Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej Oczytany - Blog Justyny Sobolewskiej

6.11.2017
poniedziałek

Rok opowiadań (przy okazji Lucii Berlin)

6 listopada 2017, poniedziałek,

Na wiosnę pisałam, że mamy w tym roku niezwykłą obfitość opowiadań. A teraz jest ich o wiele więcej.

Miejmy nadzieję, że wydawcy przestaną się bać krótkich form, skoro głośne debiuty to zbiory opowiadań. Policzmy: Paweł Sołtys i „Mikrotyki” (Czarne), Aleksandra Zielińska i „Kijanki i kretowiska” (WAB), Szczepan Twardoch i „Ballada o pewnej panience” (Wydawnictwo Literackie), Kornel Filipowicz i „Moja kochana dumna prowincja” (wybór wznowionych opowiadań, Znak), Grzegorz Bogdał i „Floryda” (Czarne), Krzysztof Dybczak i „Pan wszystkich krów” (Nisza), Zośka Papużanka i „Świat dla ciebie zrobiłem” (Znak), Krzysztof Varga i „Egzorcyzmy księdza Wojciecha” (Wielka Litera), Mikołaj Grynberg i „Rejwach” (Nisza), Maciej Miłkowski i „Drugie spotkanie” (Zeszyty Literackie). A opowiadania, i to debiutanckie, zbierają też nagrody i nominacje, tak jak niedawno Weroniki Murek „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”.

Do tego dochodzą przekłady: dostaliśmy najważniejsze książki amerykańskich autorów opowiadań (bo literatura amerykańska to nie tylko opasłe powieści) – „10 grudnia” George’a Saundersa (przeł. Michał Kłobukowski), „Niepamięć” Davida Fostera Wallace’a (przeł. Jolanta Kozak), „Ruiny i zgliszcza”, znakomity debiut Wellsa Towera (przeł. Michał Kłobukowski), a teraz doszły opowiadania Lucii Berlin „Instrukcja dla pań sprzątających” (przeł. Dobromiła Jankowska). Te dwie książki – dwa obrazy Ameryki ciekawie się rymują jako przeciwieństwa – powolność i „niedziane się” u Towera z pospiesznym i gorączkowym rytmem prozy Lucii Berlin, w której mamy wrażenie, że narratorka musi zdążyć coś napisać między praniem a sprzątaniem.Jej opowiadania w dużym stopniu są autobiograficzne, a życie miała bogate (zmarła w 2004 roku) – rzeczywiście pracowała jako sprzątaczka, recepcjonistka w szpitalu, asystentka w gabinecie lekarskim i jako nauczycielka. Często zmieniała miejsce zamieszkania: od Alaski po Kalifornię, Kolorado, Meksyk. Z jej opowiadań wyłania się Ameryka pralni samoobsługowych, szpitali, izb wytrzeźwień i picia. Ale nie w barach, tylko w domu, bo kobiety u Berlin piją w domu.

Jest tu przejmujące opowiadanie „Niesforna” o matce, która w nocy nie mogła wytrzymać bez butelki, nie pomagało picie słodkiej herbaty, czytanie tytułów książek na półce, o świcie biegła do supermarketu po butelkę, a rano wyprawiała synów do szkoły (sama Berlin miała czterech synów). Synowie przyzwyczajeni sprawdzali, czy nie ma niedopałków w popielniczkach, czy gaz wyłączony, czy można matkę zostawić w tym stanie w domu. I szli do szkoły. W innym opowiadaniu, kiedy dzwoni do drzwi policjant, bohaterka chowa butelkę za książkami na regale.

Jedno z najbardziej zapadających w pamięć opowiadań Lucii Berlin z książki „Instrukcja dla pań sprzątających” to „Tygrysie kąski” o pokątnej aborcji w Meksyku, o wstydzie i upokorzeniu. „Było tak cicho, że zdziwiłam się, widząc w pokoju ze dwadzieścia kobiet, same Amerykanki. Trzy dziewczynki, właściwie dzieci, ze swoimi matkami. Cztery były po czterdziestce, nawet po pięćdziesiątce. (…) Wszystkie wyglądały na przestraszone, zdezorientowana, ale przede wszystkim ogromnie zawstydzone. Jakby zrobiły coś okropnego. Wstyd. Raczej nie było między nami więzi; moje pojawienie się ledwie zauważono. Jakaś ciężarna Meksykanka myła podłogę brudnym wilgotnym mopem, gapiąc się z nieskrywaną ciekawością i pogardą. Poczułam wobec niej nieuzasadniony gniew. (…) Poczułam zmęczenie, ogromny smutek, z jej powodu, z powodu nas wszystkich w tym pokoju. Wszystkie byłyśmy same”. Bohaterka uciekła, nie chciała aborcji, ale wcześniej była świadkiem upokorzenia kobiet w tym strasznym miejscu.

Opowiadania z tego tomu powstawały w różnych latach, przede wszystkim 70. i 80., i zmieniają się z czasem, ich szaleńczy rytm spowalnia. „Westchnienia, rytm naszych serc, skurcze porodowe, orgazmy, wszystko wpływa w czas, tak jak ustawione obok siebie zegary wahadłowe wkrótce zaczynają bić unisono. Robaczki świętojańskie na drzewie zapalają i gasną jednocześnie. Słońce wschodzi i zachodzi. Księżyc zmniejsza się i znika, a poranna gazeta zwykle uderza o ganku o szóstej trzydzieści pięć. Czas zatrzymuje się, kiedy ktoś umiera”.

Te najpóźniejsze opowiadania, pisane przez schorowaną kobietę, są pozbawione tego gorączkowego pośpiechu, chociaż właśnie czas i śmierć stają się głównym tematem. „Nigdy nie ma dosyć czasu”. Pojawia się spojrzenie z zewnątrz, przeniknięte smutkiem, pozbawione czarnego humoru, który był jej znakiem rozpoznawczym. Wszystkie opowiadania układają się w portret niezwykłej pisarki. Kilka z tych opowiadań nie chce wyjść mi z głowy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop