Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

10.02.2014
poniedziałek

Znikające księgarnie

10 lutego 2014, poniedziałek,

Amerykańska dziennikarka w czasie swojego pobytu w Warszawie zdziwiła się, że mamy tak dużo księgarni. Nie to co u nich. Zabrzmiało paradoksalnie, bo akurat zamykano kolejną warszawską księgarnię, a w witrynie pojawiła się kartka „likwidujemy się ze względu na czynsz”. Przypomniała mi się moja pierwsza wizyta w Stanach w 2001 roku, kiedy odwiedziłam księgarnię Barnes&Noble. Miałam wrażenie, że to jakiś inny, lepszy świat stworzony dla czytelników, którzy polegiwali aż do nocy na miękkiej wykładzinie i fotelach, czytali i popijali kawę. Ach, myślałam, kiedy u nas tak będzie.

No i raj przyszedł, nawet dość szybko. I okazuje się, że dziś prawie każda księgarnia musi być kluboksięgarnią, albo sklepem z gospodarstwem domowym – inaczej ciężko przędzie. W mojej okolicy zamknęły się ostatnio kolejne księgarnie. Została jedna, ale nie lubię jej, bo na witrynie zdarzają się antysemickie tytuły. Do Empiku chodzić to żadna przyjemność – znowu ktoś poproszony o pomoc zdziwi się: Robert Walser? Ten od diety? Dawny Traffic lubiłam odwiedzać, wiem, że nie płacili, ale mieli z głową ustawione książki. A najprzyjemniej było w dawnym Czytelniku, gdzie i rozmowa z paniami była ciekawa. Teraz po książkę naukową do Libra i Prusa na Krakowskie Przedmieście (najczęściej trzeba zamówić). Na kawę z książką do Tarabuka, a we Wrocławiu, wiadomo, najprzyjemniej jest w Tajnych Kompletach, gdzie wszystko można znaleźć, i jest kawa, i życie literackie. A poza tym zostaje internet. Tam bez problemów znajdę Roberta Walsera, nie tego od diet. Pytanie, co dalej?

Polska Izba Książki przygotowuje projekt ustawy o książce, która zamrozi (na określony czas) cenę książki ustaloną przez wydawcę – nie będzie tak, że wielcy gracze będą mogli obniżać ceny. Czy to pomoże małym księgarniom? Na razie trwają burzliwe dyskusje. Sprawa czynszów zależy od władz lokalnych. W Polsce giganci sprzedają najwięcej i chwalą się wzrostem sprzedaży, ale desperackie wprowadzanie patelni do Empiku świadczy, że to nie książki sprzedają im się najlepiej. Empik zamknął księgarnię na krakowskim rynku, a drugi wielki gracz – sieć księgarń Matras właśnie została wystawiona na sprzedaż.

Optymiści mówią, że dziś liczy się pomysł. Formuła sklepu z książkami się zużyła, czas na coś nowego. Sprawdza się specjalizacja: np. Kredka cafe – kluboksięgarnia z książkami dla dzieci połączona z salą zabaw, czy Wrzenie świata – kluboksięgarnia z reportażem. W Łodzi, w klubie Niebostan całą ścianę zajmują książki – bardzo starannie wybrane. Na Zachodzie była też moda, żeby książki sprzedawać w eleganckich butikach. Skoro w księgarniach można kupić już wszystko, to książki rozpychają się w Rossmanach i sklepach z ubraniami. Świetnie, że w miastach powstają takie miejsca jak Tajne Komplety, Niebostan. Ale co z mniejszymi miejscowościami? Potrzebny jest plan odgórny plan wsparcia. Książki nie są takim samym towarem jak patelnia. Na Zachodzie funkcjonują rozmaite programy wspierające niezależne księgarnie. My też bez tego nie damy rady.

A tak w ogóle, to gdzie państwo kupują książki?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 35

Dodaj komentarz »
  1. Mimo wszystko najczęściej w Empiku. Nie wiem czy to wspomniane przez Panią patelnie czy coś innego powoduje, że mogą sobie pozwolić na regularne obniżki, z których lubię korzystać. Poza tym nie zauważyłam, by jakakolwiek inna księgarnia miała podobną dostępność, co jest dla mnie dużym ułatwieniem, bo rodzinne gusta są u mnie w domu zgoła odmienne i małe księgarnie tematyczne nie ułatwiają mi zakupów mimo ich niezaprzeczalnego uroku 🙂

  2. W inernecie i w ksiegarni. Ale w zasadzie tylko wieksze opracowania jak np. „Historia piekna”-Ecco, Kolakowskiego- co sie da, czy ostatnio – wydanie z wszystkimi fraszkami Leca…
    Nie kupuje od jakiegos czasu wymyslonych, niekiedy rzekomo z zycia wzietych (milosc ratuje bohatera przed ostatecznym stoczeniem sie na dno – Boze, co za tandeta) historii, gdzie najciekawsi sa „tylko ludzie po przejsciach” czy tez z przejsciami, a wiec pijako-alkoholicy, narkomani, prostytutki, kryminalisci, gdzie trzeba uwazac zeby nie zostac poczestowanym wiazanka na poczatek itd…Moze dlatego, ze widze to dookola i nie chce miec z tym g… do czynienia w wolnym czasie. Smieszy mnie kiedy krytycy wyja nad tymi hisoriami z zachwytu. Jest to dla mnie sygnal, zeby tego nie kupowac, ani nie ogladac nastepnie filmow na podstawie tych historii nakreconych. Wiadomo chyba do czego i kogo nomen omen pije.

  3. @Gospodyni: „Barnes&Noble ( dzisiejszy bankrut). ”

    Barnes&Noble bynajmniej nie zbankrutowal. Ma sie dobrze, chociaz moglby lepiej. Bylem dzisiaj wracajac z pracy. Zbankrutowala natomiast I zniknela bardzo popularna siec Borders, jak zwykle na skutek glupoty management.

    Nie wiem skad pochodzila ta pani dziennikarka, moze z jakiejs wsi, ale ksiegarni tu gdzie jestem – czyli na amerykanskim Midwescie – calkiem sporo. W odleglosci 10 minut jazy samochodem mam 4. B&N, Half Proce Books sprzedajacy ksiazki uzywane I dwie ksiegarnie neizalezne. Wsrod ludnosci obowiazuje zwyczaj kupienia jednej ksizaki meisiecznie w niezaleznej ksiegarni – sa owe ksieganie bardziej centrami towarzyskimi niz ksiegarniami, I nalezy je popierac aby nei zniknely

    Oczywiscie, to jest na wsi. W Nowym Jorku – ksiegarni od przyslowiowego „metra”, I ciagle otwieraja sie nowe.

    Jakos ta „pani dziennikarka” podejrzana mi sie wydaje…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Gospodyni: ” którzy polegiwali aż do nocy na miękkiej wykładzinie i fotelach, czytali i popijali kawę”

    Przypomnial mi sie dowcip rysunkowy z New Yorkera: Lada, an scianei duzo ksiazek. Za lada sprzedawca, przed lada facet. Pyta: Macie espresso? Nie mamy. Macie cafe latte? Nei mamy. Co, I wy macie czelnosc nazywac sie ksiegarnia?

    Ksiegarnie zabije Amazon. Niestety. Ide do B&N, widze ksaizke. Kupuje kawe, pzregladam. Podoba mi sie. Wyciagam smartfon, otwieram aplikacje Amazon, skanuje kod kreskowy I natychmiast mi wyskakuje: ta sama ksiazka za 60% centy, bez podatku, dostawa darmowa w 2 dni. Niestety, ksiegarnie staja sie salonami wystawowymi do Amazona. Dlugo nie pociagna

  6. Tak, być może jest tak, że niedługo i wysokie czynsze i Amazon przybiją ostatnie gwoździe do trumien małych księgarń. Ta gdańska (o profilu artystycznym), w której ośmiu lat pracuję i w której oczywiście kupuję książki, utrzymuje się chyba tylko dzięki naszej miłości do dobrych książek, dzięki stałym klientom, którzy bez problemu znajdą na półkach książki Walsera, a i jeszcze będą mogli z nami o nich pogadać. A także dzięki temu niestety, że zwalniając ze względu na kłopoty finansowe połowę ekipy, pracujemy teraz niemal bez przerwy. Te gwoździe do trumien księgarń przybiją również marketingowe praktyki takich wydawnictw jak Znak (które to wydawnictwo nota bene kiedyś bardzo kochałam). Stracę wtedy swoje dobre miejsce na ziemi, ale cóż… poszukam nowego.

  7. Ja kupuję w antykwariatach. Rana po zamkniętym Trafficu wciąż się nie zabliźniła…

  8. Wyłącznie w antykwariatach.

  9. „A tak w ogóle, to gdzie państwo kupują książki?”

    Państwo nie kupują książek, bo drogie. Mi się okazjonalnie zdarza kupować e-booki, ale te też raczej w promocji. Smutne, nie?

  10. W Warszawie polecam Księgarnię na Bagateli. Dawniej na dole, teraz na pięterku nad kwiaciarnią. Tu można i dobrą książkę kupić i porozmawiać i nawet pogłaskać kota i polegiwać na kanapie…Kawę można kupić w kawiarni na dole. A niedaleko Łazienki…Moja stała trasa.

  11. Traffic był jednak magiczny. Teraz najwięcej kupuję przez internet, mimo, że brakuje spacerowania między książkami to ceny są niższe;)

  12. Nowe zamawiam w Tarabuku.

    Stare – na allegro.

  13. Ja już nie mam miejsca w domu, ale zaczęłam korzystać z czytnika. Przyzwyczaiłam się szybko, w drodze do pracy (autobusem) się sprawdza, bo lekki i mały – tym bardziej na dalsze wyjazdy. Więc ma się rozumieć – nowe książki kupuję przez internet. A te najbardziej ukochane mam w obu wersjach.

  14. @nj: „Traffic był jednak magiczny”

    Jak zamykali Traffic, bo byl komunikat w prasie ze tam bedzie nowa ksiegarnia. Cos wiadomo o tym?

  15. „Co było – nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno.
    Cóż, każda epoka ma własny obyczaj i ład…”

    Tęsknimy za światem, który był nam dobrze znany i przytulny… Pani płacze, że znikają małe księgarnie. Ja zaś myślę, że front walki nie przebiega na linii małe księgarnie – duże księgarnie. Ja myślę, że być może już niedługo będziemy narzekać, że narracja audiowizualna wypiera słowo pisane.

    Pisanie i czytanie jest rozwiązaniem – prawdę powiedziawszy – topornym, mało eleganckim, prymitywnym i ‚stratnym’ – jak mawiają informatycy. Jest formą zapisu wymyśloną wiele tysięcy lat temu dla celów ewidencyjno-skarbowych. Moim zdaniem jego znaczenie powoli przemija. Proszę pomyśleć ile czasu i wysiłku zabiera w szkole uczenie pisania i czytania, które są przecież głównie narzędziem do zdobywania wiedzy…

    Matka Natura przystosowała nas do komunikowania się za pomocą żywego słowa: dźwięków, gestów, mimiki i mowy ciała. Dzisiejsza technologia umożliwia nam taką komunikację. Zamiast pisać listy, rozmawiamy za pomocą Face Time’a, czy Skype’a. Blogi przybierają coraz częściej formę wideo-blogów. Niektóre media wykorzystują tzw. ‚telewizję internetową’ do publikowania felietonów takich jak Pani felieton w formie wideo. Fenomen ‚Uniwersytetu You Tube’ też zdaje się to potwierdzać. Kiedy chcę się nauczyć wiązania nowej muchy, szukam filmu instruktażowego w sieci, nie opisu tekstowego. Wielokroć więcej osób korzysta z YT niż z Wikipedii.

    Proszę mnie źle nie zrozumieć. Piszę te słowa z mojej domowej biblioteki, która jest największym pomieszczeniem w moim domu i jest zabudowana regałami mieszczącymi ponad 3 tysiące książek, a mam przecież jeszcze drugą, fachową w innym pomieszczeniu. Ale też w ostatnim czasie 90% książek (i 100% prasy) przeczytałem na swoim iPadzie. Nie dlatego, że jestem jakimś wielkim zwolennikiem nowości, ale z braku czasu i dla czystej wygody.

    Żyjemy w czasach fascynujących zmian.

    PS Czy nie oglądała Pani ostatnio ‘Masz wiadomość’?

  16. @A.L Niby coś jest, ale tylko na małej części parteru, pozostała część jest zamknięta. Mała przestrzeń- mało książek.

  17. @A.L. – słusznie, pospieszyłam się z tym bankructwem B&N – zamykają co trzeci sklep, ale to nie jest bankructwo 🙂 Padła sieć Borders. Rzeczywiście gwoździem do trumny małych księgarni będzie Amazon, który będzie sprzedawał najtaniej. Jego widmo już krąży nad Polską.
    @Violinowy Klucz – mam nadzieję, że uda się przetrwać, jest wielu ludzi, którym takie miejsca są potrzebne.
    @Skues – myślę, że audiowizualność nie wyprze słowa pisanego, podobnie jak telewizja nie wyparła kina 🙂 media się poszerzają , a nie zastępują. Czytamy na czytnikach i czytamy książki – równocześnie. Też więcej książek przeczytałam w wersji elektronicznej niż papierowej, ale nie wyobrażam sobie ścian bez książek. A ten film muszę sobie odświeżyć, bo dawno nie oglądałam 🙂

  18. No pieknie! Ustawa sztucznie zawyzy ceny za pieniadze ludzi, ktorych na ksiazki nie stac. A za frazeologia na temat misji kulturowej kryje sie najczesciej zwykle lenistwo,. Nie wiem czy zaufalbym ksiegarzowi ktory nie wie na jakim swiecie zyje. Jezeli ksiazki tak rozwijaja to ludzie ktorzy je czytaja powinni troche lepiej sobie radzic.

  19. @Justyna Sobolewska

    (…) ‚myślę, że audiowizualność nie wyprze słowa pisanego, podobnie jak telewizja nie wyparła kina media się poszerzają , a nie zastępują.’

    Pozwolę się z Panią nie zgodzić, ale dyskusja na temat znacznie przekracza formę komentarza pod Pani blogiem. Myślę, że nie zetknęła się Pani z konceptem Waltera Onga, który periodyzował historię kultury na: oralną, cyrograficzną i typograficzną. Wedle jego opinii obecnie mamy zmierzch tej ostatniej i wchodzimy w okres kultury cyfrowej. W mojej bibliotece mam również pozycje Karola Marksa, Derridy, Foucaulta, MacLuhana, Darwina i innych autorów, których lektury ukształtowały moje poglądy w tej materii.

    Czytanie i pisanie, jako technologia przekazywania informacji, jest niesłychanie mocno wrośnięta w naszą cywilizację, dlatego trudno nam sobie wyobrazić rzeczywistość bez nich. Ale chyba nie sądzi Pani, że będzie tak zawsze. Ta technologia, jak wszystkie inne, dożyje kresu swojej przydatności i zostanie wyparta przez technologie skuteczniejsze. To wypieranie jest już widoczne dla bacznego obserwatora. Moim zdaniem możemy się spierać jedynie o dynamikę i formy zastępowania pisma odręcznego i druku przez nowocześniejsze technologie przekazu. Oczywiście, nie twierdzę, że pismo i druk zanikną w ogóle. Moim zdaniem jedynie przestaną być podstawową formą przekazywania informacji i idei.

    PS analogia telewizji i kina jest niezbyt trafna w tym kontekście.

  20. Dzien dobry,
    Ucieszylem sie, ze odrodzil sie Pani blog, choc pod troche innym sztandarem. A propos, czy Maciek i siostrzyczka/braciszek beda tez tu zagladac? 😉
    W Toronto, gdzie rezyduje na stale, nie ma juz tylu ksiegarni co kiedys, ale te pozostale maja sie chyba normalnie. Chapters/Indigo nadal funkcjonuje. Zamyka sie Book City (to na Bloor przy Brunswick) – wygasla dzierzawa lokalu, ale dwie inne lokalizacje maja sie OK. W okolicy jest inna duza ksiegarnia (BMV) oraz kilka antykwariatow, a przez wiosne, lato i jesien mozna sporo rzeczy kupic na garage sale; czestokroc niepotrzebne ksiazki sa wrecz wystawiane przed domem do wziecia.
    My zreszta wchodzimy w ten wiek, kiedy zaczynamy sie zastanawiac, co zrobimy z tymi wszystkimi rzeczami, ktore stoja na polkach, wisza na scianach i zalegaja w szafach.
    W zwiazku z tym staramy sie ograniczyc kupowanie ksiazek do absolutnego minimum. Ja kupuje ksiazki, ktorych nie jestem w stanie przeczytac w tydzien, czy dwa, nad ktorymi lubie sie zastanowic, (np Michala Hellera) – inne rzeczy pozyczamy z Toronto Public Library, ktora, pomimo pogrozek ze strony magistratu, dziala jak dotad bardzo dobrze. Po nowosci czasami trzeba ustawic sie w kolejce, ale generalnie nie ma problemu. Wszystkie biblioteki torontonskie sa polaczone i mam dostep do jakiegokolwiek oddzialu. Na przyklad, ostatnio udalo mi sie pozyczyc “Wyznaje” J. Cabre – po polsku (!) – na angielski chyba nie ma jeszcze przekladu. Jak dotad to wszystko jest jeszcze gratis!
    Mlodziez wyraznie ewoluuje ku elektronice – ebooki i tego rodzaju gadgety. Ebooki tez sa do wypozyczenia w Torontonskiej bibliotece – nieocenione, kiedy sie jedzie na wakacje!

    W Trafficu kupilem pare ksiazek i plyt. Niestety rosnace ograniczenia wagowe bagazu wlasciwie wykluczaja przywiezienie wiekszej ilosci ksiazek.

  21. Ostatnio Matras.
    Empik ma za dużo gadżetów, spomiędzy których coraz trudniej wydobyć książki… 🙂
    W Matrasie mają też szerszą ofertę, a ja często niezbyt popularne książki kupuję.

  22. Ja kupuję raczej w internecie. Lubię zamawiać książki „stadami”, więc zawsze jest to bardziej opłacalne. Z księgarń odwiedzam głównie empik, ale po to by przejrzeć pozycje albumowe itp., takie, które przed kupieniem trzeba pooglądać, sprawdzić jakość wydania.

    Przy internetowym kupowaniu brakuje mi atmosfery przemykania się między regałami, otwierania i podczytywania książek – często na chybił-trafił, bo nie zawsze zakupy są aż tak skrupulatnie zaplanowane, ale co zrobić. Liczą się – brutalnie to zabrzmi – i czas, i pieniądze.

    Zaczynam coraz mocniej przekonywać się do elektronicznych książek, bo na te zwykłe nie mam niestety już miejsca, a każda nowa segregacja i wynoszenie tych, które przegrały współzawodnictwo i muszę odejść do biblioteki bardzo mnie zasmuca. Zawsze oddaję je mając wątpliwości, czy wybór był trafny.

    Rzeczywiście w niektórych księgarniach dzieją się dziwne rzeczy. Dziś w empiku oglądałam kubki termiczne. Ale to może akcja pod hasłem – „zapewniamy wszystko, by ułatwić Ci czytanie – długo gorąca kawa, patelnia na szybki obiad, powiedz, ach powiedz, czego jeszcze potrzebujesz, by móc spokojnie czytać?”

  23. Książki -jak sama nazwa wskazuje- kupuję w księgarniach. Proszę wybaczyć, że się czepiam…ale w pytaniu na końcu Pani wywodu słowo „Państwo” napisała Pani małą literą. Jestem pewna , że to tylko przeoczenie. Pozdrawiam.

  24. Pisze Pani, że książka to jednak inny towar niż patelnia:) Pozwolę się z Panią przewrotnie nie zgodzić. Są doskonałe książki i doskonałe patelnie. Bywają książki- nieznośne gnioty i okropne patelnie, które wykluczają usmażenie porządnego naleśnika. Zapewniam Panią, że po serii nieudanych patelni sięgnie Pani po tą dobrą- jak po największy skarb:). Z kolei książki..hmm..ileż razy skuszona nawiedzoną recenzją kupowałam coś, czego nie dało się przeczytać. Wyrzucone pieniądze, za które mogłabym kupić wspaniałą, porządną patelnię:)

  25. Płaczliwe to bardzo. I ten sentymentalizm. Ciągle płacz za czasami, kiedy to „rzucali” książki i trzeba było mieć znajomości i było się wtedy Kimś. Ale ja sobie ani tych czasów ani takich „Kimś” nie życzę. Statystyki światowe wykazują gwałtowny wzrost czytelnictwa, nawet o 30% dzięki czytnikom. Nic się nie skończyło, niczego nie brakuje. I szczerze mówiąc mam w nosie zawsze wczorajszych, zawsze obrażonych i zawsze zapłakanych, którym zawsze źle i na których robi wrażenie powtarzana do od miesięcy reklama pogrzebowego. Dla nich główna radość to, żeby rodzina oszczędziła na ich pogrzebie. No i książki wiecznie dla nich za drogie chociaż znacznie tańsze niż za Odrą, nawet 3-krotnie. Tyle, że tam nikt nie płacze. A pensje dzisiaj w Warszawie powyżej średniej europejskiej.

    A zmienia się styl i szybkość czytania. Targi Książki we Frankfurcie są coraz większe, znalazło się nawet miejsce na drugie targi w Dreźnie. Literatura na świecie kwitnie. Tyle, że kiedy media propagują mentalność kariery i dorobkiewicza, mało jest miejsca na rozmyślania.
    Bo może tak zamiast sprzedawać patelnie tak coś nowego wprowadzić: Do dzisiaj nie mogę zapłacić w kasie Empiku i natychmiast ściągnąć ebooka na USB o 20% taniej. Przed świętami trzeba było 2 tygodnie czekać (do Nowego Roku) na kupioną na prezent książkę. To się nazywa dbanie o klienta?
    Bo ja osobiście nie mam zwyczaju okradania – czym się tu niektórzy chwalą (taka polska mentalność) – księgarni przez oglądanie w nich i kupowanie przez internet. Na serio, nie mogę się do tego zmusić.

    P.S. Pomysł z blokadą cen książek to pomysł niemiecko-austriacki i dotyczy szczególnie wydań w twardej oprawie. Jak widać polska biurokracja świat dogania i nawet prześcignąć potrafi.

  26. Z przykrością obserwuję znikanie kolejnych księgarń z mapy Krakowa. Zniknięcie Empiku z Rynku (choć moją ulubioną księgarnią nie był) jest kolejnym sygnałem że idzie zmiana. I do zmiany tej niestety dokładam swoje 3 grosze kupując często w internecie. Strzelam sobie sam w stopę, bo bywać w księgarniach lubię. 🙁

  27. Byś może mój poprzedni wpis był zbyt wulgarny. Przyczyna jego jednak jest taka:
    prasa światowa donosi o gwałtownym znikaniu sklepów z centr miast. Wszelkich sklepów. Zostają tylko supermarkety na peryferiach oraz sklepy w położeniu tzw. 1a, czyli absolutnie najlepszym, gdzie chodzi się także na spacer. Przyczyną tego są zakupy internetowe, których wymiar rośnie gwałtownie o kilkanaście procent rocznie. Nie istnieje żaden upadek księgarń, to są tylko typowe jęki i narzekania. A te dzisiaj w Polsce okresu największego rozwoju w 1000 letniej historii są tylko malkontenctwem. Trzeba by więc zamiast jęczeć i narzekać trochę pomyśleć. Być może uda się znaleźć sposób na odwrócenie trendu. Gdybym była o 50 lat młodsza właśnie czegoś takiego bym szukała. (Tu nie chodzi o teorię, to trzeba zrobić.) Natomiast obserwowanie „z przykrością znikania kolejnych księgarń” uważam za nieudolność niesłychaną.

  28. Kupuję czasem w Empiku, ale tam większość stanowią książki masowo kupowane, czyli o gotowaniu, diecie i zwierzenia celebrytów. Korzystam z Prusa jeśli chodzi o poważniejsze i bardziej niszowe opracowania. Czuły barbarzyńca jest super, bywam na Chmielnej w sieci wyprzedaży książek, bo tam zawsze można trafić coś ciekawego. Resztę kupuję w necie ze względu na brak oferty drukowanej i ograniczoną pojemność mojego domu. Wszystkie książki z dziedziny nauk ścisłych i nietłumaczone zdobywam z netu.

    Przydałyby sie w miastach kiermasze książkek, abyśmy raz w roku przez kilka dni mogli wyprzedawać zapasy i uwolnić przestrzeń w domach pod nowe książki. Cóż to by było za towarzyskie wydarzenie:)

  29. Ksiegarnie – male i duze – zabiojaja sprawnie dszialajace ksiegarnie wysylkowe, ktore nie zdzieraja, tak jak niektpore polskie z klienta ogronych oplat za wysylke.
    No i oczywoscie Kindle, ktory posyla na ekran nowa ksiazke w kilka sekund – znacznie taniej niz wydanie papierowe, z mozliwoscia bezplatnegop przeczytania sobie pierwszego rozdzialu, zanim sie kupi. Ksiazki z klasyki literauiry sa najczesciej bezplatne lub kosztuja nominalnie – ponizej dolara.
    Od lat kuouje ksiazki na Kindle’a, chyba, ze sa to takie, ktore chce miec na coraz bardziej zapchanych polkach – Alain de Bottona, Malciolma Caldwella czy tez takie cudo jak „Zajaczek o bursztynowych oczach” Edmunda de Waala. Ostatnio (przedwczoraj) nabylem pieknie ilustrowana i z dlugimi opisami ksiazke o Breuglu. Po to jednak aby ja wcisnac na polki, musze cos wyrzucic. Boli przez chwile, a potem jest poczucie wyzwolenia.

  30. Najczęściej książki zamawiam ze sklepów internetowych poszczególnych wydawnictw (WL, Znak,KP), a jeśli mogę to w ich księgarniach stacjonarnych. Mieszkam w Krakowie, więc kursuję pomiędzy GKN, sklepem Ha!artu, Mocak Bookstore, księgarniami sieci Czytanie a składami taniej książki (takimi jak ten na ulicy Grodzkiej). Głównie żeruję na promocjach, często szukając też książek na allegro. Staram się przy tym ograniczyć wizyty w Matrasach i Empikach, co nie zawsze mi się udaje (pocieszam się jednak, że postanowienie jest ‚świeże’ i od nowego miesiąca będę się go trzymać nieco ściślej).

    A kawy rzeczywiście, coraz chętniej pijam w księgarnio-kawiarniach, które oferują takie usługi 🙂

  31. Z uporem maniaka kupuję mnóstwo książek w małej, zapchanej po sufit księgarni w starym stylu („Papirus” na Natolinie). Właśnie dlatego, że boję się o byt tej niemodnej księgarni, gdzie wciąż sprzedaje się książki a nie wyciapany mufinami towar z klubo-księgarni. Przepłacam naiwnie ale z premedytacją, bo chcę żeby Panie, które od dekady służą mi tam radą wciąż miały pracę. Uwielbiam zapach zadrukowanego papieru i widok piętrzących się grzbietów książek. Odpycha mnie od tych nowomodnych księgarenek, gdzie książka jest zaledwie dodatkiem lub listkiem figowym dla działalności kulinarnej. Dodam dla ścisłości, że nie dobiegłam nawet 40-tki, choć rzeczywiście można mi zarzucić, że myślę kategoriami sprzed wieków. Trudno się mówi. Prędzej przejdę na weganizm niż wejdę do lokalu gdzie prawa ręką sprzedaje się książki a lewą naleśniki…

  32. Książki kupuję przez Internet, albo w najbliższej istniejącej księgarni (najczęściej sieciowej bo mają bogatszą ofertę). Ale chciałbym się nieco odnieść do artykułu. Miejsca takie jak Tajne Komplety najmniej zarabiają na książkach bo ludzie przychodzą tam głównie posiedzieć i napić się kawy a książka jest ładnym wystrojem wnętrza;). To bardzo podobny casus jak w przypadku stacji benzynowych które najwięcej zarabiają na artykułach spożywczych a nie na paliwie, podobnie jak multipleksy najwięcej zarabiają na popcornie i innym syfie a nie na blietach do kina.
    Przyczyny upadku małych księgarń to przede wszystkim buta właścicieli – którzy nie zmienili swojego podejścia do klienta i postanowili zbojkotować zmiany jakie wokół nich się działy (żyjąc tylko i wyłącznie sezonem podręcznikowym oraz ew. świętami). Rynek to ciągła zmiana i pogoń za klientem, jeśli liczysz że klient i tak do Ciebie przyjdzie to się grubo mylisz. Księgarzom możnaby wrzucić jeszcze wiele innych kamyków do ogródka, ale dla porządku powiem że zdarzają się chlubne wyjątki nie pasujące do powyższego opisu.

    Drugą bardzo istotną przyczyną jest spadek czytelnictwa oraz całkowite wyparcie książek z mediów, szczególnie z telewizji. Ani telewizyjna jedynka ani dwójka nie poświęcają książkom czasu. Za to kreują i promują bezmózgie show o tym jak zostać kucharzem, tancerzem, śpiewakiem… Ponieważ telewizja ma największy wpływ na społeczeństwo (każdy marketingowiec to wie) dopóki tam książka nie będzie obecna dopóki się nic nie zmieni bo teraz na książkę nie ma popytu i musi konkurować z każdym innym produktem. I z całym szacunkiem PIK może sobie wymyślać ustawy – które ochronią jedynie interesy wąskiej grupy dużych wydawców którzy podciągną w ten sposób rentowność książki.

    Swoją droga zastanawia mnie że aby promować polską muzykę można było wprowadzić ustawowy nakaz nawet w stacjach komercyjnych puszczania odpowiedniego % rodzimych wykonawców a nikt nie pomyślał żeby identyczny obowiązek nałożyć kwestii promocji literatury. Wystarczy godzina dziennie w telewizji w prime time i po roku będzie widać zmianę. W zamian za to robi się bezsensowne kampanie promujące czytelnictwo które są jak ognie sztuczne – rozbłyskują i nikt o nich potem nie pamięta. Ale żeby to wszystko wiedzieć trzeba mieć pewną wizję a nie robić rzeczy pod publiczkę.

  33. Kupuję książki na bonito.pl. Każdy tytuł przeceniony jest o 20% w porównaniu do ceny na okładce, do tego często zdarzają się 30-40 % promocje

  34. Era e-booków „nadejszła” Pani Justynko…era e0booków….

  35. jerrymaguire napisał: „Miejsca takie jak Tajne Komplety najmniej zarabiają na książkach bo ludzie przychodzą tam głównie posiedzieć i napić się kawy a książka jest ładnym wystrojem wnętrza;)”

    a skąd ma pan taką wiedzę? Kawę serwujemy bardzo dobrą oczywiście, ale książki mamy jeszcze lepsze. A mając nieco większą wiedzę na temat Tajnych, muszę zdecydowanie zaprzeczyć. pozdrawiam.

  36. Dzięki za Amazon. Tyle rzadkich pozycji, niskonakładowych wydań można kupić właśnie dzięki Amazon. Wreszcie rewolucja. Czytelnik na pewno nie straci. Nadchodzą też wielka zmiany dla podręczników.