Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

29.12.2013
niedziela

Co czytać z dzieckiem, które nie lubi czytania

29 grudnia 2013, niedziela,

Starszy syn zawsze chciał, żeby mu czytać: podczas zabawy, jedzenia, usypiania. Młodszy (trzylatek) woli wyszukiwać sobie w iPadzie piosenki i filmy. Na pytanie: – Poczytamy? – zazwyczaj odpowiada krótko:  – Nie. Jest przedstawicielem coraz liczniejszego gatunku, który nie ma czasu i ochoty na książki. Są tylko dwie, które do niego przemawiają: wieczorem chce, żeby mu czytać książeczkę „Bobo” Markusa Osterwaldera i jedno z opowiadanek o Julku i Julce Anne M.G. Schmidt (obie rzeczy z wydawnictwa Hokus-Pokus). „Bobo” to rysunkowa historyjka o małym misiu czy chomiku, który  zachowuje się zupełnie jak małe dziecko. Cała książeczka jest zapisem codzienności – wyjazd do babci, karmienie królików (chomik karmiący króle :)), wycieczka na basen, jedzenie lodów. Michał podaje hasło: „Bobo naciska dzwonek” albo „Bobo poślizgnął się” – i wiadomo, który rozdzialik mamy czytać. Trzylatkowi sprawia przyjemność czytanie o dziecku mniejszym od siebie, mniej samodzielnym, widać w tym też tęsknotę, żeby być takim bobo – maluchem, a nie coraz większym chłopcem, który musi już umieć tyle rzeczy.
– A teraz przeczytaj, jak dzieci wypadły z samolotu! To z „Julka i Julki”. Króciutkie opowiadanka są jak z życia wzięte. Julek się sparzył albo spadł z pianina. A jak bawili się w samolot, to zgubili dzieci Julki: misia i lalkę . Nie miały spadochronu, ale jakoś przeżyły. Julek i Julka badają granice tego, co wolno i czego nie wolno. I ponoszą konsekwencje – sparzony palec. A kiedy próbowali ciągnąć kota na sznurku jak psa na spacer, mama na nich nakrzyczała, a zmaltretowany kot ledwo zipał. Taki sam pomysł mógł się zrodzić w głowie Michała, łapania kotów za ogon nie można go oduczyć. „Julek i Julka” pokazują prawdziwe pragnienia dziecięce, które, jak wiemy, bywają okrutne. Są tu emocje i uczucia, które dziecko rozumie, a jednocześnie te historyjki są często bardzo śmieszne.

Przy „Julku i Julce” dorosły się nie nudzi, podobnie jak przy filmie „WALL-E”, który młodszy, podobnie jak starszy, uwielbia. Robocik WALL-E w świecie przyszłości jest bardziej ludzki niż ludzie. To on jest spadkobiercą gatunku ludzkiego, który zamienił się w konsumujące roboty. WALL-E zbiera śmieci, ale tak naprawdę tworzy muzeum ludzkości (która wyniosła się z Ziemi i mieszka na luksusowym statku kosmicznym). WALL-E ogląda stare amerykańskie musicale, i marzy, żeby wziąć za rękę robota EVĘ, w której się zakochał. Oglądaliśmy ten film już kilkadziesiąt razy i zawsze z tym samym wzruszeniem. Ten obraz przyszłości przypomina miejscami wizję Huxleya. Światem rządzi jedna firma, ludzie „konsumenci” są odzwyczajeni od myślenia ( i chodzenia). Żyją tylko w świecie wirtualnym. Dopiero roboty pomogą im na na nowo stać się ludźmi. WALL-E jest godnym następcą ET.

Michał pewnego dnia znalazł kasetę wideo i oglądał ją tak samo jak WALL-E swoje znaleziska ze śmietnika ludzkości. Dużo ich łączy, bo WALL-E przez swoją niezdarność sam przypomina dziecko. A poza tym jest śmieciarką, a jak wiadomo śmieciarki (obok wozów strażackich) są najfajniejsze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Bobo to koszatka. 🙂
    Z dzieckiem, które nie lubi czytać (może tylko na chwilę) dobrze jest oglądać książki obrazkowe. Ma okazję „się wykazać”, bo też czyta, tylko obrazy.

  2. koszatka! Nie znałam tego gatunku, dziękuję 🙂

  3. Proszę. W branży już od dawna toczyły się dyskusje na temat jego przynależności gatunkowej. 😉

  4. czytelnictwo to najzbawienniejszy zarazek, jakim można zainfekować dziecko, obok pasji spaceru zdaje mi się. Sprawa jest warta choćby wysmakowanej taktyki. Zupełnie prostą metodą, którą mogę Pani zalecić na początek, jest przedsięwzięcie dwóch kroków: wgranie na sprzęt elektroniczny bajki animowanej będącej adaptacją książki i zainteresowanie tą bajką. Następnie rozszerzenie kontaktu z fabułą przez czytanie pierwowzoru książkowego.

    Można natężać poszczególne posunięcia, zależności od tego, jak rokuje chłopczyk. Np. dostatecznie wysokie wzbudzenie zainteresowania może wymagać aktywnego współudziału w oglądaniu bajki. Dobór bajki jest ważny. Jeżeli tradycyjny wybór nie wystarcza (np. baśnie Andersena, Muminki), to warto w przedszkolu dopytać sie, na co jest aktualnie moda. Są obecnie książki nawet na kanwie Angry birds. Taki wybieg winien zadziałać tak, by od książki do ksiązki za rok o tej porze mogła Pani czytać mu do snu Don Kiszota tudzież Iliadę. Jeśli rzecz nie zagra, to proszę dać znać;)

  5. Moje dziecko też nie przepada za czytaniem, ale znalazłam inny sposób na rozwój jego kreatywności i wyobraźni – teatr dla maluchów. Byłam z nim w http://teatrmalegowidza.pl/ Fajna zabawa, spektakle przygotowane z myślą o najmłodszych 🙂