pomiędzy słowami, w języku.

Jak byłam mała, najbardziej lubiłam Bisia, niezbyt rozgarniętą jaszczurkę, która nieustannie obrywa za wszystkich. Maciek uwielbia znikającego Kota-Dziwaka. Wszyscy przy czytaniu i pisaniu stosujemy się do genialnej zasady króla: „Zacznij od początku, doczytaj do końca, a potem przerwij”, no i… śpiewamy. Maciek zna już wszystkie teksty, nawet arcytrudny list bez sensu. Nie spodziewałam się nawet w snach, że „Alicja” stanie się naszym domowym śpiewnikiem. Teraz nie ma wyjścia: „Chcesz czy nie chcesz, chcesz czy nie chcesz, bardzo proszę się zastanów…”

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Każde pokolenie tworzy lub wybiera wyznaczniki swojego „Ja”. Z tym większą radością czytam, iż istnieje tradycja w moim (z grubsza) pokoleniu swoistej adoracji fenomenu słuchowiska PR „Alicja W Krainie Czarów”. Jest to bodaj najlepsza bajka (nie tylko) dla dzieci, opublikowana w polsce PRLu.
    Dziękuję Pani, Pani Justyno za ten „głos na puszczy”, który daje ludziom szansę otwarcja na takie perełki.
    Tym większy szacunek, że za sprawą tego właśnie słuchowiska udowadnia Pani, iż istnieje pewna więź międzypokoleniowa utwierdzająca się właśnie w twórczym kultywowaniu języka z jego niezwykłą siłą kształtowania rzeczywistości.

    Na koniec odpowiedź na zarzut Alicji w kwestii sensu:
    Ja nie mam sensu,
    Ty nie masz sensu,
    Żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
    Gry są bez sensu,
    Sny są bez sensu.
    Nawet, niestety, sens nie ma sensu.

    Czego kwintesencją są słowa Króla: To był dowcip.

  2. Jeszcze krótki komentarz n/t ostatniego akapitu.

    „Zacznij od początku, doczytaj do końca i na tym przerwij czytanie.”
    Czy nie brzmi to jak układ procedur w językach programowania?

  3. „Zaczęliśmy się z naszymi lekturami mijać, pomyślałam nawet, że może to już koniec naszej wspólnej przygody.”

    Miałem podobne wrażenie, gdy dorastająca córka zatonęła po uszy w książkach o wampirach. Załamywałem ręce, ale siedziałem cicho. I słusznie! Po pewnym czasie dziecię zaczęło z własnej inicjatywy podbierać książki z moich półek, a dziś wspólnie pękamy ze śmiechu przerzucając się cytatami: jak to poseł Kosiubidzki Feliks „każdego, z kim rozmawiał, sobą silnie bez przerwy zaszczycał”. I o lotnikach z Pianosy: „Strzelanie do rzutków było dla nich doskonałym ćwiczeniem. Nabierali dzięki niemu wprawy w strzelaniu do rzutków”.

    Przygoda z literaturą, raz zaczęta, nie może się skończyć i różnice pokoleniowe niewiele tu znaczą. Ale to wie Pani pewnie lepiej ode mnie.

    Jeśli wolno, to jeszcze jedna uwaga całkiem nie na temat (ale o książkach). Widziałem w Empiku „Finneganów tren”, na który czaiłem się od dawna. Wydali go w miękkiej oprawie, jak kryminał do przeczytania w pociągu! Jak można …

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Alicja to chyba najważniejsza książka w naszym domu, dociera do wszystkich grup wiekowych na swój sposób (4-latka i 10-latek oraz „starzy”). Uwielbiamy film Disneya z 1951 z bardzo udanym dubbingiem, pięknym dźwięcznym ‚ł’ Alicji-Barbary Rylskiej i rewelacyjnymi piosenkami. Dodgson i Disney mieli ze sobą wiele wspólnego. Zaskakująco dużo zbieżności charakterologicznych, nie dziwi, że zrobienie Alicji było obsesją Disneya. Sam film mocno ”odjechany”, jakby zwiastujący nadchodzące lata 60. Nie był zbyt ciepło przyjęty w 1951.

  6. Jest jeszcze jeden wymiar relacji sensu i bezsensu w „Alicji” – ten tłumaczeniowy. Tak się złożyło, że miałem kiedyś zajęcia z przekładu z autorką kolejnego po Marianowiczu tłumaczenia „Alicji”, która jako jeden z najtrudniejszych elementów tekstu wskazała postać kota z Cheshire – po ang. to nawiązanie do powiedzenia „smile like a Cheshire Cat”, czyli uśmiechać się od ucha do ucha. W tłumaczeniu p. Kozak ów Ch.C. został „szczerym kociskiem”. Tłumaczka przyznała, że korcił ją „kot cieszyński/z Cieszyna”, ale taki ekwiwalent odrzuciła. „Dlaczego nie?”, jęknęła nasza grupa, złakniona carrollowskiego absurdu. A że student złośliwy i wredny, to łatwo się domyślić, że szczere kocisko przyjęło się w sferze przezwisk 😉

  7. Dwa wielkie tematy w jednym wpisie – Alicja, i rozchodzenie sie zainteresowan lektur dzieci (pozniej wnukow – bo ja tez juz to mam za soba 🙁 ) i swoich!
    Alicja byla zawsze moja ulubiona ksiazka, choc niekoniecznie z najwczesniejszego dziecinstwa. Tez bazowalem na tlumaczeniu Marianowicza. Ciekawa informacja na temat tlumaczen sa w Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Alicja_w_Krainie_Czar%C3%B3w
    Ja czytalem to po raz pierwszy w wieku niekoniecznie doroslym, ale juz na tyle dojrzalym, ze zdawalem sobie sprawe pure nonsensu ksiazki – i to mnie bawilo. Natomiast Po drugiej stronie lustra, ktore zaczalem czytac z ciekawosci, a dokonczylem z obowiazku, nie wzbudzilo juz mojego entuzjazmu.
    Kiedy poznalem swoja przyszla zone, okazalo sie, ze ona nalezy do obozu Misia Puchatka. I tak to juz zostalo do dzis. Wydaje mi sie, ze w znacznej mierze Puchatek zawdziecza swoje powodzenie w Polsce, dzieki rewelacyjnemu tlumaczeniu Ireny Tuwim. I tu kolko sie zamyka – w jakim stopniu tlumaczenie decyduje o powodzeniu ksiazki.
    Sluchowiska nie znam, ani innych filmow, procz produkcji z J. Deppem i H. Bonham Carter – okropnej! Jest ponoc film z 1933 r z C. Grantem, G. Cooperem i W.C. Fieldsem – to musi byc cos.
    Tej ksiazki nie da sie fizycznie zilustrowac. Cala jej uroda opiera sie na pobudzeniu wyobrazni czytelnikow i czytelniczek tez ;-).
    Jezeli idzie o ilustracje – to za moich mlodych lat byla Olga Siemaszkowa 🙂 . Mam jakis egzemplarz Swierszczyka z jej ilustracjami (Moja Mama tez robila tam ilustracje i tak to sie pisemko zachowalo). Czytalem tez niedawno wspomnienia E. Lipinskiego ktory tez nazywa ja Siemaszkowa.
    PS Drugi watek – co lubimy czytac my, a co dzieci – porusze pozniej.

  8. Kubuś Puchatek jest jednak poza czasem i miejscem, może się dziać gdziekolwiek, zatem można powiedzieć, że Irena Tuwim miała łatwiej. Alicja jest mocno osadzona w klimacie Anglii i tego, co działo się tam w czasach, gdy żył Dodgson. Trudno byłoby ot tak sobie wrzucić Cieszyn i nie zostać zlinczowanym. Ale szczere kocisko całkiem fajne. W Alicji jest jeszcze (nie) jeden problem – nagminne mylenie krykieta z krokietem. A grają tam oczywiście w krokieta, choć wiele tłumaczeń twierdzi co innego. W ogóle tłumaczenie Marianowicza wśród entuzjastów uważane jest za najgorsze, bo najbardziej spłycające wszelkie zabawy językowe, zatem najbardziej ‚dziecinne’, choć właśnie najbliższe temu, co robiła IT, spolszczone.

  9. W księdze „Zhuangzi” czytamy: „Słowa nie są tylko wydmuchiwaniem powietrza. Słowa mają coś przekazać. Ale jeśli to, co mają powiedzieć, nie jest ustalone, czy rzeczywiście coś przekazują? Czy też nie przekazują niczego? Ludzie uważają, że słowa różnią się od szczebiotu ptaków, ale czy tak jest?” Według jednej z interpretacji tego fragmentu, słowa niosą znaczenie, chociaż same z siebie i same w sobie nic nie znaczą. Znaczenie to nie jest stałe. Znaczenie każdego słowa jest zależne od kontekstu i samo wywiera wpływ na kontekst zdania, ustępu czy tematu. Mówiąc inaczej, słowa nie znaczą nic poza kontekstem, a zyskują znaczenie odpowiednie do ich użycia w danej sytuacji. Zhuangzi porównywał język z siecią na ryby, która jest przydatna tylko do złowienia ryby, potem zaś niepotrzebna do czasu łowienia następnej ryby, czy też poszukiwania nowego znaczenia. Filozof odróżnia trzy specyficzne rodzaje języka: „słowa przypisywane”, „słowa powtarzane”, „słowa puchary”. Pierwsze to słowa przypisywane wielkim postaciom historycznym czy legendarnym, co zwiększa ich oddziaływanie. Drugie to słowa zdobywające wiarygodność dzięki ich powszechnej znajomości, ponieważ często mylimy to, co tylko znajome, z tym, co oczywiste. Trzeci rodzaj to słowa, których znaczenie się zmienia, opisane przez Zhuangzi jako „słowa będące nie-słowami”. Ten rodzaj języka nieustannie się odświeża i dzięki temu lepiej komunikuje znaczenie. Napełnia i opróżnia się jak puchar, przez co dokładniej ukazuje różnice niezbędne dla zrozumienia.
    Fragment z książki „Wielcy Myśliciele Wschodu”:)

  10. Świetny pomysł na bloga Pani Justyno! A bajki do czytania są rewelacyjne. Od dawna moje dzieci ich słuchają!

  11. Rowno miesiac pozniej – ciag dalszy wpisu. Nie zarobilbym na chleb piszac co wieczor powiesc w odcinkach do gazety, jak to czynilo wielu wielkich 🙂
    Ja, nie majac innych zrodel rozpraszajacych dzisiejsze dzieciaki, wlasciwie przez cala szkole bylem pod silnym wplywem Ojca, ktory, choc majac wyksztalcenie przyrodnicze (byl profesorem fizyki), byl bardzo oczytany i mial duzy wplyw na to co czytalem. Verne, W. Uminski, E. Majewski, J.O. Curwood, Grey Owl, Lilavati, Sladami Pitagorasa, Lesmian, Mity Greckie, pozniej Slowacki, Zeromski, Romain Rolland, Stendhal itd wszystko to mialem zaliczone z polecenia, i czasami wspolnego czytania, ojca. Z polecenia kolegow i na wlasna reke, z tego co pamietam, przeczytalem chyba tylko komplet Tarzana E. R. Borroughsa 🙂 i jakiegos Louis L’Amoura i Zane Greya – to co sie uchowalo z przedwojennych wydan. Poza tym z kolegami (8 klasa) poszedl tez caly Dumas – nie tylko trylogia trzech muszkieterow, ale Pamietniki Lekarza (w calosci) itd.
    Nasze pachole wyrwalo sie spod naszych opiekunczych skrzydelek znacznie wczesniej. Jak pisze facet z Bydgoszczy, nastaly czasy smokow, czarownikow, potworow i innych dziwadel. (Wampiry jeszcze wtedy nie weszly w mode).
    Ale przy tej okazji wciagnal sie w gre Dungeons and Dragons, ktora okazala sie nieslychanie fajna. Gra (dla niewtajemniczonych) jest planszowa, losowa (rzuca sie najprzedziwniejszego ksztaltu kostkami) ale glownie polega na wcieleniu sie w swoja postac, ktora ma za zadanie, osiagnac jakis status poprzez nieustanne zdobywanie stopni wtajemniczenia, osiagnac jakis cel, a nie wyeliminowac wspolgraczy. Innymi slowy odgrywa sie jakas role. Gra, przynajmniej w erze przedinternetowej polagala wylacznie na wyobrazni, tworczych zdolnosciach i pomyslowosci graczy. Gra, nie tylko moze, ale ma sie ciagnac miesiacami. Celem jest granie, a nie wygranie.
    Natomiast z wnuczka czytalismy troche R. Dahla, i to w ramach nauki jezyka, w oryginale.
    PS Ponownie, z doroslym juz synalkiem, przeczytalem Sapkowskiego 🙂

  12. Szanowna Pani Justyno, mam prosbe: czy moglaby Pani podac tytuł oraz z jakiego tomu pochodzi opowiadanie Kornela Filipowicza, o ktorym pisala Pani w Polityce, chodzi mi o opowiadanie o niesmialej dziewczynie, ktora wybiera sie na niedzielna wycieczke.
    Z pozdrowieniami,
    Karina

  13. Proszę o więcej!!!

  14. Pani Justyno, szukam z Wami kontaktu. Ciesze się ze znalazłam Pani blog. Swój e mail podałam, czekam na wiadomość. Luda ze Lwowa.

  15. Podam jeszcze raz dla pewności liudmila@vp.pl.

  16. uff, myślałem że tak wiele straciłem ostatnim niewchodzeniem, a ty taka ulga… 😉

    btw, ktoś już tu reklamował Wojciecha Mikołuszki „Tato, a po co?” i „Tato, a dlaczego?”. Bo warto.

  17. Nigdy nic nie wiadomo, Fomecku. Moze syćka cekali tutok właśnie na Ciebie? 😀

  18. ech Owcarku… 😀

  19. To w ocekiwaniu na nowy pikny wpis niekze zboce mój ulubiony kawałecek z opisanego przez Poniom Justyne słuchowiska (zacytuje z pamięci).

    KRÓL (głosem pona Holoubka): Niech przysięgli naradzą się nad wyrokiem.

    KRÓLOWA (głosem poni Kwiatkowskiej): O, nie, nie! Najpierw niech wydadzą wyrok, a dopiero potem niech się zastanawiają.

    😀

  20. A u nas wszczepił się duch Jeżycjady Musierowicz i wszystkie trzy dziewczyny (matka + 2 x córka) tym stylem do dziś mówimy… no, nie bez przerwy. I tamże występuje malarka – amatorka, która ilustruje Alicję (Pan Gasienica palący nargile).
    Kubuś Puchatek był nielubiany.
    Pan Hilary był cytowany jak tekst własny…

  21. A ja wlasnie wczoraj skonczylem czytac Alicje swoim bliznietom (z których jedno ma tak zreszta na imie)!
    Ale mysle, ze wrócimy jescze do niej w przyszlosci. Pojutrze dzieci koncza 6 miesiecy, wiec moga niewiele z tej naszej sesji czytelniczej pamietac:>