Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

6.02.2015
piątek

Empik, lifestyle i co dalej?

6 lutego 2015, piątek,

Nie będę płakać po Empiku – pisze w „GW” Roman Pawłowski. Wielu czytelników powie to samo. Od dłuższego czasu słychać było, że sieć zalega z zapłatami dla wydawnictw.

Poza tym obserwowaliśmy konsekwentną przemianę księgarni w sklep gospodarstwa domowego – zawsze można wpaść tam po foremki do muffinek, ale nie po książkę. W tym tygodniu pojawiały się informacje o fatalnej kondycji finansowej molocha. Można też było poczytać, jak wyglądała praca w Empiku.

Jeden z byłych pracowników opisał wszystko ze szczegółami – choćby proceder wmuszania klientom tzw. towaru sugerowanego, czyli dodatkowych rzeczy przy kasie. Sieć kupowała ogromne ilości towaru, często bez prawa zwrotu, i wymagała od pracowników, żeby wykazywali się sprzedażą w tabelkach. Kończyło się tym, że pracownicy sami kupowali w desperacji kalendarz Chodakowskiej, żeby tabelki dobrze wyglądały. Autor bloga Łukasz Kotkowski pisze: „gwoździem do trumny (Empiku) jest w pierwszej kolejności dział lifestyle, czyli wszystkie suszarki do sałaty i inne bambusowe klapki. Kosmiczne marże (sięgające 800 (sic!) procent) na taniej chińszczyźnie są w stanie naprodukować nieporównywalnie więcej przychodu, niż wszystkie inne działy razem wzięte”.

No i okazało się, że ta ideologia lifestyle, która miała niby być ważniejsza od książek, nie sprawdziła się. I całe szczęście. Stąd ta czysta schadenfreude, którą dziś czuje pewnie wielu czytelników. Tylko co dalej?

Wieści o kryzysie sieci wywołały też głosy przerażenia, że Polacy wpadną we wtórny analfabetyzm (a poza tym co będzie dalej z pieniędzmi wydawców?) i sporo głosów pełnych nadziei, że oto pojawi się miejsce na coś nowego. Tymczasem warto sobie uświadomić, że bez dogłębnych zmian na rynku książki nie będzie miejsca na to, żeby nagle rozkwitły księgarnie z prawdziwego zdarzenia!

Polski rynek książki jest systemem naczyń połączonych, który na każdym etapie opiera się na kantowaniu i oszustwach. Wydawcy oszukują autorów np. przy rozliczeniach rocznych (niektórzy pisarze z zasady kontaktują się z wydawcami przez prawników), oni sami chodzą na pasku dystrybutorów i sieci księgarskich, które sprzedają nowości z gigantycznymi rabatami, co całkowicie eliminuje szanse mniejszych uczestników rynku. To tak jakby nowa kolekcja ubrań była przeceniona od razu na otwarcie. Książka, która może być sprzedawana w cenie 20 zł, ma drukowaną cenę 39,90 tylko dlatego, że tego wymagają wielkie sieci.

To sytuacja nie do wyobrażenia w Niemczech czy we Francji, gdzie istnieją odpowiednie regulacje prawne. W Polsce od roku trwają prace nad „Ustawą o książce” i coraz lepiej widać, że regulacja prawna jest niezbędna, inaczej my wszyscy – czytelnicy, wydawcy, księgarze, pisarze – będziemy nadal uczestniczyć w tym piętrowym oszustwie. I kryzys jednego giganta w żaden sposób tej sytuacji nie zmieni.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Who cares?

  2. @jakowalski
    I care.

  3. To prawda, że w ostatnich latach EMPiK wiele stracił w oczach czytelników i z czasem przeobraził się w swoisty sklep wielobranżowy. Niemniej w masowo uczęszczanych centrach miast i w centrach handlowych był (jest?) często JEDYNYM miejscem sprzedaży książek i ambitniejszej prasy. Mimo ewidentnych ułomności pełni(ł) więc w tych ruchliwych miejscach funkcję kulturotwórczą. Zapewne jego miejsce zajmie niedługo kolejna mutacja sklepu z odzieżą albo fast food, a nie księgarnia z prawdziwego zdarzenia. Śmiem więc myśleć, że za jakiś czas my – miłośnicy książek i wszelkiego słowa drukowanego – jednak uronimy łzę po EMPiKu. Choćby z sentymentu do jego pierwszego, PRL-owskiego wcielenia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To jest naprawde ogromna szkoda dla kultury narodowej.
    Czytalem w zeszloniedzielnej „wyborczej „, za za pieniadze Unii zbudowano w ostatnich kilku latach wiele pieknych sal dla koncertow muzyki symfonicznej na swiatowym poziomie.
    Czy nie mozna by wykorzystac podobnych funduszy na przejecie Empiku , wyrzucenia wszystkich niepotrzebnych rzeczy i zarzadzac nimi jak bibliotekami publicznymi ?
    Przeciez to hitlerowcy chcieli,zebysmy byli jak najciemniejsi.
    Ilekroc jestem w kraju, zadziwia mnie liczba dobrych i tlumaczonych na biezaco ciekawych tytulow.
    Poza tym mozna znalesc tu mase periodykow,ktorych osiedlowy kioskarz nie jest w stanie zaoferowac.
    Sasiedztwo Empiku i Starbucksa w centrach handlowych jest dla mnie zawsze namiastka raju.
    Moze nie trzeba na nowo wymyslac kola- moze trzeba spojrzec jak sobie radza w Skandynawii albo Niemczech.

  6. Gdyby nie owe, z niesmakiem przez Panią opisywane promocje, nie kupiłabym pewnie żadnej książki. Nowość za 20 zł a nowość za 40 zł to znacząca różnica dla osoby mającej 529 zł dochodu miesięcznie. A tak, raz na dwa, trzy miesiące coś kupię. Ale nie w Empiku. Tam zawsze jest drogo. Lepszy jest Matras z jego promocjami i dyskonty. W Biedronce czy Lidlu można kupić fajne i niedrogie książki w pocketach. Tak więc -nie będę płakać po Empiku, tylko mam nadzieję, że nie zastąpią go małe księgarnie z horrendalnymi marżami. Mam takie dwie w okolicy. Nie warto zaglądać. Wszystkie książki w okładkowych cenach i strasznie drogo.

  7. Śmiem wątpić. W dzisiejszych czasach można bez problemu kupić interesujące dobra w internecie. Empik może upaść, będzie to problem dla jego centrali, nie dla nas.

  8. Polak jest biedny, musi wydawac na rzeczy podstawowe zeby przezyc. Nie stac go jak moja 4 osobowa rodzine na wydatek $7000 rocznie na szeroko rozumiana kulture. Ubogi i drenowany, niewolnik mediow i obcych w bankach, supermaketach i montowniach. Polska slynie z lasow, miedzi, wegla, taniej sily roboczej i emigracji. To epokowy sukces III RP.

  9. Ksiegarnie radza coraz gorzej, I to nie tylko problem Polski czy Empiku. Amerykanska siec Borders upadla, bo nie chciala handlowac niczym innym niz ksiazkami. Barnes & Noble jakos ciagnie, ale dosyc kiepsko. Ciagnie, bo wiekszosc powierzchni sklepow zajmuja gry, zabawki, klocki Lego I rozne gadgety – na szczescie nie wpadli jeszcze na pomysl sprzedawania garnkow. Male ksiegarnie padaja jak muchy.

    Niestety, nie jest dobrze, bo chociaz milosnicy internetu mowia ze wszystko mozna kupic pzrez internet, to kupowanie ksiazek deko sie rozni od kupowania majtek. Ksiazke chcialbym obejrzec, przekartkwoac, zobaczyc co jest w srodku, jak sie trzyma w reku, jak sie czyta. No I – skad mam wiedziec ze ksiazka instnieje jezeli nigdy jej nie widzialem? W ksiegarni B&N regularnie ogladam sloliki z szyldem „nowosci”; bez tego nie mialbym zielonego pojecia co sie wydaje. Niby Amazon prysyla mi ciagle jakeis oferty, ale w 95% sa one nietrafne

    Zas jak idzie o Polske… Mniej wiecej dwa razy do roku jestem w Warszawie. Pierwsza rzecz – to wycieczka po ksiegarniach. Neistety, praktycznie juz nie ma po czym. Zupelnie dobilo mnei zamkniecie ksiegarni MDM istniejacej od zawsze. Mieli w piwnicy niezly zbior ksiazek naukowych. Pzredtem Traffic. Potem moja ulubiona ksiegarnia na Bielanach. Pozostaje Empik, w ktorym wybor ksiazek ogranicza sie do ksiazek kucharskich, „ezoteryki” I temu podobnych rzeczy. Ksiegarnia „naukowa” im. Boleslawa Prusa ma gigantyczny regal „religia – od horyzontu po horyzont, od podlogi do sufitu – ale niewiele wiecej

    A w meidzyczasie (pare dni temu) prasa pisala ze 6 milionow Polakow nie mialo ksiazki w reku. A skad, co cholery, oni mieli te ksiazke wziac? Kto im te ksiazke zaproponowal? Dawniej byl zawod „ksiegarz”. To taki facet co znal sie na ksiazkach. Specjalista. Dzis ksiazki sprzedaja nastolaty placone 7 zlotych za godzine.

    Panstwo nie ma nijakiej polityki kulturalnej. Ksiegarnia to nie sklep z marchewka I kartoflami. Wymaga panstwowego lub spolecznego wsparcia. Wiesc glosi ze ksiegarnia MDM sie zamknela po podniesli im czynsz na 40 tysiecy PLN miesiecznie. Ike ksiazek ksiegarnia musialaby sprzedac aby zarobic 40 tysiecy?

    Z rozrzwnieniem wspominam czasy komuny gdy ksiazki byly tanie, byly wszedzie I byly dostepne. Do dzis mam piekne wydania polskiej I obcej klasyki z tego okresu. Pamietam ksiegarnie objazdowe w autobusach jezdzace po wsiach. Panstwo bylo na tyle madre aby kulture finansowac. Dzis… widac co sie dzieje. Nie tylko z ksiazka. Jak pisala prasa, pierwszy flecista Filharminii Narodowej dorabia jako taksowkarz. I nei dziwota skoro glownym zmartwieniem Ministra Kultury jest dotowanie Swiatynii Opatrznosci

  10. Jeżeli tak jest ze wielkie sieci wymagają żeby na książce była nadrukowaną cena 39,90 żeby potem udawać ze ja przeceniają na 20 zł to dlaczego książki w wersji elektronicznej tez kosztują ponad 20 zł ? Tam nie ma papieru, transportu… To powinno kosztować 10 zł.

  11. podobnie jak tysiace Polakow od lat zyjacych za granica … chcialem kilka razy w niedalekiej przeszlosci kupowac plyty, ksiazki … i to w duzych ilosciach. Chcialem placic z gory w dolarach lub przekazem bankowym wymagana przez EMPIK sume za ksiazki, plyty plus wysylke. Niestety nigdy nie moglo dojsc do transakcji … pomimo tego ,ze chcialem placic z gory i zaplacone przeze mnie towary byly by wyslane dopiero po otrzymaniu przez EMPIK ode mnie zaplaty … EMPIK odmowil mi sprzedazy … ludzie ja takich durni jak zarzad EMPIKU nie widzialem na calym swiecie … a mieszkam na kontynencie amerykanskim od ponad 30 lat. Oni chcieli by im podac zawsze wszystkie dane o moim koncie bankowym w ameryce … choc chcialem placic z gory przelewem …
    tego nie robi zadna firma na swiecie … a ja duzo kupuje.

  12. @Florentyna58: Cena wydrukowana na ksiazce to nie „cena wielkiej sieci” a cena detaliczna ustalona przez wydawce.

  13. Jednak Empik łączył się z jakąś klasą. Jakoś nie mogę tego strawić, że książkę można sprzedawać w discouncie jak kartofle.

  14. @Pani Redaktor: „Polski rynek książki jest systemem naczyń połączonych, który na każdym etapie opiera się na kantowaniu i oszustwach. Wydawcy oszukują autorów np. przy rozliczeniach rocznych (niektórzy pisarze z zasady kontaktują się z wydawcami przez prawników), oni sami chodzą na pasku dystrybutorów i sieci księgarskich, które sprzedają nowości z gigantycznymi rabatami, co całkowicie eliminuje szanse mniejszych uczestników rynku. To tak jakby nowa kolekcja ubrań była przeceniona od razu na otwarcie. Książka, która może być sprzedawana w cenie 20 zł, ma drukowaną cenę 39,90 tylko dlatego, że tego wymagają wielkie sieci. ”

    Jakies nieporozumienie towarzyskie. Zeby nie powiedziec, uproszczenie. Na calym swiecie tak to dziala.

    Cene detaliczna ksiazki ustala wydawca a nie „wielkie sieci”. Ksiazka idzie do dystrybutora, a od dystrybutora do ksiegarni. Dystrybutor kupuje od wydawcy po cenie hurtowej, znacznie nizszej niz cena detaliczna (na ogol ma 55% znizke). Albowiem I dystrybutor I ksiegarnia musza na tym zarobic. jak? Ano, kupujac ksiazke po cenie hurtowej.

    Gdy ksiegarnia sprzeda ksiazke, troche zostawia sobie w kieszeni, reszte przekazuje dystrybutorowi. Dystrubutor zostawia sobie troche w kieszeni, a to co zostaje. przekazuje wydawcy. W kazdym raziemusi doatac od ksiegarni tyle zeby mu sie zwrocilo to co wydal na ksiazke. Wydawca odlicza sobie koszta produkcji, I to co mu zostaje to zysk. Na ogol, dosyc malo.

    Za ile ksiegarnai moze sprzedac ksiazke? Nie moze spzredac drozej niz cena detaliczna wydrukowana na okladce bo nikt nei zaplaci. Moze sprzedac bez zysku lub z zyskiem minimalnym. I stad od czasu do czasu pojawiaja sie ksiazki po 20 zlotych. Ale nie czesto, bo ksiegarnia musi zaplacic za lokal, prad, pensje pracownikow I podatki

  15. @Witold: ” Jakoś nie mogę tego strawić, że książkę można sprzedawać w discouncie jak kartofle.”

    Nei byloby problem gdyby ksiazki kosztowaly tak z 5 – 10 razy wiecej. Obsluga w ksiegarniach bylaby pierwsza klasa

  16. Bardzo dobre miejsce do kupowania ksiazek to siec sklepow Leclerc w Warszawie. Lepiej sie kupuje niz w Empiku

  17. A może Redakcja Polityki, widząc co dzieje się na rynku „książkowym” powinna wyjść z czymś pozytywnym, czymś co przynajmniej spowoduje spowolnieni procesu który może prowadzić do…
    Nie wiem do czego doprowadzi,ale spróbować zawsze warto.
    I tak na przykład obok Paszportów, Nagród Historycznych „Polityka” mogłaby wręczać co roku ( nawet w Sali Kongresowej) jedyny w swoim rodzaju i jakże symboliczny i kulturotwórczy laur dla Miasta – Bohatera . Nie, miasto nie będzie honorowane wawrzynem upamiętniającym niepodległościowy zryw lat 80 tych,ale wystudiowanym estetycznie Medalem… Stu Banków i Jednej Księgarni.
    Mam nadzieję,że każdy udekorowany będzie bardzo wzruszony wyróżnieniem i pozostawi tę nagrodę na honorowym miejscu, aby przypominała za ileś lat, że w mieście była kiedyś placówka handlowa która zajmowała się sprzedażą…

  18. Gdzieś wyżej padł komentarz, że w Empiku możemy znaleźć ambitną literaturę. Chodzi o parapsychologiczne poradniki, czy może wszelkie wampiriady?

    Ostatnio wybrałam się do jednego z gdańskich Empików. Nie znalazłam tam Sylwii Chutnik, Anny Janko ani Jacka Dehnela. Możliwe, że jedno z tych nazwisk przeoczyłam, ale czy wszystkie? Nie sądzę.

    Nie nazywajmy księgarnią miejsca, w którym możemy kupić parę deko plastiku, breloczki, kubeczki i inne szity za kosmiczne pieniądze.

  19. Moim zdaniem, przyczyną upadku Empiku i innych księgarni jest upadek czytelnictwa. Nie ma popytu, nie ma podaży, tak działa kapitalizm, nie odwrotnie. A za upadek czytelnictwa odpowiada szkoła, w szkole lektura zamiast być przyjemnością jest przykrym obowiązkiem, szkoła zamiast rozbudzać przyjemność z czytania skutecznie do czytania zniechęca, język polski to historia literatury, nie tak powinno być.
    Inną sprawą jest nieudolność i błędne decyzje biznesowe zarządu Empiku, ale to już inna historia, nieudolna firma powinna upaść i zrobić miejsce tym którzy potrafią taki biznes prowadzić. Umarł król, niech żyje król.

  20. @parker: „Moim zdaniem, przyczyną upadku Empiku i innych księgarni jest upadek czytelnictwa. Nie ma popytu, nie ma podaży, tak działa kapitalizm, nie odwrotnie”

    Owszem, ma Pan racje, ale tylko do polowy. W przypadku ksiazki, owa druga polowa to: „nie ma podazy, nei ma popytu”

    Jak pisalem powzej, kupno ksiazki jest deko rozne od kupna majtek. Majtki kupuje sie jak zaczynaja spadac z tylka. W przypadku ksiazki – jak mam kupic ksiazke jezeli nie wiem ze ona istnieje? Jak mam kupic ksiazke jezeli nei wiem jak ona wyglada, co ma w srodku, jak sie czyta, czy mnie zainteresuje I tak dalej? Bez ksiegarni – ksiazek sprzedawac sie nie bedzie. Zwolennicy tezy „wszystko mozna kupic przez internet” maja racje. Ale tylko w odniesieniu do majtek.

    Nie oferujac ksizaek spoleczenswu szeroko I bez problemow, wyrzadza sie owemu spoleczenstwu szkody trudne do wymierzenia. Ja zostalem inzynierem glownie dlatego ze spedzalem godziny w Glownej Ksiegarni Technicznej studiujac ksiazki o elektronice. Bylo tego od cholery – polskich autorow I tlumaczen. Dzis? owszem, kilka egzemplarzy tego I owego ejst, ale oferta jest zalosna. A ksiazki w celofanowych opakowaniach. Zeby ktos nie poczytal. Oszalamiajaca jest za to oferta ksiazek kuchaeskich, poradnikow przepowiadania snow I Kama-Sutry

    Niestety, Panstwo traktuje ksiazki jak cegle albo majtki. Grzmi sie ze 6 milionow Polakow niczego nei pzreczytalo. A gdzie, do cholery, mieli oni kupic ksiazke? I ZA ILE? A pzrede wszystkim, gdzie oni mogli SPOTKAC ksiazke?

  21. > Kosmiczne marże (sięgające 800 (sic!) procent)

    To ciekawe…
    Jeżeli Empik dostaje kupuje coś za 50 zł i sprzedaje za 100 zł, to osiąga marże 50%.
    Jeżeli Empik dostaje coś za darmo i sprzedaje za 100 zł, to osiąga marże… 100%.

    Jeżeli Empik osiąga marże do 800%, to powinien otrzymać Nagrodę Nobla z ekonomii.