Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

16.12.2014
wtorek

Morderstwo i wiersze

16 grudnia 2014, wtorek,

Rożne osoby wysyłają mi teksty do czytania. Czasem nie chcą opinii, tylko oczekują pochwał, zawłaszcza ci młodsi. No i kilka tygodni temu swoje wiersze z prośbą o opinię przysłała mi pewna 18-latka. Kiedy zaczęłam je krytykować, odpowiedziała, że „trzeba mieć wrażliwość, żeby je zrozumieć”. Nie chciała porady literackiej ani oceny, bo według niej były „bezwzględnie piękne”. Zdziwiły mnie u niej radykalne sformułowania i wysokie ambicje, i to, że w wierszach pisała o sobie nieustannie „poetka” – z taką pewnością.

A teksty? No cóż. Powtarzały jeden szablon miłosnego opisu, jeden format wiersza. Na zarzut powtarzalności przysłała też inne, ale z założeniem, że zabawy słowami jej nie interesują, a tylko „wielka wrażliwość”. Wydawało mi się to wszystko młodzieńczą egzaltacją. Aż do dziś, kiedy przeczytałam nagłówki portali informacyjnych.

Oto „poetka – morderczyni” razem ze swoim chłopakiem zamordowała jego rodziców. Potem pojechała na wieczór autorski do Krakowa. Wiadomo na razie, że oboje przyznali się do winy. Chwileczkę, ale dlaczego „poetka – morderczyni”? Owszem, ta nastolatka pisała wiersze, ale czy każdy, kto je pisze, od razu jest poetą?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 64

Dodaj komentarz »
  1. Przecież wiadomo powszechnie, że poetą się jest, albo się nie jest i decyduje o tym szereg zgoła bezdyskusyjnych atrybutów, m. in. ta właśnie wielka wrażliwość poety, czy jego własne głębokie przekonanie o iście poetyckiej duszy.
    Tak na ten przykład Mickiewicz Adam wielkim poetą był!
    Bo „Pan Tadeusz” i te różne takie, rozumie Pani.
    A taki Tuwim to mógł być tylko żydowskim wierszokletą. To chyba jasne, nie?
    Wbrew pozorom i tak w dziedzinie „aktywnej eksploatacji języka” jest to całkiem zrozumiałe.
    Sporo już lat temu bywałem w środowiskach Bohemy i jak pamiętam, najpiękniej o swej twórczości opowiadali artyści, których na podstawie dzieł ich rąk nigdy nie podejrzewałbym…

  2. Na facebooku „poetka” założyła sobie profil pod pseudonimem Maria Goniewicz jako „pisarka”. Tamże fragmenty jej „twórczości”. Zgadzam się, że to egzaltowana pisanina, nie różni się od wielu wierszy pisanych przez młodzież do szuflady. Ma najwyraźniej problem z „ego”.

  3. Smutnym jest w jaki sposób Pani przedstawiła pisarstwo tej dziewczyny. Przyznam, że nie czytałam nic co owa „morderczyni-poetka” napisała. Jednak w jakiś sposób mnie to ubodło. Sama jestem osiemnastolatką, tytułującą się mianem „poetka”. Uważam, że mam prawo tak o sobie mówić. A raczej godzić się, gdy mówią tak inni. Jeżeli dla kogoś wiersze są sposobem na wyrażenie uczuć, a nie snobistyczna zachcianką, czemu by tak go nie nazywać?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Droga Eskapistko, skoro ktoś poddaje innemu pod ocenę swą ,twórczość’, powinien liczyć się z krytyką. Jeżeli dla kogoś, mord jest sposobem na dojście do celu, dlaczego nie nazwać go mordercą? Uważam, że mam prawo tak o tej idiotce z problemami psychicznymi mówić oraz pozwalać, by tak o niej mówiono. Oczywiście proces zainteresowania tego typu debilami, gwałtownie się rozwija i bardzo szybko zdycha. Sposób, w jaki opisała tę gówniarę Autorka tekstu, jest zbyt delikatny.
    Nie rozumiem, na jakiej podstawie w dzisiejszych czasach, każdy głąb i grafoman, jeżeli cokolwiek skleci, od razu biegnie z tym guanem do ludzi, wrzeszcząc: jestem poetą, pisarzem, wielkim.

  6. Pozostawiając na moment na boku sprawę morderstwa i dalej tzw. refleksji aksjologicznej widzę to wszystko po raz jako kolejne znaki wielkich zmian w kulturze. W skrócie: tryumfalny marsz „pop kultury” (?).

    Kiedyś artysta był osobą zaufania publicznego, wyznaczał kierunki kształtowania się wyobraźni społecznej; choćby – dobrego gustu. Oczywiście szeroko istniała twórczość amatorska, ale takie osoby nie były postrzegane jako Artyści acz nikt nie dyskutował szczerości ich motywacji. Bywali znakomici – na swoją miarę – i póki przestrzegali swego miejsca w szeregu wszystko było OK.

    Istniała też awangarda, tyle że nie ona stanowiła o jądrze sztuki, nie ona dawała moc kulturze. To tak, jak modele wyścigowych bolidów jako pole eksperymentalne konstruktorów owocowały niezawodnością konstrukcji świadczących o randze/niezawodności takich marek automobilowych jak np. Toyota.

    Istotna była często komunikacyjna funkcja sztuki. A artysta upubliczniał swe prace gdy miał zasadne przekonanie iż to, co ma do powiedzenia nie jest tylko i wyłącznie subiektywną emanacją stanu duszy, a ma wartości uniwersalne które dają legitymację do mówienia publicznego. Mówienia treści potrzebnych odbiorcom, mówienie rzeczy polepszających życie, pomocnych w naszych dziennych sprawach.

    Zmiany były sygnalizowane zmianami Prawa Autorskiego, które o ile dobrze obejmuje samo dzieło sztuki, o tyle jakby nie postrzega osoby autora, nie wyodrębniały grupy społeczno-zawodowej artystów. I tak każdy może się jako artysta przedstawiać, niezależnie od zdania wstępnego egzaminu konkursowego sprawdzającego niejako, czy dana Osoba ma tzw. talent i ukończeniu poważnej uczelni artystycznej. Jest dla mnie jasne iż ta sytuacja poważnie rzutuje na poziom istniejących „produkcji” nazywanych sztuką. Wydaje mi się iż obecnie ranga prac jest może mniej ważna (zresztą nie widzę uzgodnionych kryteriów) niż nagłośnienie przypominające mi zbyt często procedury znane z zabiegów PR czy marketingu. Tutaj przypomina mi się wystąpienie prof. Lecha Witkowskiego na Kongresie Kultury Polskiej w roku 2000 i Jego Schemat 4T. W ten schemat – w kategorie Kultury Transgresji i Kultury Transu wpisuje się moim zdaniem postawa Osoby o której pisze Pani Maria Sobolewska.

    Istniała zasada: im więcej wolno tym mniej wypada. I tak mówienie o sobie samym per: artysta czy twórca było na granicy braku kindersztuby, a w niektórych kręgach narażało delikwenta wręcz na śmieszność.

  7. nie wiem dlaczego, ale chodzi mi po glowie „krotki film o zabijaniu” kieslowskiego,
    tak bardzo polski obraz nedzy i beznadzieji; co jak co, ale w ameryce, czy rosji,jest ciekawiej…

  8. Będzie sobie w mamrze pisać „poezję”, a różne eskapiski będą się zachwycać.

  9. Uważam, że jeżeli wydawca był w stanie znaleźć powód, by wydać jej tomik, to musiał coś znaleźć w jej wierszach… Dla tych, którzy nie umieją uważnie czytać: nie zapoznawałam się z twórczością tej Panny. Ta konkretna, tu podpisana, Eskapistka się nią nie zachwyciła. Po prostu skomentowałam podejście Autorki tekstu.

  10. @Eskapistka, 17 grudnia o godz. 14:37

    Jeśli jest tak, że pod pojęciem tego czegoś, czym wydawca kieruje się przy podejmowaniu decyzji o wydaniu danej pozycji wydawca rozumie jej wartości merytoryczne, to nic, tylko się cieszyć.

    Niestety stoi to w niejakiej sprzeczności z licznymi praktykami wydawniczymi lat ostatnich, kiedy to wydawca (kierownik/redaktor merytoryczny wydawnictwa) zależny jest w swych decyzjach od opinii działu marketingu – wyników wstępnego rozeznania potencjalnego rynku na daną pozycję, niezależnie od jej wartości merytorycznych – artystycznych, poznawczych, etc.

    Oczywiście zakładam iż wydawca jest „poważny” – to znaczy że zna się na tym, co wydaje a więc na kulturze, literaturze a przynajmniej na tych jej działach które prezentuje swymi publikacjami.

  11. Ja także mogę skomentować Twoje podejście, Eskapistko. Czyżbym nie miał prawa? Morderczyni ma prawo nazywac siebie wrazliwą poetka, a ja, prawowity obywatel nie mam? ‚Wrażliwość poety’ – nooooo dajcie spokój, wrazliwość kazała jej zaszlachtować rodziców chłopaka… Dno i 100 m mułu! On tez nie lepszy. Nie rozumiem, skąd w ludziach tyle zła?
    Odnośnie wydawcy tomiku, którego nie zamierzam nawet tknąć patykiem, albowiem się brzydzę kryminalistami i zbrtodniarzami, to powiem Ci, że motywacje nie są aż tak oczywiste, jak sugerujesz, że musiał coś znaleźć, skoro wydał. Naiwność ludzka… Jak ślepa wiara w cudowną moc reklamowanego specyfiku – pokolenie młodych głupców.

  12. Nieprawdopodobna sprawa…Dziewczyna tak szpetna, az trudno na nia patrzeć, i tak głupia, ze w glowie się nie miesci, mogła tak zmanipulować chłopaka. Poetka z niej żadna, czytałam brednie. A do tego – kiedy już pójdzie siedzieć do końca zycia – po pół roku wszyscy zapomną o całej sprawie i nawet ten tomik się w calosci nie rozejdzie:))

  13. Czasami pisuję listy do przyjaciół – czy to czyni ze mnie epistolografa? Niekiedy wykonuję drobne remonty i naprawy w domu – ale nie mianuję się z tego powodu malarzem, hydraulikiem czy elektrykiem. Gdy odchwaszczam ogródek nie myślę o sobie – ogrodnik. W moim długim życiu zdarzyło mi się napisać kilka strof mową wiązaną – ale ani nie biegłem z tym do drukarni, ani nie domagałem się laurów poetyckich.

    W odniesieniu do tej osoby jakiekolwiek inne określenia niż zwyrodniała osiemnastolatka bądź zbrodniarka są zupełnie nie na miejscu. Te wiersze to, niestety, narcystyczny bełkot. Rozumiem, że mediom potrzeba pewnej skandalizacji – stąd nagle „poetka”. Mam nadzieję, że w więzieniu spotka się z wrażliwą publicznością, a pobyt ten będzie długi.

  14. Masz rację, Kalino, to samo mnie zastanowiło, ale chciałem, by jakaś kobieta napisała to pierwsza. Niskie czoło, twarz obrazująca ociężałość umysłową. Chłopak pewnie też niezbyt inteligentny, ale zauważyłem, że coraz więcej mężczyzn jest uległych i takich bez swojego zdania. Nie wiem czemu to przypisać. Zawsze staram się samemu ‚osadzić’ w sytuacji jaką komentuję. Wiem, że spekulacja to coś innego, niz czas, chwila, miejsce itd – często wyobrażenie co zrobiłbym, rozmija się z tym, co robię. Wiem jednak, że nikt nie zmusiłby mnie, nie przeonał do tak bezsensownego mordu! Gdyby ludzie mieli zabijać z nielubienia, czy dlatego, że ich ktoś wkurzył – za mną samym, trup słałby się gęsto.
    Co oni sobie mysleli? Że ich nie zlapią? Że nikt się nie zorientuje? Że jeśli juz, to czeka ich sława? Rok u doktora Mengele, a potem kula w łeb, albo nie, tępy nóż i sól…

  15. Tak .

    Nie ma za co. 🙂

  16. Jakie to szlachetne z Pani strony, że w ogóle wspomniała Pani o tej dziewczynie, szkoda tylko, że z tak negującą same podstawy artysty krytyką.Ona nie wpisuje się w wasz utarty schemacik, to jest powodem całej tej krytyki. Potrzebujecie schematu, bez niego wy krytycy nie wiedzielibyście nic, a przecież musicie w tym biednym kraju w którym od lat już nic nie rośnie, co docenily świat, a nie tylko wasze kawiarniano-telewizyjne środowisko, decydować o sprawach ponad życiem i śmiercią, decydować o wartości cudzych myśli, bo swoich nie macie, trawicie tylko cudze. Natomiast Maria uciekła w doświadczenie, nie okopała się pisaniem o doznawaniu całego świata w małym pokoju, Ona doznała całości w najbardziej transgresyjnym doświadczeniu, wyszła poza znane wam terytorium, szukała prawdziwości, czegoś , co uderza, czegoś , co pali bezpośrednio, a tym są właśnie najbardziej warościowe myśli , które wy nie rozumiejąc tego doświadczenia nazywacie , żeby nie zbłądzić bez znaków, poezją, pisarstwem itd. Czekajcie gorliwie na Jej „Z zimną krwią”, zmrozi was, nie będziecie już więcej tacy sami.

  17. jerzy.n19, a w jakichż to -„tak na ten przykład”- środowiskach bohemy, bywałeś? Czy, tych środowisk jest dużo… czy mało?

  18. @PochwalonyNaDole

    Proszę zrozumieć, ze pańskie refleksje nie sa podzielane przez innych, a pańska diagnoza kompletnie nietrafiona. Cokolwiek ta dziewczyna zrobila, czy chciała zrobić i jakie jej towarzyszyly uczucia – nie ma najmniejszego znaczenia. Po wyroku wszyscy o niej zapomnimy. A ona sama będzie latami gwałcona w celi przez współwięźniarki i będzie im usługiwać.

  19. Pani Kalino, skąd Pani wie, że refleksje pochwalonego nie są podzielane przez innych? Ja uważam je za dużo ciekawsze od Pani jakże subtelnych życzeń wszystkiego najgorszego dla, mimo wszystko, ludzkiej istoty, do tego obdarzonej wrażliwością, o jakiej wam, zjadaczom chleba, nawet się nie śniło.
    A co do wpisu Pani recenzentki, uważam, że jest wysoce niestosowny, dowodzi podobnego braku wrażliwości, jaka cechuje Panią Kalinę. Ciekawam, jak „zrecenzowałaby” teksty młodziutkiej Sarah Kane, gdyby ta miała to nieszczęście urodzić się nad Wisłą?

  20. http://pl.wikipedia.org/wiki/Sarah_Kane
    i chyba nie wymaga komentarza.

  21. @lourelou

    Zdani Pani Redaktor, moje, forumowiczów „Polityki” oraz lawina głosów uczestnikow innych forów świadczy, ze pańskie zdanie nie jest podzielane przez innych. I to by było na tyle. Kim jest (była) Sarah Kane, nie mam pojęcia i chyba nie muszę:))

  22. Przeczytałam notkę biograficzną Sarah Kane w Wikipedii i stwierdzam, ze tego właśnie się spodziewałam. Cale szczęście, ze ta dziewczyna skierowała agresje na siebie, a nie na osoby postronne, które nie chciały mieć z nią nic do czynienia, jak rodzice chłopaka naszej „poetki”.

  23. Życzę spełnienia wrażliwości podobnych jak tej morderczyni na Was, którzy tak ją cenicie, jej twórczość – pożal się boże, jej młodzieńczość, oryginalność i wszystko, co jej przypsujecie. Istota ludzka – powiadacie? Chyba sie z powymienialiście na łby z riketsją o ile ta mo coś takiego jak łeb.
    Jak powiedział mój kolega – dzś nie wystarczy ujawnic sie jako pedał, obciąć sobie genitalia, pokazać kawałek gołej dupy, schlac i zaćpać się publicznie – dziś trzeba zabić, żeby zaistnieć.
    Przepraszam Właścicielkę strony, ale za duzo tu debili, zboków, pseudowrażliwych quasi artystów, noszących dupy wyżej niż przewiduje fizjologia i budowa anatomiczna.
    do zobaczenia w innym, lepszym świecie.

  24. W imieniu debili i zboków dziękuję za życzenia:)

  25. Dodam jeszcze tylko jedną rzecz, jedno przemyślenie. Populistyczny i pisany z prądem , bo to żadna odwaga abnegować dziewczynę, którą społeczeństwo skazało przed wydaniem wyroku sądu, na 280 mln śmierci – niemal każdy Polak chociaż raz na dzień przez ostatnie 7 dni- próba chociaż częściowego zrozumienia i analizy to byłoby coś, post szanownej Pani Redaktor to rzecz wyjątkowo zasmucajaca. Odbieranie komuś prawa to nazwania własnej tożsamości, osoby w tym wypadku, jako poetki, zdumiewa mnie. Zwykle krytykom przypadała rola oceny twórczości autora (niestety robili to przez wieki tak nieudolnie, że nasz kanon literacki nijak ma się do rzeczywistej wartości myśli ludzkiej), sama zaś przynależność i poczucie bycia poetą była integralną sprawą wewnętrznego doświadczenia jednośtki, która swoje przeżycie uznawała za ważne i godne zapisu, co „nobilitowało” w kodeksie społecznym , kulturowym do bycia poetą, pisarzem itd. Tym razem Pani Redaktor zanegowała takie prawo przynależne jednostce, siebie stawiając w roli dysponenta ludzkich wnętrz, jednostkowych tożsamości. To bardzo szlachetne. Chcecie sobie oceniać wartość cudzej twórczości, rozumiem, to wasza „praca”. Ale nie wam decydować w terminach ostatecznych , kto kim jest, kto kim ma prawo się tytułować. Słaby tomik to nadal tomik wierszy, słaby poeta to nadal poeta.

  26. @PochwalonyNaDole

    Niewatpliwie „madry inaczej” umiejący pisać, nawet na forum, to wciąż i niezmiennie „mądry inaczej”:))

  27. @PochwalonyNaDole, 20 grudnia o godz. 1:45

    Myślę iż często nakładają się na siebie dwie sprawy czy aspekty: jeden to sprawa dokonanego morderstwa. Drugi to sprawa jakości artystycznej danego pisania.

    Zgadzam się z troską w przypadkach „dysponowania ludzkim wnętrzem, czyjąś jednostkową tożsamością”; martwi mnie negowania prawa przynależnego jednostce do samookreślenia się. Ale w tym konkretnym przypadku nie wiem, czy to się tu aplikuje.

    Ważne wydaje mi się rozumienie i realizacja prawa do przynależności do (grona poetów) i poczucia bycia poetą. Jeśli chodzi o prawo „kto kim jest”, kto ma prawo tak czy inaczej się tytułować to w obecnej rzeczywistości brakuje mi powszechności zachowań w myśl starego porzekadła: „im więcej wolno, tym mniej wypada”. Czy to już nie doprowadziło do dewaluacji pojęć: poeta, artysta, twórca ?

    W tym wątku często przywoływana jest wrażliwość. A czy nie jest tak, że wrażliwość jest swoistym „czujnikiem”, precyzyjnie nastrojonym odbiornikiem postrzegania, zauważania wielu spraw nie do zauważenia prze innych ? i tak można ją próbować określić jako swoiste „narzędzie”.

    Jeśli tak, to istotne jest, jakie są efekty posiadania i używania tego narzędzia, czyli istotne jest a i podlega ocenie: czym skutkuje dana wrażliwość. I tu można powrócić do powodów nakładania się na siebie dwóch wymienionych przeze mnie w pierwszym zdaniu tego wpisu aspektów.

  28. @ormero

    Wielokrotnie tu odmieniana przez przypadki „wrażliwość” jest jedynie pustym dźwiękiem. Cóż to jest bowiem owa wrażliwość? Mozna być wrażliwym na piękno zachodu słońca, można być wrażliwym na ból (swój i cudzy). Na co miałaby być wrazliwa ta dziewczyna – dalibóg nie wiem. Z pewnością nie była wrażliwa na ból cudzy, ani na zagadnienie dobra i zła. Czy była wrazliwa na piękno? Z pewnością nie w odniesieniu do siebie. Dziewczęta w jej wieku, jeśli nawet nie są ładne, starają się poprawić swoja urodę, zaś nasza „poetka” chyba umyślnie się jeszcze oszpecała. Podejrzewam, że jest to bardzo prostacka natura, która niczego nie wyniosła z domu, miała natomiast oczekiwania i aspiracje grubo powyzej swoich możliwości. Prawdziwą ofiarą jest tu ten głupi, bezmyślny chłopak, który miał nieszczęście spotkać na swej drodze taką bezwartościową, toksyczną dziewczynę.

  29. Czy Państwo, tak oczytani w wikipedii i wrażliwi na zachody słońca, byliby kiedykolwiek gotowi podjąć wysiłek, aby spróbować zrozumieć, jakie napięcie, jaka kumulacja wewnętrznego cierpienia prowadzi młodego, inteligentnego człowieka do takiego psychicznego stanu, by był gotowy zaplanować zaszlachtowanie drugiego człowieka nożem, i aby ten plan wykonać?
    Rimbaud rzucił poezję, by zostać kupcem. Zuzia rzuciła poezję, by zostać killerem. Zuzanna podrzuca nam orzech naprawdę twardy, na którym można połamać sobie nie tylko zęby. Państwu połamanie zębów nie grozi – macie swoje salony kosmetyczne i linki do linków.

  30. – a czy owo „połamanie zębów” nie jest aby rezultatem braku zaakceptowanego dobrowolnie oczywiście systemu tego, co dobre co złe i kierowania się nim ? czy rzeczywiście posiadanie i kierowanie się takim systemem zasługuje na porównanie z salonem kosmetycznym ? przykład osobowy: czy Pan Władysław Bartoszewski (i wielu innych, w tym artystów) są „klientami” salonu kosmetycznego ? Wiem iż mowa o sztuce ale tu przypomina mi się zdanie bodaj Alberto Giacomettiego: „najpierw się jest człowiekiem, potem poetą, na końcu – artystą”.

    Jestem bardzo daleki od akceptowania zła natomiast od dawna mam świadomość wielkich trudności wyborów w dzisiejszym „bezpiecznym” świecie nazywanym grzecznie postmodernistycznym, zwłaszcza, gdy mowa o Osobach niedojrzałych, które czasem nazywa się „poszukującymi” i tak mających poczucie zyskania legitymacji swej niedojrzałości. Niedojrzałość to także brak odpowiedzialności. I za słowo i znacznie dalej.

    Czytam o cierpieniu. Różne bywają powody cierpienia, a im łatwiej się żyje (w porównaniu np. do czasów Drugiej Wojny czy lat zaraz powojennych) tym o paradoksie wielu ludziom jest trudniej, ale jeśli cierpienie realizuje się dokonaniem morderstwa to jest to temat, moim zdaniem, dla psychiatrii. Oczywiście pozostawiam na boku ocenę moralną.

  31. @lourelou

    Wciąż nie wyjaśnił Pan, na co była (jest) wrazliwa dziewczyna, której – obawiam się – przypisuje Pan cechy, o których ona sama nawet nie snila:)) Ta dziewczyna przede wszystkim nie ma wyobraźni, co dyskwalifikuje ją i jako killerke, i jako „poetke:))

  32. Czemu twierdzi Pani, że ta dziewczyna nie ma wyobraźni? (jestem kobietą, na imię mam lourelou:)

  33. @lourelou

    Przepraszam za pomylke w sprawie plci:)) Twierdze, ze dziewczyna nie tylko nie ma wyobraźni, ale jest prymitywnym półmózgiem. Jej wiersze znamionują taka własnie osobe, nie kwalifikuje sie wiec, aby pisac wiersze. No i „killerka” z niej zadna, skoro jedyne, co osiagneła, to wiezienie prawdopodobnie do konca zycia.

  34. @Kalina
    zupełnie mnie nie dziwią Pani wpisy, wszystko co wybiega poza tandetę zachodów słońca, pseudokanon piękna kobiecego, wyświechtane pojęcia dobra i zła, oraz stek innych frazesów w których chroni Pani swoja co najwyżej przeciętność, jest dla ćwierćinteligentów Pani pokroju niezrozumiałe i oczywiście budzące sprzeciw. Czuje się Pani szlachetna , unosi się Pani swoimi wyrokami o cudzym intelekcie i szpetności , nie mając pojęcia o czołowych artystach naszych czasów jak Sarah Kane feruje Pani wyroki na temat poezji współczesnej. Znakomite. Pióra w dół, i do kuchni, jak mawiał pewien pisarz do swojej żony.

  35. @PochwalonyNaDole 21 grudnia o godz. 2:10

    Z przykrością czytam: „wyświechtanie pojęcie dobra i zla”. Takie stwierdzenie nie wymaga moim zdaniem komentarzy. Podobnie nie wymaga komentarza określanie Rozmówcy epitetem „ćwierćinteligenci Pani pokroju”.

  36. @PochwalonyNaDole

    A więc z braku argumentow ad rem przeszedł Pan do argumentów ad personam:))) Tak się zawsze koncza, niestety, dyskusje z ludźmi pozbawionymi wiedzy i kompetencji, nie mówiąc o kulturze, bo to sprawa indywidualna. Otóż niezależnie od mojego poziomu i umiejetnosci, o których nie będę dyskutować akurat z Panem, powinien Pan pogodzić się z rzecza podstawowa: w dobie szalejącego relatywizmu, niestety, ale wciąż istnieje kanon dobra i zla, a także sztuki wartościowej i bezwartościowej. I jesteśmy my – humaniści oraz większość osób przynajmniej z matura – z tym zgodni nie dzięki glosowaniu przez aklamację, ale dzięki empirii. Ktos, kto na owa empirie jest głuchy i slepy, jak Pan, może sobie kontemplować pretensjonalne bzdury w katakumbach. Ale na powierzchni zostanie Pan po prostu starty walcem, który równa wszystko. To, co pozytywne i wartościowe – niestety tez:))

  37. @ormero

    Rozumiem Pana oburzenie, ale doświadczenie mnie nauczyło, ze tradycyjne systemy dyskusji sprawdzają się jedynie wśród dyskutantów równych sobie pod względem poziomu refleksji i argumentacji. Tu mamy do czynienia z czyms całkowicie odwrotnym – z produktem anty-kultury, który jeśli nawet pańskie argumenty rozumie, to zwyczajnie nie przyjmuje ich do wiadomości, ponieważ jego hierarchia wartości jest odwrotnoscia pańskiej. Przyznaję, ze sledzac z niesmakiem swoja reakcję na te wpisy konstatuje, ze najchętniej bym takiego zakula w dyby i wybatozyla:)) Jestem świadoma, ze tak właśnie rodzily się tendencje faszystowskie – w reakcji na bałagan społeczny i mentalny. Dlatego chwala Bogu, ze sa jeszcze takie osoby, Jak Pan, które z klasa i cierpliwoscia Tomasza Manna potrafią wyłuszczyć, co należy:)) Pozdrawiam serdecznie.

  38. Pani Kalino:

    Przede wszystkim serdecznie dziękuję za nie wiem, czy do końca zasłużone dobre Pani słowa pod moim adresem. Dziękuję też za komplement, gdyż jako komplement poczytuję sobie fakt, iż jednak moje oburzenie (na poziomie refleksji moralnej/aksjologicznej) dało się odczytać, mimo iż się od takiej refleksji próbowałem powstrzymać.

    Z najróżniejszymi fenomenami anty-kultury poramy się od dawna, jakoś na początku wspomniałem o Kongresie Kultury Polskiej w roku 2000 (znakomicie zrekapitulowanym przez Piotra Wojciechowskiego w Więzi w roku bodaj 2001) i zaprezentowanym tam tzw. Schemacie 4T prof. Lecha Witkowskiego. Zanotowałem, iż niekiedy traktowanie i odnoszenie się serio do wypowiedzi/manifestacji z pozycji „sztuki na gruzach muzeów” dowartościowuje burzycieli. I tak przypomina mi się fraza z „Ucieczki na Południe” Sławomira Mrożka:…na estradę wyszedł młody poeta, ręce wcisnął w kieszenie spodni, groźnie patrzał spod nawisłych brwi. W wierszu swoim pod tytułem „Łupież” przyrównywał swą młodość do łupieżu, który zczesuje sobie z głowy epoka”…
    Nadal żartobliwie: mówiliśmy tu o wrażliwości. I tak przypomniała mi się postać z pisania PanaLemowego, a mianowicie król Potworyk, który był tak wrażliwy, że gdy spuszczał na wodę nowy pancernik, to cały aż się trząsł.

    Żarty na bok. W pełni rozumiem i szanuję temperaturę Pani wypowiedzi. Tyle że odnoszę wrażenie, iż warto spróbować prowadzić dane działanie nie na warunkach narzucanych przez oponenta. A relatywizm…cóż, cienka, a więc trudna do zauważenia przez wielu bywa granica pomiędzy wolnością i tolerancją a zgodą na zło, i tak w modnych dziś i swoiście premiowanych staraniach o zaistnienie publiczne owe granice bywają jakże często przekraczane. Rozgłos/”sława” bywa funkcją nie jakości a głośności, jak w owym powiedzeniu: głos w dyskusji należy do perkusji. Ale to w gruncie rzeczy nic nowego: pamiętamy Herostratesa.

    Na insynuacje, obraźliwe epitety wszelkiej maści, etc. „świadczenie podobnych uprzejmości” można trenować odporność pamiętając, iż często agresja bierze się z kompleksów i poczucia słabości. Fajnie a i skutecznie jest w takich sytuacjach nie dać się sprowokować. A na zakończenie: zwróciłem uwagę na pojawienie się określenia „kiler”; dla mnie i nie tylko dla mnie to określenie (jeśli mówimy po polsku) kojarzy się raczej z komedią „Kiler” czy „Kilerów dwóch” i tak jest niejako „stępione” w swej wymowie, nawet „oswojone”. Zastanawiam się, czemu zamiast tego określenia nie użyto słowa: morderca/morderczyni ?

    Załączam wyrazy szacunku i serdeczności –

  39. Oj, pani Kalino, z Pani to jest niezłe ziółko. Zakuwałaby Pani w dyby i równała walcem obcego człowieka za dwa wpisy w internecie, bo ich Pani nie chwyta i się Pani niezbyt spodobały. Jestem więc pewna, że umie Pani zrozumieć Zuzannę, a nawet się z nią solidaryzować:)
    Drobna różnica między Panią a nią polega na tym, że ona nie gadała w ciepełku i psychicznym rozmemłaniu, tylko po prostu wzięła nóż i wcieliła zamiar w życie. Ale głowa do góry, wszystko przed Panią:)

  40. @ormero

    Do Mrozkowego poety dołączyłabym jeszcze moich ulubionych bohaterów z „Jesieni w Pekinie” Borisa Viana, których miłość zaczęła się pod estrada, na której otoczony tłumem fanów produkował się Mędrzec wyglaszajacy podobne tezy (taki Sartre:)) A wracając ad rem: jestem na tyle leciwa, a do tego czynnym historykiem, ze pamiętam bardzo dobrze ewolucję i różnorodność poglądów na to, co człowiek może w społeczeństwie, a czego nie może, i jakie sa warunki brzegowe, które wykluczają jakąś decyzje. I czy sa w ogóle takie sprawy, których nie może…Nihil novi, sam Pan wspomniał Herostratesa, którego pamiętamy przez wieki, a o to mu przecież chodzilo. Ja ze swej młodości pamiętam ruch terrorystyczny lat 70-ych ubiegłego wieku, o którym opowiadał film wyświetlany niedawno na kanale Ale kino+. Przyznaje uczciwie, ze patrzyłam i słuchałam tekstów niegłupiej w końcu Ulrike Meinhoff może bez zachwytu, ale ze zrozumieniem. Co to jednak znaczy wspólnota generacji:)) Dzis natomiast czytając posty naszego rozmówcy wręcz nudze się i kule z obrzydzenia. Sa tak puste i nic nieznaczące. A co do „mordercy” – ten z kolei kojarzy mi się z „Morderca zostawia ślad”:)) Przyznaje, ze przywykłam raczej dzielić ludzi przede wszystkim na myslacych i bezmyślnych. Bogatych wewnętrznie i kompletnie jałowych. Jest to zapewne cechą wszystkich pokoleń schodzących ze sceny historycznej, ale mam nieodparte wrazenie, ze dzisiejsze pokolenie młodych ludzi jest naznaczone piętnem kompletnej bezmyslnosci, jałowości, niemocy i braku wyobraźni.

  41. @lorelou

    Zaczyna Pani mówic do rzeczy:)))) Istotnie jestem raczej osobą zdecydowana co do wartości i gotowa ich bronic. Natomiast od Zuzanny odróżniało mnie (bedac w jej wieku) przekonanie, ze „ciepełko” jest lepsze od zimna celi więziennej. W związku z tym jeśli cos mi nie wychodzilo w jednym miejscu, zmieniałam „lokal”, w którym odnosiłam sukces. A jeśli i tam mi się nie wiodło, starałam się znaleźć przyczyne. I tak przezyłam zycie całkiem fajnie i ciekawie. A startowałam tez jako biedna sierota. Dla pełnego obrazu dodam, ze tez chciałam być „artystka”. Malowałam i konstruowałam instalacje. Ale nie poznały się na mnie zgredy na ASP! I całe szczęście, co ja bym dzisiaj robila w tym zawodzie, chyba beznadziejne reklamy…:)) Pozdrawiam.

  42. Przeczytane przed chwilą na portalu strajk.pl. Tak Piotr Ikonowicz charakteryzuje dzisiejsza kondycje ideowa polskiego społeczeństwa. Zapewne nie miał na myśli Zuzanny i jej „róbta, co chceta”, ale biedak nie zdaje sobie sprawy, ze wyrugowanie z przesterzni publicznej uniwersalnego systemu wartości skutkuje takimi postawami.

    „Liberałowie i libertarianie święcą dziś w Polsce tryumfy, bo udało im się przeciwstawić „umowie społecznej” przyrodzoną, egoistyczną naturę człowieka, który realizuje swą wolną wolę konkurując z innymi i uciskając słabszych. Współpracy, partnerstwu, humanizmowi przeciwstawiają bezwzględną konkurencję w walce o indywidualne cele.”

  43. No, ok, cieszę się, że ma Pani życie fajne i ciekawe. Tyle, że będę bronić wolności ludzkich wyborów, jakkolwiek obce by mi były, dziwne i niezrozumiałe. Są tacy, co wolą ciepełko, są tacy, wśród nich poeci, co wolą więzienie.

  44. Bo mam niestety wrażenie, że Pani, gdyby mogła, nie tylko zakazałaby mordować, lecz także zakazała pisać.

  45. @lourelou

    Morderstwo jest zakazane od początku ludzkiej cywilizacji. A ten, kto tego nie kuma i robi po swojemu, ma jak ma. I tak powinno być. Tyle ze nie wszyscy, jak widać, to rozumieją. A pisać sobie Pani może do woli. Ja tez piszę, tyle ze mam czytelnikow:))

  46. De Quincey też miał czytelników. Tyle, że Pani wśród nich nie było:)

  47. Uważam, że wszelkie przeintelektualizowane próby obrony autorki są żenujące. Pierwsza kwestia- „dorobek literacki”. Jej twórczość była obiektem krytyki już na długo przed morderstwem, więc twierdzenie, że jej poezja jest jakaś szczególnie wartościowa a krytykowana wyłącznie dlatego, że okazała się morderczynią, jest nieuzasadnione. Nawet laik bez trudu zauważy, że jej „poezja” to zbiór banałów, truizmów, topornie ciosanych zbitek słów, oraz zdartych już dawno niczym stara płyta patentów- krótko mówiąc przeciętność jakich mało, pisanina bez ładu i składu podzielona na wersy… Nie wystarczy byle jakiego tekstu podzielić na wersy, by można było to od razu nazywać poezją! Zapewniam, że taką grafomanię masowo popełniają co roku dziesiątki tysięcy przeżywających młodzieńczy weltschmerz gimnazjalistek, to nie znaczy, że to jest od razu coś wartościowego i godnego uwagi. Wtórność, masówka, ot wszystko, co widzi w tej twórczości człowiek choćby w niewielkim stopniu zorientowany w poezji. Nie mówiąc już o osobach „siedzących w temacie”.
    Sprawa druga: Tworzy się jej wizerunek, „otoczkę” w celu rozmycia niezaprzeczalnej winy, a prawda jest taka, że ta dziewczyna zrobiła to z wyrachowaniem, to nawet nie była zbrodnia w afekcie, w kłótni, lecz po prostu zaplanowana z zimną krwią RZEŹ, czyżby w społeczeństwie byli „równi i równiejsi”? Tylko dlatego, że miała dla co poniektórych interesujący image, ma być zwolniona z norm obowiązujących wszystkich ludzi w społeczeństwie?
    Sprawa trzecia: „Wrażliwość” morderczyni- jaka wrażliwość, skoro była w stanie zaplanować z zimną krwią i zamordować, a po wszystkim jakby nigdy nic umawiać się na spotkania autorskie? Dla niej zabić to jak splunąć! „Wrażliwość”- co najwyżej estetyczna, zmysłowa- ale na pewno nie wrażliwość w rozumieniu ludzkiej empatii, wrażliwości na drugiego człowieka. Egoistyczny, zimny typ narcystyczny. O tym świadczą jej wypowiedzi na temat własnej twórczości, nie tylko skierowane do pani Sobolewskiej, ale nawet impertynencki sposób opowiadania osobom, które śmiały skrytykować jej „dzieła” na portalach poetyckich, gdzie publikowała- swoiste samoubóstwienie. ZERO jakiejkolwiek pokory. Plus wypowiedzi koleżanek z klasy, które mówiły, że była egoistyczna, ciągle chciała być w centrum uwagi i parła za wszelką cenę do wyznaczonego sobie celu- no jak widać, parła i to dosłownie po trupach… To wszystko daje jej obraz jako osoby najprawdopodobniej chorej, być może na narcystyczne zaburzenie osobowości. Nie jestem psychiatrą, a tym bardziej diagnoza na odległość może być błędna, lecz w tym tonie wypowiadali się również specjaliści, więc to chyba prawdopodobny trop…

    I morderczyni ma prawo nazywać się, jak chce- poetką, artystką, a nawet BOGINIĄ. To jej subiektywna wizja samej siebie. A z obiektywną rzeczywistością może to nie mieć nic wspólnego i inni ludzie mają prawo w niej NIE dostrzegać tej poetki/artystki/bogini…

  48. @Kalina
    jest Pani doprawdy żenująca. Całą swoją krytykę wobec Marii Goniewicz skoncentrowała Pani na personalnych atakach wobec Zuzanny M., Jej urody, intelektu, zniżając się do podwórkowych stwierdzeń pierwszej lepszej plotkary („Dziewczyna tak szpetna, az trudno na nia patrzeć, i tak głupia, ze w glowie się nie miesci” , ” Dziewczęta w jej wieku, jeśli nawet nie są ładne, starają się poprawić swoja urodę, zaś nasza “poetka” chyba umyślnie się jeszcze oszpecała” pis.orginalna). I Pani śmie oburzać się na personalne ataki wobec własnej osoby? Śmie Pani nazywać się humanistą? Mówić o wykształceniu i o walcu nie mając pojęcia czym jest współczesna literatura, poezja? Śmie Pani bredzić o poziomie dyskusji krytykując poetkę Goniewicz w najniższy, rynsztokowy sposób? Proszę stosować się szlachetnie do innych, wtedy nie będzie musiała Pani szlochać , że innym brakuje tej szlachetności wobec Pani.
    Nie zauważa Pani zupełnie swoich czasów, nie rozumie Pani podstawowych zmian pojęciowych i kulturowych nowoczesności. Żyjemy w epoce po Nietzschem, mając świadomość dokonań choćby Bataille’a i Jemu podobnych pionierów zmian, pojęcia dobra i zła, piękna i brzydoty są jedynie martwym sloganem powtarzanym w zatęchłych gabinetach starych akademii, bądź wśród rozhisteryzowanego motłochu, który tymi pojęciami broni swojego półświatka przed zupełnym bankructwem i śmiesznością. Udawanie nieistnienia tych tych prądów to doprawdy zwyczajny uwiąd umysłowy. Ludzie Pani pokroju nie rozumieją tych zmian , żyją wbrew i poza, skazując się na bycie ciekwostką w rubryce staroci. Walec historii, jeśli kogoś właśnie ściera to was żyjących bez odwagi własnej wyobrażni, lękliwych i nic nie wnoszących w proces odmiany człowieka i jego środowiska kulturowego i mentalnego.
    Proszę sobie dalej marzyć o biczowniu i pejczykach, odwagi Pani nigdy nie starczy , żeby wcielić to w życie. Prawda jest taka, że wszyscy marzą o transgresji, przekroczeniu schematu, ale tylko nielicznym starcza na to odwagi.

  49. @lourelou

    „De Quincey też miał czytelników. Tyle, że Pani wśród nich nie było:)”

    Nie, nie było. Ani mnie, ani wielu innych osób:))

  50. @PochwalonyNaDole

    Pojecie Dobra i Zła jest, mój Kochany, ponadczasowe, a jego najlepsza i najbardziej znana eksplikacja zawarta jest w Dekalogu. Zasady Dekalogu powiela każdy system prawny w cywilizowanym swiecie. Nowe „prądy” i pomysły chorych umysłów pojawiają się również od początku cywilizacji, tyle ze są wypluwane przez walec nie mój, ale historii i zdrowego rozsądku. Podobnie jest i będzie dziś z „pradami”, które na swoje nieszczęście zacząłeś traktować poważnie, a którymi ja się nawet nie raczę zajmować, bo szkoda mojego czasu. Ne muszę osobiście nikogo walcować i biczować. Takie indywidualne akcje nie sa przewidziane prawem, a ja nie mam zamiaru wchodzić z nim w konflikt i na tym polega moja przewaga nad durniami, którzy to robia. Ja mam do dyspozycji wymiar sprawiedliwości, który robi to za mnie. I tak wymóżdżona morderczyni zostanie odizolowana od społeczeństwa na zawsze, natomiast potencjalni przestępcy, jak ty, powinni czuć na karku oddech tego wymiaru. Póki jest państwo prawa i uznany społecznie system moralny i prawny, będziecie jedynie społecznymi śmieciami godnymi pogardy.

  51. Po raz kolejny w otaczającej nas rzeczywistości czytam o kategoryzacji: stare – nowe, czy o nowoczesności vs. „staroświeckość”. A czy nie jest rozsądniej – jeśli już próbować kategoryzować – używać kategorii: lepsze – gorsze ? jakości bowiem mają to do siebie że te dobre najczęściej są ponadczasowe. Zmiany pojęć, w tym dobra i zła, piękna i brzydoty są oczywiście mile widziane, jeśli rzeczywiście piękno zostanie zastąpione piękniejszym, a dobro – lepszym; na tym polega kultura transmisji i kultura transformacji wg wspominanego przeze mnie Schematu 4T prof. Lecha Witkowskiego. No i widzę iż wdałem się w dywagacje teoretyczne: nowe vs. starsze nie zawsze wykazuje wyższość nowego nad starym; w świecie fizykalnym wystarczy porównać np. trwałość aut osobowych japońskich produkowanych do ok. połowy lat ’90 XX wieku czy trwałość komputerów Macintosh Apple modeli do roku 2000. Poza aspektem stricte fizykalnym jest to też dla mnie znaczące signum wielu aspektów kultury „nowoczesności”.

    Epoka po Nietzschem jest określeniem zrozumiałym, ale czy rzeczywiście Nietzsche wniósł aż tak znaczący wkład, wywarł aż tak znaczący wpływ na rozwój filozofii i kultury aby warto było o nim pamiętać gdy mowa o uniwersaliach ? Do tego: o ile Nietzsche był ciekawą nowinką dla St. Przybyszewskiego nota bene od początku będącego postrzeganym na granicy śmieszności, o tyle czytelne skojarzenie z sytuacją w Niemczech od ca. lat 30 i „podpieranie się” ówczesnego tamże systemu Nietzschem nie przysporzyło tej filozofii pozytywnej konotacji.

    Określenia typu” rozhisteryzowany motłoch”, „obrona półświatka” „zatęchłe gabinety starych akademii” „uwiąd umysłowy” gdyby miały być traktowane serio, to przypominały by retorykę „Krótkiego słownika filozoficznego” z 1951 (1955) roku – tamże np. hasło: cybernetyka – burżuazyjna pseudonauka, i tak dalej. I generalnie – retorykę z czasów np. stalinowskich kiedy to piewcy nowego ładu obrzucali epitetami takimi i podobnymi przedstawicieli starego świata, strasząc marginalizacją do eliminacji włącznie wielu myślących ludzi uczciwych – od robotników i rolników do profesorów. Ale dziś, dzięki Bogu, mamy jeden z tekstów Ś.P. Andrzeja Waligórskiego p.t. „o ćwiczeniach we lżeniu i obrażaniu przeciwników”. I myślę iż może było by prościej aby od razu sięgnąć do Ś.P. Andrzeja. I wypróbowane i można się uśmiać serdecznie.

    Na zakończenie: oczywiste iż mamy świadomość postmodernizmu i działań bardzo wielu Osób aktywnych w nurtach takich i podobnych. Pytanie jest: czy to jest nurt wiodący, czy eksperymentalne kierunki niszowe ? Im co jest większe, mocniejsze, pełniejsze, tym spokojniej i pewniej istnieje; prawdziwa jakość jest wieczna; wrzask zaś, epatowanie epitetami nie świadczy o mocy i długowieczności danego fenomenu.

    Czynne przekraczanie schematu – OK – jeśli jest to schemat zły. Jeśli zaś przekracza się schemat dobry w kierunku zła, to naprawdę nie ma się czym chwalić.

    Przepraszam też, że w gruncie rzeczy nie wniosłem nic nowego, sprawa bowiem została moim zdaniem podsumowana wpisem @Mxz, 21 grudnia o godz. 22:42.

  52. @Kalina
    Nie zna Pani współczesnej literatury, nie zalicza się Pani do czytelników jednego z największych angielskich myślicieli doby romantyzmu, nie zamierza Pani tracić czasu na zanajomienie się z klasykami filozofii ostatnich 150 lat, czyli z Nietzschem, Bataille’m, Blanchotem , czy też Foucaultem, ba!, odnosi się Pani z pogardą do ich osób, marginalizując ich wkład w umysłowość ludzką, nazywa ich Pani chorymi umysłami. W dodatku ich czytelników nazywa Pani śmieciami, których należałoby zamknąc, jako potencjalnych kryminalistów. Trudno o większą śmieszność, czy też o bardziej pospolitą głupotę, żeby nie powiedzieć prymitywizm. Jawi się Pani w dodatku w tym wszystkim jako tchórzliwy kryptopsychopata żyjący marzeniami o biczowaniu, karaniu , ścieraniu walcem. Pani niewiedzą i brakiem oczytania (nie ukrywa tego Pani, puszy się wręcz jak wiejska gęś) zawstydziłby się pierwszy, lepszy student kierunków humanistycznych pierwszego roku z młodego pokolenia, którym gardzi Pani w całośći. Ale to Pani raczy się mianować humanistą, raczy Pani ferować estetyczne wyroki. Parafrazując przysłowie z motta Pochwały głupoty napiszę, że POZNASZ GŁUPIEGO PO KOMENTARZACH JEGO. Poznałem aż nadto Pani twórczość radosną, proszę mi darować , bez odbioru.

  53. Panie Ormero, jeśli ktoś swoja krytykę działań pewnej młodej osoby i Jej twórczości zasadza na epietach o Jej urodzie, ubiorze, to czym i jak to nazwać? Jakiemu poziomowi dyskusji to odpowiada? Ktoś atakując personalnie w rynsztokowy sposób nie powinen oczekiwać miłej rozmowy, a jedynie dosadnych słów. Możemy potępić bohatera Zbrodni i kary, możemy dyskutować na temat jego motywów, potrzeb, możemy oceniać według różnych wartości, ale pozwolenie sobie na osądzenia bohatera Dostojewskiego stwierdzeniami o niskim czole, któe rzekomo ma znamienować ocieżałość umysłową (cytuję pewnego Pana z komentarzy tutaj), czy też wyrokowanie o nim przez jego rzekomą szpetotę fizyczną (Pani powyżej), więcej nam mówi o autorach komentarzy, ich poziomie intelektualnym, niż o samym mordercy. Nie chcąc zrozumieć morderców, nie dowiemy się o istocie rzeczy na temat całej kondycji ludzkiej, a nie zrozumiemy ich, jeśli będziemy ich krytykować na podobieństwo gazet bulwarowych, brukowców. Ukryty morderca jest prawdopodobnie w każdym z nas, to z jednej strony wielki dramat czlowieka, jako istoty myślącej, z drugiej strony wielka zagadka filozoficzna, socjologiczna, którą należy badać. Ślepe oburzenie znamienuje motłoch uliczny, realizujący w ten sposób swoje psychotyczne potrzeby linczu, jako metody oderwania się od prawa w imię święta wpisanego w obrzęd od czasów pradawnych.

    Proszę wybaczyć, ale próby zastanawiania się nad warością i znaczeniem myśli Nietzschego w XX wieku odbieram jako infantylne. Proszę mi znaleźć znaczącego myśliciela w XX wieku, który przyanjmniej nie napisałby nic o autorze „Poza dobrem i złem”. Heidegger, Derrida, Bataille, Blanchot, Foucault, Gadamer, Leiris, Barthes i dziesiątki innych największych umysłow XX wieku było nim po prostu zafascynowanymi, pogrążonymi w tematach powołanych przez Nietzschego, badając nowe ścieżki jakie wytyczył od nazwania kondycji ludzkiej, aż po wręcz prorocze zapisy o wieku XX, całej nowoczesności, kulturze konsumcyjnej. Nietzsche dla filozofii XX wiecznej, współczesnej jest jak Kant i Hegel dla epoki wieku XIX ego, jak Platon dla starożytności. Kluczowa postać. To że Hitler zwulgaryzował dla swoich potrzeb i celów z jednej strony genialna muzykę Wagnera, a z drugiej nic nie mające wspólnego z nazizmem pisma Nietzschego (który brzydził się antysemtyzmem i niemieckością, bedąc dumnym z polskości, która jest mitem niestety) , to czy można za to winić nieżyjących juz wówczas Wagnera i Nietzschego ? Zupełnie nie.

    Schematy nie są ani dobre, ani złe, po prostu lepiej lub gorzej odpowiadają zmianom społecznym i kulturowym, jakie zachodzą. Dzisiejsze społeczeństwo zmieniło się w przeciągu ostatnich 50 lat więcej, głębiej niz społeczeństwo 500 lat końca średniowiecza. Dzisiaj dekada oznacza często niemal inną epokę. Żeby się trwale dostosować do tych zmian trzeba stosować nową aparaturę naukową, kulturową , społeczną . Udawanie , że może być jak dawniej jest z gruntu niemożliwe do przyjęcia i realizacji. W obliczu powszechnej ateizacji, laicyzacji Europy, czyli śmierci boga o której pisał Nietzsche, nie da dalej utrzymywać się moralności, która była ściśle związana z tym bogiem , który umarł.

  54. Ja jeszcze tylko dodam, że Chrystus potrzebował całych 300 lat, aby mogło narodzić się chrześcijaństwo, a kolejnych kilkuset, aby opanowało dużą część globu. Być może Nietzsche będzie miał więcej szczęścia, i nie musi minąć 1000 lat, nim jako ludzkość zrozumiemy i zasymilujemy jego myśl.

  55. Jeszcze tylko dla pocieszenia Państwa dodam, że nietzscheańskie Gott ist tot wcale nie musi oznaczać śmierci Boga – umarło tylko wyobrażenie, jakie sobie o Nim tymczasowo stworzyliśmy.

  56. @lourelou
    dla mnie Gott ist tot jest śmiercią potrzeby boga, choć sam Nietzsche widział w tym raczej śmierć samej istoty, wyciagnął z tego najdalsze konsewkencje, nie zostając w połowie drogi jak niemal całe towarzystwo filozoficzne XIX wieku radośnie witające zesłanie bożka w baśniowość. Jego myśl jest zrozumiana, przebadana i wiadoma, w przeciwieństwie jednak do religijnych bełkotów nie zostanie zasymlowana nigdy w tkance społecznej. Zwłaszcza w tak różnorodnej tkance jak obecne społeczeństwo globalne.

  57. Racja, zasymilować będzie raczej trudno. Ale, kto wie, może sam Nietzsche stanie się bogiem?

  58. Nie miał takich ambicji. Był złamany, bo widział w sobie najgorszego człoieka, tego ostatniego.

  59. No dobrze, Nietzsche na bok, pobawmy się w superekspres. Wyobraźcie sobie Państwo, że macie 17 lat. Zakochujecie się pierwszą wielką miłością swojego życia i przypadkiem jesteście takiej konstrukcji psychicznej, że bliskość drugiego człowieka znaczy dla was wiele, prawie wszystko, więcej niż szkoła, przyszła kariera i sukces materialny. Może macie jej deficyt z dzieciństwa i młodości, a może zaraziliście się tym akurat kulturowym bakcylem, wszystko jedno dlaczego tak jest. Ale jest. A macie dopiero 18 lat i wasze głowy są pełne marzeń.
    Lecz wasza miłość zostaje zdemaskowana, skryminalizowana, nazwana pedofilią, to takie modne. Choć was i wasze „ofiary” łączyło czyste uczucie, ktoś na was doniósł. Kto?
    Rówieśnicy skazują was na ostracyzm, dorośli ciągną was do sądu. A macie dopiero 18 lat. Ktoś postawił was jednak w stan oskarżenia, ktoś złożył zawiadomienie o przestępstwie. Ktoś musiał zadenucjować Józefa K., bo mimo że nic złego nie uczynił, został pewnego dnia po prostu aresztowany.
    Lecz wy wciąż wiecie i wierzycie, że to było czyste. Jednak wasze listy pełne miłości stanowią już tylko dowód w sprawie. Przeciwko wam. Kto na was doniósł, kto rozpętał to piekło?
    I to nie koniec waszych problemów. Następnie okazuje się, że udostępnialiście niedozwolone, zakazane prawem substancje osobom małoletnim. To nic, że te osoby są od was zaledwie o kilka miesięcy młodsze i że te niezwykle groźne substancje dostępne są powszechnie i zażywa je każdy, komu się żywnie podoba, prymityw czy intelektualista, i to publicznie, zwłaszcza w Warszawie. To wam grozi odpowiedzialność karna, bo to wy podpadliście tatusiowi, który jest z zawodu i mentalności policjantem i mamusi, która jest z zawodu i charakteru nauczycielką. Kto na was doniósł?
    Zostajecie sami. Sprawa w lutym, a już grudzień. Bez matki i ojca. Z oddechem państwa i jego aparatu przemocy na karku. A wokół sami ludzie sukcesu i wielkie oczekiwania. Wille, auta, i-phony, i-pady. W tv seriale o tych, którym się powiodło.
    Nic tak nie boli jak tajemnica.
    To wy jesteście źli. Oni są dobrzy, bo oni mają za sobą prawa i prawo.
    Tak was widzą oni i tak wy zaczynacie widzieć siebie. Już wiecie, że nie sprostaliście, choć macie dopiero 18 lat. Piszecie wiersze, listy, publikujecie w internecie różne treści jak jacyś opętani, jeszcze próbujecie się bronić. Stajecie się śmieszni, coraz śmieszniejsi… Na koniec stajecie się źli.Stajecie się źli na końcu. Kto na was doniósł i skąd ta furia?
    Skąd tyle ran, ciętych i kłutych?
    ps. przepraszam Panią Sobolewską za ten wpis, jednak nie chciałam pisać na facebooku, gdzie tyle zgiełku.

  60. Sugeruje Pani, że to rodzice Kamila donieśli na jego dziewczynę…? To ma usprawiedliwić morderstwo…?

  61. Gdzie Pan widzi usprawiedliwienie czegokolwiek? Stoję w obliczu tajemnicy, jak my wszyscy. Proszę mi wierzyć, w swoim własnym życiu znalazłabym usprawiedliwienie dla zabicia kilku osób, a jednak tego nie czynię. I zastanawiam się, dlaczego?

  62. Chyba to kwestia wyobraźni:)

  63. Pani Justyno, trafilam do Pani przez przypadek i zgadzam sie z kazdym slowem Pani komentarza 🙂 Nazywanie tej Pani poetka i laczenie jej tworczosci na dodatek z czynem jakiego dokonala jest moim zdaniem mocno na wyrost. Sama w zyciu napisalam wiele wierszy. Sama dla siebie, dla poszerzenia swoich komorek mozgowych (niech pracuja 😉 ) i dla samej zabawy jezykiem ojczystym. Byly wsrod nich rozne formy o roznej tematyce, ale nigdy przenigdy nie nazwalabym sie poetka, a juz tym bardziej wielka. A juz swoje lata mam.

  64. Dosyć ciekawy fragment znalazłem przy okazji lektury „Widzenia nad Zatoką San Francisco”. Autorstwo wszystkim znane

    „W 1934 roku surrealiści wydali w Paryżu zbiorowy tom wierszy na cześć młodocianej przestępczyni Violette Nozieres skazanej przez sąd poprawczy za otrucie obojga rodziców. Surrealiści, łącząc Freuda z Marksem, marzyli o rewolucji, która obali prywatną własność tudzież burżuazyjną moralność i zmieni wszystkich ludzi w poetów, czyli stenografów własnej świadomości. Rodzice Violetty byli to bourgeois, dręczyli ją wymagając od niej posłuszeństwa, zakazując spędzania nocy poza domem itd. Otruła ich, złożyła więc dowód,że normy jej są normami przyszłego wolnego społeczeństwa”.

    A poza tym czytajcie Miłosza!