Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

2.04.2014
środa

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci

2 kwietnia 2014, środa,

Dziś Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Z tej okazji Maciek (11 lat) chciał polecić swoich ulubionych polskich pisarzy. Jako nałogowy czytelnik zaczyna dzień od książki. 6 rano, ciemno za oknem, w pokoju światło się pali, patrzę, co się dzieje, a to Maciek czyta. Jak zwykle. Teraz Maciek przyniósł mi pięć tomów serii „Magiczne drzewo” Andrzeja Maleszki.

Pierwszą część przeczytałem kilka lat temu, ale nie wydawała mi się szczególna. Teraz, kiedy wróciłem do serii, spodobała mi się bardzo. Opowiada o grupie dzieci, które znajdują magiczne przedmioty i muszą nauczyć się nimi posługiwać. Najbardziej podobała mi się część „Gra”, bo tam występuje Roboskorpion Korto, który cały czas miota się między dobrem i złem. Fajnie, że autor łączy życie codzienne i magiczne przygody. Kuki chodzi do szkoły na 8, ma ok. 11 lat, dużą rodzinę i ciotkę, która staje się 7-letnią dziewczynką (bo była wredna i ją zaczarowali). Nazywa się Wiki (nazywała się Maryla, ale nie znosiła tego imienia). Bohaterowie muszą poznać działanie przedmiotów i zazwyczaj związane są z tym kłopoty, bo ktoś chce im je zabrać. W „Czerwonym krześle” tytułowy przedmiot chce im zabrać chciwy biznesmen Max Rozmus, a w „Tajemnicy mostu” – producentka reklam. Czerwone krzesło też jest jednym z bohaterów, bo jest żywe. Rusza się, rozumie wszystko, nawet próbuje przekazywać wiadomości, dlatego strasznie się przestraszyłem, kiedy w „Olbrzymie” zostało zniszczone (odtworzyli je na szczęście). Każda część kończy się tak, że ma się pewność, że będzie następna. Mam taką radę: jeśli zobaczycie, że ktoś dotyka czegoś drewnianego i zaczyna się dziać coś dziwnego, to lepiej uciekajcie szybko 🙂

Jest jeszcze jedna autorka ciekawa: nazywa się Liliana Fabisińska i napisała cykl książek o Amorze Korzonku i nie są to żadne głupie romanse. Amor nazywa się tak dlatego, bo jego rodzice są lekko stuknięci. Wyszły dwie części: „Amor z ulicy Rozkosznej” ( rozkoszny tytuł, prawda?) i „Amor i porywacze duchów” (już lepiej). Amor ma 10 lat i przeprowadza się razem z rodzicami do podwarszawskiej miejscowości Maślanki. Tam okazuje się, że w jego domu mieszkają dwa duchy smoków: Wiktor i Pływalec. I Amor musi pogodzić oba smoki (to są bracia, którzy się nienawidzą). Więc uważajcie, jeśli w waszej szkole komuś ze złości zaczną się wydłużać paznokcie to znaczy, że jest…

Tu skończył Maciek. A ja myślę, że z okazji takiego dnia warto przypomnieć sobie swoje ulubione książki z dzieciństwa. Które to były?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Moje ulubione to po prostu kanon literatury dziecięcej: Brzechwa, Andersen, Boglar, Nizurski. Do dziś mam przed oczami ilustracje z tych książek, zwłaszcza autorstwa Bohdana Butenki.
    Ach, co to był za świat (wyobraźni), bez telewizora i internetu!

    Przy okazji chciałbym podziękować Autorce bloga za świetny artykuł w najnowszej POLITYCE o literaturze zagranicznej, która jest nieobecna w Polsce. Nie byłem świadomy, jak dużo ważnych pozycji omija nasz rynek. Czyżby kolejny objaw prowincjalizmu?

  2. …prowincjonalizmu?, oczywiście.

  3. Kto zgadnie , z którego jestem pokolenia? Moje książki z dzieciństwa? Wiersze Kerna, Brzechwy, Tuwima z ilustracjami Szancera zwłaszcza do Brzechwy. Potem Niziurski, Montgomery (Ania z Zielonego Wzgórza i cała seria). No i jeszcze legendy krakowskie Makuszyńskiego i Walentynowicza o Wandzie i Krakowskim Smoku….
    Dziś sama mam dwoje dzieci, dwóch chłopaków w wieku 4 i 6 lat, a oni, ku mojemu przerażeniu, nie chcą słuchać żadnych baśni, tylko domagają się książek z serii „Mam przyjaciela… kolejarza,śmieciarza, kierowcę autobusu”, które są kalką z niemieckiego w fatalnych, jak na mój językowy gust, polskich tłumaczeniach (tłumacz pojęcia nie ma o polskiej składni). I bądź tu mądry.
    🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Magiczne drzewo” w naszym domu też rządzi! Ja też dziękuję za ten świetny tekst w „Polityce” – zdążyłam już obejrzeć dwa wykłady Chamamandy Adichie i przy pierwszej okazji biegnę do biblioteki wypożyczyć te jej książki, które są dostępne. Po takim tekście może jednak doczekamy się „Amerikanah” – nabrałam wielkiego apetytu!

  6. Czy Macius ma odciety dostep do komputera i komorki? 🙂

  7. brązowa biblioteczka w różowym pokoju, w którym mieszkał pewien aż-do-sześciolatek z Mamą i tatą wypełniona była m.in. III i IV tomem epopei „Rok1863”, „Nocami i dniami” Marii Dąbrowskiej, kompletem n razy „500 zagadek z…” i jeszcze innymi dziełami, które zza podwójnej szybki pozierały na podłogę z dębowej klepki pachnącą pastą „Frotex”. I owszem, budziły ciekawość, zwłaszcza że okraszane komentarzem „…a na to na razie za mały jesteś…” (fakt, nie sięgałem do szybki), lecz najważniejsza była wśród nich prostokątna zielona książeczka w płóciennej oprawie – pierwszy z prezentów od Cioci Małgosi. Stanisława Pagaczewskiego „Porwanie Baltazara Gąbki”. Żeby nie zniszczyć i nie porysować pierwszymi literkami i mapami świata, wręczana w wyjątkowych momentach popołudniowych kiedy rozlegał się sygnał radiokuriera i przed kolacją był czas na Smoka, Kucharza, Szpiega i Psiogłowców. Za przechodnimi drzwiami u Dziadka i Wujka Miśka Polska pokonywała ZSRR w hokeja, za boczną ścianą przez dudnienie górnopłuka przebijała się Abba i Led Zeppelin Cioci i Wujka Bogusia, przez drzwi Babcia rytmicznie łomotała wałkiem w przecudowną krajankę makaronową do rytmu Mieczysława Fogga, a pod oknem Tomek z Danielem stali na murku, co został po gettcie i śpiewali 100 lat przed urodzinami przedszkolnymi Kingi Rusin.
    A następna w kolejce czekała już chyba „Wielka, większa i największa” Jerzego Broszkiewicza, a może od razu to była już ta: „Tajemnicza wyspa” Juliusza Verne, który jak podejrzewałem wtedy był też taki cały nasz jak Chopin z jesiennej wycieczki na grzyby do Żelazowej Woli

  8. @Paolo63 – kapitalana opowieść 🙂

  9. U mnie dzieciństwo to Jack London „Biały Kieł”, seria Karola Maya „Winnetou”, książki Jamesa Oliviera Curwooda itp. Klasyka można powiedzieć.

  10. @Piotr, @Morgana – bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂

  11. A swoją drogą na lubimyczytac.pl pojawiła się już okładka Americanah z logo Zysk i Spółka. U nich w zapowiedziach jeszcze nie widzę, ale wygląda na to, że coś się kroi:
    http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/222000/222161/275912-352×500.jpg